Category Archives: Singapur

Pierwszy krok w chmurach, czyli tanie loty w Azji

Chcesz lecieć z Azji do Australii za 300 zł? A może na Borneo za 100? Czy wolisz na Filipiny za 50 zł?

Przed wyjazdem w podróż pisaliśmy o tanim lataniu w Europie. Żyjąc w europocentrycznym świecie, wówczas nie zdawaliśmy sobie jeszcze sprawy, jak bardzo Azja pędzi do przodu. Także w powietrzu.

Żeby daleko nie szukać. Pamiętam, jak z gospodarczego dziennika w Hong Kongu dowiedziałem się o inwestycjach w samoloty i szkole pilotów linii China Southern Airlines. Te nikomu nieznane linie lotnicze (no może poza garstką zatroskanych menedżerów Lufthansy) są obecnie szóstym największym przewoźnikiem na świecie. Pod względem przewiezionych pasażerów znacznie wyprzedzają one takich potentatów jak Air France-KLM, British Airways, US Airways, Emirates czy Singapore Airlines. Linia ta dysponuje obecnie 344 samolotami, a właśnie zamówiła kolejne 245. Tym samym China Southern oczekuje na ponad 2 razy więcej samolotów niż US Airways i ponad 3 razy więcej niż Lufthansa czy Ryanair. Na świecie jest tylko jedna linia lotnicza, która zamówiła obecnie więcej samolotów – aż 257.

Jaka? Air China.

Nasza gloria (chwały??) w drodze do Szanghaju

Nasza gloria (chwały??) w drodze do Szanghaju

Birma, Australia, Sri Lanka i co tylko chcesz

To samo dzieje się wśród tanich przewoźników. Pod tym względem konkurencja na azjatyckim niebie jest chyba jeszcze większa niż w Europie. Rządzi oczywiście Air Asia, którą można latać niemal wszędzie w Azji Południowo-Wschodniej – do Indii, Birmy, Indonezji, na Sri Lankę czy Filipiny. Ba, nawet do Iranu i Australii. Także z Londynu i Paryża.

My bilet z Bali do Perth w Air Asia z miesięcznym wyprzedzeniem kupiliśmy za 400 zł (tą i wszystkie inne ceny w tym wpisie podaję ze wszystkimi opłatami i haraczem za 20 kg bagażu). A z Indonezji do Australii spokojnie można latać za 200 zł i mniej. Tym samym mit, że lot do Australii kosztuje majątek, można między bajki włożyć.

Choćby teraz bilety z Londynu czy Paryża do Kuala Lumpur na początek przyszłego roku w Air Asia można znaleźć za 250 USD w jedną stronę (plus ok. 100 USD różnych haraczów). Nie jest to może latanie za pół darmo, ale obecnie nie ma żadnej promocji, więc i loty wydają się relatywnie drogie…

W innych krajach jest podobnie. W Chinach rządzą Spring Airlines, którymi można przelecieć cały kraj taniej niż przejechać pociągiem średniej klasy. My z Hong Kongu do Szanghaju, kupując bilet z trzydniowym wyprzedzeniem, polecieliśmy za 230 zł.

Na Filipinach są aż trzy główne tanie linie lotnicze – Cebu Pacific, Zest Air i Airphil Express. Mówię główne, bo 5 kolejnych lata tylko na najpopularniejszych trasach i międzynarodowo. Z Cebu Pacific lecieliśmy na przykład z Manili do Wietnamu za 210 zł i z Chin do Manili. Ten ostatni lot kosztował nas aż 410 zł i był naszym najdroższym lotem w Azji. Ale wówczas zależało nam jeszcze na czasie i na Filipiny lecieliśmy w połowie grudnia – finansowy absurd – do katolickiego kraju niemal przed świętami. Ale za to już lot wewnętrzny na Filipinach – z Manili na Palawan – kupiliśmy w Zest Air za 54 zł.

Uroki filipińskich przestworzy

Uroki filipińskich przestworzy

Podniebni drapieżnicy

Z Singapuru do wielu indonezyjskich wysp, a także m.in. Wietnamu czy Tajlandii lata Tiger Airways. My do Kuching na Borneo polecieliśmy z tygrysem za 130 zł.

