Trójprzymierze

Tłok. Harmider. Rwetes. Ścisk ludzkich ciał. Piętnaście minut podmiejskim autobusem od zrelaksowanego Iguazú i wkraczamy w zupełnie nowy świat.

– Telewizory! Najtańsze telewizory! Tylko dzisiaj!

– Elektronika, mister? Szukasz elektroniki. U mnie największy wybór i najlepsze oferty!

– Kokaina? Najlepsza na świecie – prosto z Boliwii. Nie? To może marihuana. Nasza – paragwajska.

Największe targowisko Ameryki Południowej. Ciudad del Este. Jak twierdzą Paragwajczycy, to czwarte największe centrum handlowe na świecie. Tu kupisz wszystko, czego nie potrzebujesz i wiele więcej. Głównie elektronikę, ubrania, samochody.

Kup pan cegłę

Kup pan cegłę

Ciudad del Este leży w miejscu, gdzie spotykają się trzy granice – Brazylii, Argentyny i Paragwaju. W Ameryce Południowej takie miejsca są szczególne. Nie obowiązują tu żadne przepisy. Za miedzą dwa najbogatsze i najbardziej rozwinięte kraje Ameryki, a ruch przez granicę jest zupełnie otwarty. Niby stoją budki strażników, ale tysiące ludzi przekraczają granicę w tę i z powrotem bez dokumentów. Każdego dnia. Nikt ich nie sprawdza. Żadnych skanerów bagażu.

I czarny rynek. Przemyt. Zatrzęsienie narkotyków, kradzione samochody, broń i co tylko chcesz. W nocy miasto nabiera innego kolorytu. Ulice pustoszeją zupełnie. Najbezpieczniejsze z całej trójki jest argentyńskie Puerto Iguazú. Tam można jeszcze przejść się po ulicy. Ale w Paragwaju ani w Brazylii w centrum nie ma nikogo poza poza tymi, którzy w takim środowisku czują się bezpiecznie. I potrafią się obronić.

Paragwajskie Ciudad del Este, brazylijskie Foz do Iguaçu oraz Puerto Iguazú w Argentynie to państwo w państwie. W zasadzie cywilizacja na wysokim poziomie, ale jednak w tropikach, więc każde miejsce nie zajęte jeszcze przez człowieka, opanowane jest przez najprawdziwszą dżunglę.

Po lewej Paragwaj, na prawo Brazylia, a my stoimy w centrum najbardziej turystycznego miasta Argentyny

Po lewej Paragwaj, na prawo Brazylia, a my stoimy w centrum najbardziej turystycznego miasta Argentyny

Patrząc na zakole rzeki Parana – miejsce, w którym łączą się trzy granice, ma się wrażenie, że jesteśmy w Amazońskiej puszczy. Gdy wieczorem przejdziesz się na klify i popatrzysz na rzekę z góry, nie musisz długo czekać. Co kilkadziesiąt minut małe i duże motorówki przekraczają Paranę w każdym z kierunków. Co transportują? Na pewno nie olej słonecznikowy i yerba mate.

Mamy pecha. Jest akurat sobota i trwa Czarny Piątek. Handlowcy na największym targowisku próżności na kontynencie postanowili zmaksymalizować przychody. Wymyślili Czarny Piątek. Marketingowo i historycznie nazwa może niezbyt przemyślana, ale handlowy strzał w dziesiątkę. Przez ostatnie tygodnie stopniowo podnosili ceny, by w ten weekend (od czwartku do wtorku – weekend w wydaniu latynoskim) ogłosić Czarny Piątek i wyprzedaże do 70%.

Nazwa może niespecjalnie trafiona, ale w Paragwaju to marketingowy strzał w dziesiątkę

Nazwa może niespecjalnie trafiona, ale w Paragwaju to marketingowy strzał w dziesiątkę

To co normalnie jest szaleństwem, teraz przerodziło się w pandemonium. Ludzie biegają po ulicach z 50-calowymi plazmami pod pachą. Ktoś wiezie ponad metrowe kolumny i zestaw kina domowego 5+1 na taczce. Tragarze donoszą tysiące odtwarzaczy mp3. Na każdym rogu ze straganów wylewają się pirackie płyty, podrabiane torebki Chanel, obuwie Nike i skórzane kurtki.

Argentyńczycy przyjeżdżają tu po wszystko. W kraju, w którym Kirchner wprowadziła kosmiczne podatki importowe, przyda się wszystko. Tydzień temu jechaliśmy na stopa z kolesiem, który do Ciudad del Este przyjeżdża po wielofunkcyjne scyzoryki dla wędkarzy. Brazylijczycy dużo kupują, ale jeszcze więcej sprzedają. Brazylia ma szmal. Przynajmniej w połowie sklepów w Ciudad del Este właściciele mówią po portugalsku. Biednych Paragwajczyków rzadko kiedy stać na inwestycję w sklep z elektroniką.

Centra handlowe wypchane elektroniką wyrastają bezpośrednio na granicy

Centra handlowe wypchane elektroniką wyrastają bezpośrednio na granicy

Szybki tour przez miasto z wywalonymi gałami i uciekamy stąd jeszcze tego samego dnia. Ale przed Ciudad del Este nie tak łatwo umknąć. Dwa dni później i kilkadziesiąt kilometrów dalej zagaduje nas młody człowiek, który przyjechał zwiedzić największą tamę na świecie. Jest z Ciudad del Este.

– Z Polski? Łaał! Patrzcie jaką świetną bransoletkę Nike sobie kupiłem. Niezła, co?

Patrzę na połączenie gumy i metalu z wielką łyżwą i nie wiem, co powiedzieć.

– Macie Facebooka, może się wymienimy kontaktami? Naprawdę nie używacie fejsbuka? Co z Wami? A jakiej marki nosisz buty?

I to w zasadzie wyczerpuje temat.

.

Advertisements

Posted on 28 maja 2012, in Paragwaj and tagged , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

  1. kazdy kraj ma swój „stadion 10-lecia”…..;-D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s