Z kolei w Indonezji rządzi inny drapieżnik – Lion Air. Bilety z Jawy na Celebes, Sumatrę, do Singapuru i kilku innych miejsc często można dostać poniżej 100 zł. Ale w Lion Air i innych indonezyjskich liniach lotniczych – Batavia, Merpati, Garuda, Sriwijaya jest inny problem. Na popularnych trasach często po prostu brakuje miejsc. Znajomi, z którymi przemierzaliśmy Wyspy Południowe dla oszczędności czasu chcieli kupić bilety z Bali na Flores w lipcu, ale z dwutygodniowym wyprzedzeniem nie było już miejsc. Niemniej jednak na Celebes (Makasar, Manado) z Jawy łatwiej i taniej jest często dolecieć Air Asia czy Lion Air niż płynąć promem.

10 lotów za 1 900 zł

W ciągu 10 miesięcy pobytu na tym kontytnencie odbyliśmy w sumie 10 lotów za łączną sumę 1 900 zł za osobę, z czego tylko 2 loty odbyły się wewnątrz kraju (na Filipinach). Wszystkie pozostałe były międzynarodowe, a jeden – do tego wcale nie najdroższy – nawet międzykontynentalny.

Z miejsc, które odwiedziliśmy, drogo latać jest tylko w Nepalu. My z Kathmandu do Hong Kongu lecieliśmy za 1 010 zł i był to najtańszy sposób wydostania się z tego kraju. Tego lotu nie uwzględniłem jednak w ogólnych rachunkach, bo lecieliśmy narodowym nepalskim przewoźnikiem – Nepal Airlines, a nie tanimi liniami. W tym miejscu warto też dodać, że w Nepalu, podobnie jak np. w Indonezji szukając biletów lotniczych warto udać się do agenta turystycznego. O dziwo, często u siebie w systemie mają oni dostęp do dużo tańszych biletów, niż są ogólnie dostępne w Internecie.

Nepalska gehenna lotnicza

Planując dłuższą podróż i wybierając się do Nepalu, warto pamiętać, że do Chin nie można wjechać od strony Tybetu lądem, a w ruchu z Indiami też są ograniczenia. Posiadając wizę hinduską, nie można wjechać do tego kraju ponownie w ciągu 2 miesięcy po jego opuszczeniu. Oznacza to, że przylatując do Indii (co jest najtańszym sposobem dostania się do Azji z Europy), a następnie wjeżdżając do Nepalu, nie można wrócić do Indii przed upływem 2 miesięcy w Nepalu. Przepis głupkowaty, ale przestrzegany (choć jak się ostatnio dowiedzieliśmy, ponoć można zdobyć przepustkę w ambasadzie w Katmandu uprawniającą do wcześniejszego powrotu do Indii – warto sprawdzić).

A jak na złość, lotnisko w Katmandu jest jednym z najśmieszniejszych i najmniejszych lotnisk miedzynarodowych, jakie widzieliśmy. Ochroniarze bilety sprawdzają już przed wejściem do malutkiego budynku, a dziennie lata tu tylko kilka linii. Do tego tani przewoźnicy latają tylko do Indii (m.in. JetLite). Zatem jeśli przez ograniczenia wizowe nie możemy lecieć z Katmandu do Indii, najtaniej z Nepalu wydostać się do Bangkoku lub Hong Kongu, ale i tak jest to koszt 250-350 USD. W takim przypadku warto przynajmniej kupić bilet w ciągu dnia, żeby popatrzeć z góry na Himalaje.

Jeśli dobrze udało nam się ustalić, to po lewej Mount Everest a po prawej Lhotse

Jeśli dobrze udało nam się ustalić, to po lewej Mount Everest a po prawej Lhotse

Co, gdzie, za ile?

Przydatnym narzędziem podczas szukania tanich lotów w Azji i na całym świecie jest strona Attitude travel, gdzie wyszukać można tanie linie latające do wybranego kraju.

Warto popatrzeć też na siatki połączeń, bo może się zdarzyć, że loty można łączyć w bardzo nieoczywisty sposób. Przykładowo nasza znajoma Indonezyjka z Celebesu, u której pomieszkiwaliśmy przez kilka dni na Couch Surfingu, chciała wybrać się do Tajlandii i Wietnamu. Kupiła więc taki bilet:

Makasar (Celebes) –> Kuala Lumpur

Kuala lumpur –> Ho Chi Minh

Bangkok –> Medan (Sumatra)

Medan –> Hong Kong

Macau –> Kuala Lumpur

Kuala Lumpur –> Makasar

Za wszystkie 7 lotów w Air Asia zapłaciła łącznie ok. 150 USD, czyli niecałe 420 zł. No i po drodze będzie miała okazję spędzić kilka dni w niesamowitym Hong Kongu czy na Sumatrze.

A oto przykładowe tanie linie latające w Azji:

Indie – SpiceJet, Tiger Airways, Kingfisher, Condor (do Niemiec), Air India Express i kilkanaście innych

Filipiny – Cebu Pacific, Zest Air, Jetstar Asia, Asian Spirit, South East Asian Airlines

Indonezja – Lion Air, Air Asia (lata prawie wszędzie w Azji), ValueAir, Jetstar International, Tiger Airways, Merpati, Garuda, Sriwijaya, Batavia

Australia – Freedom Air, Pacific Blue, Skywest, Jetstar International, Jetstar Asia, Jetstar Airlines, Virgin Blue

Tajlandia – Bangkok Airways, Nok Air, Firefly, Jetstar, Tiger, Cebu Pacific, Air Asia

Chiny – Spring Airlines, Bangkok Airways, Air Asia, Tiger, Cebu Pacific

.

————————————————-

A na koniec Ziemia z nieba, czyli azjatycki pan przestworzy.

.

Ziemia z nieba

.

Reklamy

Ale to było dobre!

Sprawy piękne i ważne, o których staramy się pisać najczęściej, przysłaniają nieco najpowszedniejszą część naszej codzienności.

"Protection from what? Ze Germanz?" (Hsipaw, Birma)

"Protection from what? Ze Germanz?" (Hsipaw, Birma)

Chichot, śmiech, a nierzadko i rechot idą z nami krok w krok niemal od 9 miesięcy.

Odkąd na Borneo równikowa dżungla pokonała Najlepszego Sandała na Świecie, chodzę na przykład w sandałach o 2 rozmiary za małych. Największy dostępny w Indonezji rozmiar obuwia to 43. Większych się po prostu nie produkuje, bo i nie ma dla kogo.

Ronald McDonald podbija Azję (Bangkok, Tajlandia)

Ronald McDonald podbija Azję (Bangkok, Tajlandia)

Już się zresztą przyzwyczaiłem. Dopasowałem paski tak, że wystaje mi tylko trochę pięty z tyłu i już prawie nie ryję paznokciami o chodniki.

W Indonezji jesteśmy akurat na etapie „Hello, mister!”. W wielu miejscach biali nadal są tu rzadkością i w małych miejscowościach nikt nie przepuści nam okazji do wspólnej foty czy prośby o dotknięcie dziecka w ramach błogosławieństwa. „Hello, mister” to najczęściej jedyne białe słowa, jakimi posługują się miejscowi. Nierzadko nie znając zresztą ich znaczenia, więc misterem nagminnie zostaje i Paula („mister” to po indonezyjsku „linijka”, więc to akurat łatwo im zapamiętać).

Ja z kolei obmacuje prawie wszystkie brzuchy w ciąży, udzielając błogosławieństwa dzieciom w drodze, dzięki czemu matki szczerze liczą na błękitne oczy ich potomków.

Zawsze w formie (Guangzhou, Chiny)

Zawsze w formie (Guangzhou, Chiny)

Tym samym powróciliśmy do etapu celebrytów rodem z Indii. Dziarsko pozdrawiamy więc tłumy gestem papieskim, który stał się już niemal naszym tikiem i wytrwale odpowiadamy wszystkim „Hello misterom”.

Azja dla Azjatów! Chodniki dla Malajów! (Kuala Lumpur, Malezja)

Azja dla Azjatów! Chodniki dla Malajów! (Kuala Lumpur, Malezja)

 

Dar Boga (Legazpi, Filipiny)

Dar Boga (Legazpi, Filipiny)

Usługi Chrystusowe - naprawa komórek (Celebes, Indonezja)

Usługi Chrystusowe - naprawa komórek (Celebes, Indonezja)

Tajemnica wyjawiona - Światowe Centrum Dowodzenia Globalną Siecią (Dalat, Wietnam)

Tajemnica wyjawiona - Światowe Centrum Dowodzenia Globalną Siecią (Dalat, Wietnam)

.

Więc dzisiaj w robocie, zamiast na Joemonster i Demotywatory, wchodzicie po prostu na najnowszą galerię apatrydów spod ręki Vagabundos.

.

Ale to było dobre! (Azja Południowo-Wschodnia)

.

Dyktatura doskonała

Dziś politologiczna ciekawostka.

W Singapurze panuje demokracja. Nominalnie. Faktycznie jednak kraj ten jest w zasadzie systemem autorytarnym. Rządząca partia kontroluje wszystkie media, a wolna prasa i telewizja nie istnieją. Mimo że kraj teoretycznie jest wolny, krytyka władzy szybko kończy się w sprawnie działających sądach, gdzie opozycjoniści kolejno bankrutują po orzeczeniu horrendalnych odszkodowań pod zarzutem zniesławienia.

Sąd Najwyższy w Singapurze - tu kończą nadgorliwi opozycjoniści

Sąd Najwyższy w Singapurze - tu kończą nadgorliwi opozycjoniści

Rządźcie się sami

A zaczęło się skromnie. Po odzyskaniu niepodległości w 1963 r. Singapur przyłączył się do niedawno powstałej Federacji Malezji, obejmującej oprócz Malezji, także autonomiczne prowincje Borneo – Sarawak i Sabah. Jednak już 2 lata później Singapur wyleciał z Federacji z wielkim hukiem, wyrzucony przez ówczesnego premiera Malezji, po wnoszeniu oskarżeń o dyskryminację Chińczyków, którzy w tym kraju stanowią większość.

Od tamtej pory, nieprzerwanie przez ponad 40 lat, zarządzany jest żelazną ręką przez jedną partię – Partię Akcji Ludowej. Pod jej przywództwem Singapur przeszedł niesamowitą metamorfozę i z przeciętnego miasta i zwykłego portu stał się drugim najbardziej rozwiniętym państwem Azji, po Japonii i jednym z największych portów świata.

W Singapurze nawet Chinatown świeci czystością. Niestety również całkowitym brakiem ducha.

W Singapurze nawet Chinatown świeci czystością. Niestety również całkowitym brakiem ducha.

Chińczycy mieszkający w Malezji, która jest znacznie bardziej demokratyczna i zarządzana głównie przez Malajów, po cichu lubią mówić, że gdyby Chińczycy rządzili także Malezją, to byłoby tu jak w Singapurze.

Demokratyczna pułapka

Ale nie ma nic za darmo.

Wyjątkowo skomplikowana ordynacja wyborcza i brak wolnych mediów sprawia, że partiom opozycyjnym jeszcze nigdy nie udało zdobyć żadnego mandatu w liczącym 87 miejsc parlamencie. Kilkakrotnie władza z litości dopraszała jednego lub dwóch opozycjonistów, żeby nie było, że w parlamencie siedzi tylko PAL.

Liderem Partii Akcji Ludowej i premierem Singapuru przez ponad 30 lat był Lee Kuan Yew. Od 2004 r. najdziwniejszą demokracją świata rządzi jego najstarszy syn – Lee Hsien Loong.

Wejdziesz na trawnik i po Tobie

Wejdziesz na trawnik i po Tobie

System wyborczy w Singapurze to twardy orzech. Kilka dni zajęło mi ustalenie, jak to możliwe, że opozycja notorycznie zdobywa 30-40% głosów w wyborach, ale jeszcze nigdy nie zdobyła ani jednego miejsca w parlamencie.

Bardzo skomplikowana singapurska ordynacja wyborcza ewoluowała przez lata. W skrócie można powiedzieć, że w kraju tym obowiązuje ordynacja większościowa działająca niemal jak okręgi jednomandatowe. Kraj podzielony jest na kilkanaście okręgów, w których wybiera się nie jednego, ale całe pakiety posłów – najczęściej szóstkami. Z danego okręgu awansuje więc nie sześciu kandydatów z największą liczbą głosów, ale sześciu kandydatów z jednej partii, która zdobyła najwięcej głosów.

„Wszystko albo nic”, jak mówiono, tworząc ten system. Miało to zapobiec niesterowności państwa. A skończyło się na zapewnieniu 100-procentowej wybieralności jednej partii przez 50 lat.

Wyłom

Zresztą do osobliwej ordynacji dochodzi jeszcze szereg innych wymogów, które musi spełniać wystawiona lista sześciu kandydatów, aby w ogóle zostać zarejestrowana. Między innymi muszą oni odzwierciedlać różnorodność etniczną kraju i wywodzić się z różnych środowisk. Tak surowe wymogi często sprawiały, że w wielu okręgach wyborczych startowała Tylko Jedna Prawidłowa Szóstka. Ale to się zmieniło.

Marina Bay - finansowe centrum Singapuru

Marina Bay - finansowe centrum Singapuru

Podczas naszego pobytu w Singapurze, odbyły się akurat najbardziej przełomowe wybory w historii tego kraju. W 2011 r. opozycja dzięki Internetowi, który jako jedyne medium w Singapurze jest naprawdę wolny, zyskuje coraz silniejszą pozycję i po raz pierwszy udało jej się nawet zdobyć jedną Szóstkę w parlamencie. Nie jest to wiele, ale opozycja świętuje największy sukces w historii, a w mediach, nawet światowych, mówi się już o przełomie i wyrwie w systemie singapurskim.

A przed wyborami gazety i telewizja były po prostu pełne premiera. „Nie demontujmy świetnie działającego systemu”, „Najsprawniejsza demokracja świata” krzyczały nagłówki z każdej strony, sukces gonił sukces, a plany rosły jeszcze ambitniejsze.

Zupełnie jak w niektórych krajach europejskich.

.

———————————————–

P.S. który miał nawet być wpisem

Być może zastanawiacie się, jakim cudem po raz kolejny katujemy Was jakimś zaprzeszłym wpisem z Singapuru, skoro ostatnio niemal przez miesiąc przemierzaliśmy Borneo, a teraz już od jakiegoś czasu badamy Celebes.

Otóż spędziwszy ponad tydzień na fantastycznym Derawanie, całe dnie pławiliśmy się w rozkoszach pływania z żółwiami albo podglądając leniwie płynące rybackie życie Indonezji. Wieczorami natomiast, nie dysponując nawet piwem, mieliśmy sporo czasu. Więc w przerwach między egzystencjalnymi dywagacjami a towarzyszeniem młodym żółwikom w odnajdywaniu drogi do morza, korzystając z okazjonalnych dostaw prądu, zabijaliśmy nudę wspominkami.

I z tych oto wspominków uzbierało się parę wpisów, które w najbliższych dniach będą się ukazywać pod naszą nieobecność.

We wspominkach nie udało nam się jednak sięgnąć myślami Malezji kontynentalnej. Kraj, jak wszystkie inne, ciekawy, więc i pisać można by wiele. Może innym razem.

Dziś tylko to, co w kontynentalnej Malezji najciekawsze – zielone dywany herbacianych wzgórz Cameron Highlands. W postaci obrazkowej.

.

Cameron Highlands, Malezja

.

P.P.S. A jeśli się nie zastanawiacie, dlaczego katujemy was starzyzną, to powinniście częściej zaglądać, gdzie się aktualnie znajdujemy.

.

Pazur lwa

Miasto XXI wieku? Stolica czystości? Imperium zakazów? Kolejna azjatycka metropolia przyszłości? Nic z tych rzeczy. Nam Singapur już zawsze będzie kojarzył się z nauką na najwyższym poziomie.

Co ciekawe, główna w tym zasługa polskich naukowców. Przyszłych i obecnych. Do przyszłych trafiliśmy przez CouchSurfing. Polskich doktorantów biologii z Warszawy, Londynu czy Krakowa do Singapuru przyciągają stypendia i staże, a także, przede wszystkim, niesamowite warunki badawcze. Weronika hoduje i bada komórki macierzyste w laboratoriach, o jakich się w Polsce nie śniło, Andrzej zajmuje się biologią molekularną i tylko granice wyobraźni wyznaczają pole jego eksperymentów. A takich naukowców, nie tylko biologów, ale także fizyków, chemików i inżynierów są tu setki albo i tysiące.

Na dach Marina Bay Sands można dostać się po zapłaceniu 10 dolarów. Przy odrobinie szczęścia można też na krzywy ryj, o czym, zdaje się, już wspominaliśmy

Na dach Marina Bay Sands można dostać się po zapłaceniu 10 dolarów. Przy odrobinie szczęścia można też na krzywy ryj, o czym, zdaje się, już wspominaliśmy

Nauka w służbie pieniądza

Zarządzane przez Chińczyków Miasto Lwa stawia na technologie przyszłości i w ostatnich latach wybudowało nie jedno, a kilka ogromnych kompleksów naukowych. Biopolis, Science Park czy Fusionopolis podkupują wiodących naukowców z całego świata – profesorów Harvardu, Cambridge czy Stanford i tworzą niesamowite miasteczka naukowe na wzór Doliny Krzemowej czy Route 128 w Stanach Zjednoczonych. W każdym z nich znajduje się po kilka specjalistycznych instytutów naukowych, zarządzanych i prowadzonych przez profesorów najbardziej prestiżowych światowych uczelni.

A pieniądze? Jeszcze 2 lata temu pieniądze na badania, eksperymenty czy aparaturę badawczą były całkowicie nieograniczone. Gdy przyszedł kryzys wprowadzono pewne limity, ale i tak miliony dolarów są do dyspozycji naukowców.

Nie jest to jednak altruizm. Nic z tych rzeczy, nie w przypadku Chińczyków. Nauka w imię postępu, owszem, ale dla pieniędzy. Ogromne inwestycje i niemal nieograniczone środki na badania i rozwój mają przynieść wymierne korzyści za 5, 10, najdalej 20 lat. A efekty już są.

Kilka dni temu w największej telewizji informacyjnej Azji Południowo-Wschodniej – Channel News Asia widzieliśmy wywiad z prof. Wiesławem Nowińskim, polskim naukowcem, który właśnie opatentował „Atlas mózgu”. „Brain atlas” to technologia przyszłości, która ma pomóc szybciej i dokładniej diagnozować wylewy, zawały czy krwotoki, pozwalając jednocześnie na kompleksowe skanowanie mózgu. Profesor wraz ze współpracownikami właśnie otwiera firmę w Singapurze, która będzie komercjalizować ten wynalazek. Za kilka, kilkanaście lat będzie pewnie dostępna w większości nowoczesnych szpitali. Zaczynają oczywiście od Stanów.

Obwąchiwanie kory drzewa cynamonowego w parku

Obwąchiwanie kory drzewa cynamonowego w parku

A piasek mamy z Malezji

Pieniądze w Singapurze widać na każdym kroku. Równo przystrzyżone trawniki, najnowsze limuzyny, strzeliste biurowce i masa ekskluzywnych hoteli. Żeby mieszkańcom żyło się lepiej, jedną z wysp u wybrzeża przekształcono nawet na tropikalne centrum rozrywkowe ze sztucznymi plażami włącznie.

Kosztem miliardów dolarów władze od podstaw stworzyły twór, który łączy w sobie tropikalne plaże Malezji, kasyna Makau i amerykańskie centra rozrywki, oczywiście z azjatyckim rozmachem i wyzierającą z każdego otworu dozą kiczu. Sentosa to najpopularniejsze miejsce w Singapurze, oblegane przez Singapurczyków i tysiące turystów z Malezji czy Chin.

Klasyczne zdjęcie z misiem. A co tam.. pcham się i ja...

Klasyczne zdjęcie z misiem. A co tam.. pcham się i ja...

„A tu będzie piękne miasto”

A zaczęło się bardzo skromnie. Niecałe 200 lat temu Singapur stworzyli Brytyjczycy. I jest to jedna z niewielu Idei Fix, która udała się w historii świata. Osada wybudowana na skrawku lądu nad najbardziej ruchliwą cieśniną świata od początku miała stać się jednym z najbardziej ruchliwych portów i kosmopolitycznych miast świata. Brytyjski leseferyzm i położenie na szlaku tranzytowym szybko zrobiły swoje. Przyciągało rzesze kupców z Arabii, Indii, Chin, a przede wszystkim z Europy. Miasto nie ma nawet 200 lat, a już w połowie XIX w. stało się jednym z najważniejszych portów w Azji.

Dziś u wybrzeży Singapuru przepływa połowa wszystkich kontenerowców poruszających się po kuli ziemskiej, a port w Singapurze, niezależnie od przyjętego sposobu liczenia, mieści się wśród 5 największych portów świata, nierzadko będąc w tej grupie liderem. Miasto to jest także czwartym największym centrum finansowym świata, zaraz po Londynie, Nowym Jorku i Tokio.

Sentosa - sztuczne plaże, piasek importowany z Malezji i tylko tankowce prawdziwe

Sentosa - sztuczne plaże, piasek importowany z Malezji i tylko tankowce prawdziwe

Obecnie Singapur największe problemy ma z brakującą przestrzenią. Wyspa jest w zasadzie niewielka i już od dawna brakuje na niej miejsca. Ale gdy ma się pieniądze, na wszystko jest sposób. Przez ostatnie pół wieku Singapur zwiększył się o ponad 1/5, wyrywając morzu ponad 120 km2 lądu. W ciągu najbliższych 20 lat osuszanie gruntów przyniesie kolejne 100 km2.

Gdy obserwuje się portowo-industrialne południowe wybrzeże, prędkość z jaką na ziemiach odzyskanych powstają szklane biurowce aż razi w oczy. Budynki w kształcie żagli, strzeliste wieże i hotele połączone dachem.

Powtarzając za popularnym żartem, Singapurczycy lubią mawiać: „Uwielbiam Singapur. Ciekawe jak będzie wyglądał, gdy skończą go budować.”

Marina Bay Sands - trzy budynki hotelu połączone dachem. Taras widokowy, ogród, basen - te sprawy

Marina Bay Sands - trzy budynki hotelu połączone dachem. Na 57 piętrze taras widokowy, ogród, basen - te sprawy

Kulinarna stolica świata

I jeszcze jedna rzecz. Niespotykane bogactwo etniczne kraju zapewnia niezapomniane doznania kulinarne. W naszym odczuciu jedzenie w Singapurze jest najlepsze w Azji.

Jest oczywiście najlepsza na świecie kuchnia tajska. Co ciekawe tak samo dobra jak Tajlandii, co jeszcze nigdzie na świecie się nie zdarzyło. Jest przepyszna kuchnia koreańska i chińska, bardzo dobra malajska. Jeśli ktoś lubi, to kuchnia hinduska też jest bardzo dobra i oczywiście nieporównywalnie lepsza niż w Indiach. Ale to akurat to standard, bo dobre hinduskie danie można bez problemu dostać w Malezji czy Londynie, ale w Indiach to naprawdę wielka sztuka.

Pomalowane i odrestaurowane kolonialne budynki święcą w wielu miejscach. Wypucowane jak cały Singapur

Pomalowane i odrestaurowane kolonialne budynki święcą w wielu miejscach. Wypucowane jak cały Singapur

Co prawda o koreańskiej kuchni, która zasmakowała nam wyjątkowo, wypowiadamy się tylko z rozpędu. Tak czy inaczej jest już co najmniej jeden powód, żeby pojechać do Korei.

Fakt faktem w Singapurze akurat kuchnia chyba zawsze jest autentyczna i smaczna. Zresztą jaka ma być, skoro przyrządzają ją najprawdziwsi Koreańczycy, Tajowie, Malajowie, a jak kto chce to i Francuzi albo Włosi. I to z najprawdziwszych krajowych składników.

Naród singapurski nie istnieje, bo nigdy nie istniał, a kraj ten zamieszkują wyłącznie imigranci. Znaczna większość z Chin i od ponad 150 lat, ale nadal duchowo i kulinarnie są to obywatele własnych krajów.

Azja w pigułce

Miasto Lwa naprawdę potrafi być piękne. Urocze odrestaurowane budynki kolonialne pięknie kontrastują ze szklanymi wieżowcami. W zielonych parkach można obserwować dziko żyjące półtorametrowe warany i Ogrody Przypraw, podglądając jak rośnie cynamon, gałka muszkatołowa, pieprz czy goździki.

Ale według nas największą i najbardziej niesamowitą atrakcją Singapuru jest Muzeum Cywilizacji Azji. Muzeum rodem nie z XXI, ale z XXII wieku, gdzie na niewielkiej w sumie powierzchni naprawdę udało się przedstawić Azję w pigułce. Cztery sekcje – świat arabski, Chiny, Indie, Azja Południowo-Wschodnia i wszystkie równie ciekawe i fascynująco zaprezentowane.

Dobrze że oddychać można

Dobrze że oddychać można

Setki nagrań wideo, multimedialne mapy prowadzące widzów przez tysiąclecia poszczególnych regionów, wirtualni przewodnicy opowiadający o życiu codziennym, historii, obyczajach i kulturze. W Muzeum Cywilizacji Azji można poznawać tajniki arabskiej kaligrafii na dotykowych ekranach, uczyć się śpiewać wersety koranu z muezinami, zrozumieć historie Chin czy odbyć niebywałą wprost podróż w czasie przez królestwa Azji Południowo-Wschodniej.

W muzeum tym spędziliśmy calutki dzień i nie obejrzeliśmy nawet połowy materiałów. Przejeżdżając lub przelatując przez Singapur, do którego prawdopodobnie traficie, wybierając się w dowolnym kierunku w Azji Południowo-Wschodniej, warto zatrzymać się w tym muzeum przynajmniej na jeden dzień.

Ale uwaga! Dla ludzi ciekawych świata – cały dzień z życiorysu.

Choć wcześniej wydawało nam się to niemożliwe, singapurskie Muzeum Cywilizacji Azji jest nawet lepsze niż dwa najbardziej niezwykłe muzea, jakie dotychczas odwiedziliśmy w Azji. Muzeum Narkotyków (Hall of Opium) w Sop Ruak w Tajlandii i Petrosians w Kuala Lumpur.

Kuratorka Muzeum Cywilizacji Azji, położonego w samym centrum miasta, twierdzi, że większość osób trafia tu, chroniąc się przed upałem bądź deszczem. Życzymy Wam deszczu nad Singapurem.

.

Singapur

Zobacz więcej zdjęć z Singapuru.

.

———————————————————-

Informacje praktyczne

Wbrew pogłoskom Singapur nie jest koszmarnie drogi. Na transport nie wydaje się zbyt wiele i zazwyczaj kosztuje on 1-2 dolarów singapurskich za przejazd, czyli taniej niż w Polsce. Nawet dojazd z centrum na lotnisko metrem kosztuje zaledwie 2,5 dolara.

Co ciekawsze atrakcje również są albo tanie albo darmowe. Faktyczny problem stanowią noclegi, bo najtańszy pokój to koszt 150 zł. Z pomocą przychodzi jednak CouchSurfing. W Singapurze działa jedna z najbardziej aktywnych społeczności kanapowych na świecie i przy odrobinie chęci można znaleźć niesamowicie ciekawych ludzi gotowych przyjąć zbłąkanych wędrowców na kilka dni.

Zjeść w popularnych miejscowych lokalach można za 9-18 zł i taka kwota faktycznie może wydać się bulwersująca, bo to przecież przynajmniej 2-3 razy drożej niż normalnie w tej części Azji. Ale za to jakie jedzenie.

.

Borneo naszym przeznaczeniem

Spóźniony bodaj pierwszy raz w historii Singapuru autobus, trzy przesiadki na jednej linii metra, a nawet awaria terminalowego busika – żadnemu z wysłanników piekieł nie udało się zaprzepaścić naszego wylotu na Borneo.

Złośliwe czynniki te zapewne sprzysięgły się przeciwko nam w odwecie za wczorajsze łamanie chyba wszystkich możliwych przepisów w tym mieście zakazów – od chodzenia prawą stroną chodnika po kąpiel w basenie na dachu najdroższego hotelu w Singapurze.

Kamienna twarz, pewny krok, odwrócenie uwagi strażników i na basen na dachu Marina Bay Sands wbiliśmy się na krzywy ryj

Kamienna twarz, pewny krok, szybkie odwrócenie uwagi strażników i na basen na dachu Marina Bay Sands wbiliśmy się na krzywy ryj

Do Malezji kontynentalnej, o której jeszcze nic Wam nie napisaliśmy, a także Singapuru oraz pogranicza Laosu i Tajlandii postaramy się wrócić myślami specjalnie dla Was choćby na chwilę. Choć z żalem stwierdzam, że co było, minęło. Zdecydowanie lepiej pisze się na bieżąco.

P.S. Zamiast 2 godziny przed czasem, na samolot zdążyliśmy 15 minut przed odlotem, ale pół godziny po zamknięciu check-inu. Na szczęście onieśmielony naszym urokiem pan pozwolił nam samemu zanieść nasze plecaki piechotą na płytę lotniska.

Witaj Borneo!

Witaj przygodo!

Witaj przygodo!

.

————————————————–

Jak być może wprawny czytelnik raczył się zorientować, po Azji krążymy jak potłuczeni. W Tajlandii, przykładowo, byliśmy już 3 razy, spędzając tam łącznie 6 tygodni. W ramach pielęgnowania wyspiarskiego stylu życia jako wspominek – prosto znad Morza Andamańskiego, galeria z Koh Lanta.

.

Koh Lanta, Tajlandia

.