Patagonia 4×4

Po dwóch niesamowitych tygodniach przebijania się przez Carreterę Austral – miejsce prawdziwie magiczne, Chile upuszczaliśmy w mieszanych nastrojach. Gorącą euforię miejsca skutecznie gasił przenikliwy do ostatniej gumki w majtkach patagoński deszcz. Z pewnością nie pomógł też dobijający nas już nieco strajk w prowincji Aysen, który całkowicie zablokował dostawy paliwa i sprawił, że na ostatniego stopa do argentyńskiej granicy czekaliśmy bite 8 godzin. I tak staliśmy jak kołki – zziębnięci, przemoczeni, nie mający nawet sił by kląć i zastanawiać się, jaki to będzie ten kolejny pięknie brzmiący kraj – Argentyna.

Andy w okolicach Chalten

Andy w okolicach El Chalten

Przez cały dzień minęły nas trzy samochody lokalnych farmerów, bujających się po okolicznych posiadłościach. Ale jak to zwykle ze stopem bywa, wkrótce karta się odwróciła, po ośmiu godzinach dojechaliśmy wreszcie do granicy, a następnego dnia z marszu złapaliśmy Argentyńczyka z Pico Truncado. Tu plan był prosty. Jedziemy z nim 60 km, odbijamy na najsłynniejszą południowoamerykańską drogę – Rutę 40 i kontynuujemy jakieś 400 km przez patagońskie stepy aż do El Chalten. Ale w samochodzie gadu-gadu, rozjazdu nie widać i zanim się zorientowaliśmy przejechaliśmy krzyżówkę o jakieś 30 km.

– I co robimy?

– No właśnie. Wysiadamy i wracamy 30 km? Czy jedziemy z nim aż nad Atlantyk?

– Nad Atlantyk? Ale to jakieś dodatkowe 300-400 km w jedną stronę. I będziemy musieli przekroczyć Argentynę w poprzek. 2 razy!

– Raz mamy już z głowy. Koleś jedzie prawie na wybrzeże. Wieczorem będziemy na miejscu. Może los chce nam coś powiedzieć.

– No dobra. Przynajmniej zobaczymy, jak Patagonia wygląda od środka. 2 razy! I zrobimy piękną, nikomu niepotrzebną pętlę na naszej mapie.

Kładzenie asfaltu w Patagonii postępuje, ale w rytmie latynoskim

Kładzenie asfaltu w Patagonii postępuje, ale w rytmie latynoskim

****

Wieczorem rozkładając namiot w huraganowym wietrze i deszczu padającym poziomo faktycznie zastanawialiśmy się, co też takiego mądrego chciał nam powiedzieć los.

– Może chciał nas doświadczyć. Jak Hioba.

– A może po prostu powiedzieć, że jesteśmy głupi.

****

Aha... Więc tak wygląda prawdopodobnie najtrudniejsza wspinaczkowo góra świata...

Aha... Więc tak wygląda prawdopodobnie najtrudniejsza wspinaczkowo góra świata...

– Zatrzymał się! Patrz, jaki wypasiony dżip. Żeby jechał chociaż kilkaset kilometrów… Można by trochę odtajać.

– Hej. Gdzie jedziecie?

– Na południe.

– Na południe – uśmiechnął się nieznajomy – To bardzo szerokie pojęcie.

– Bo i szeroko jedziemy. Jak dobrze pójdzie, to dzisiaj jakieś 400-500 km do San Julian. A jak pójdzie jeszcze lepiej, to następnego dnia drugie tyle do El Chalten.

Tu delikatny uśmiech nieznajomego wydał mi się dziwnie podejrzany.

– Ha. No to wsiadajcie. Dziś jadę do San Julian, jutro do El Chalten, a za kilka dni do Calafate, jeśli Wam to po drodze…

No i poszło jeszcze lepiej niż mogło najlepiej, a w ten sposób zaczęła się nasza patagońska przygoda 4×4.

Nieznajomym okazał się Fernando. Pochodzący z Buenos Aires 62-letni właściciel sporej agencji reklamowej, który wybrał się na krótki tygodniowy wypad do ukochanej Patagonii. Wraz z nim i jego nową Toyotą Land Cruiser przemierzyliśmy pampę w poprzek w okamgnieniu, podpatrując pasące się guanako i szybkobieżne strusie nandu.

Patagonia 4x4 na pełnym wypasie

Patagonia 4x4 na pełnym wypasie

Fernando przygarnął nas nie tylko na stopa, ale niemal zaadoptował jak własne dzieci, których skądinąd ma dwójkę w naszym wieku.

Rozmawialiśmy dużo. I wreszcie prawdziwie po angielsku, więc i tematyka nie była ciągle ta sama. Mówiliśmy o życiu, podróżach, krajach, marketingu, codzienności u nas i u nich, polityce, reklamie, filmie, sztuce, dzieciach i tym, co jest w życiu ważne.

W lot łapaliśmy swoje myśli i kończyliśmy rozpoczęte zdania. Godzinami poznawaliśmy argentyńską muzykę czy rozmawialiśmy o Kieślowskim. I w gruncie rzeczy powoli zdawaliśmy sobie sprawę, jak bardzo podobni są Polacy i Argentyńczycy.

W zachodzącym słońcu od lewej straszy Cerro Torre - 3128 m a od prawej Fitz Roy - 3375 m, słusznie spierające się o miano najtrudniejszej góry świata. Pionowa ściana litego granitu może tu mieć nawet 1300 metrów wysokości

W zachodzącym słońcu od lewej straszy Cerro Torre - 3128 m a od prawej Fitz Roy - 3375 m, słusznie spierające się o miano najtrudniejszej góry świata. Pionowa ściana litego granitu może tu mieć nawet 1300 metrów wysokości

Jednego dnia wybraliśmy się wspólnie na treking w okolicach Chalten, w inne chodziliśmy sami, a spotykaliśmy się na kolację i wieczorne pogaduchy. Któregoś dnia Fernando obwiózł nas po okolicznych estanciach, czyli megaposiadłościach ziemskich, liczących po kilkadziesiąt tysięcy hektarów. Innego pokazał niesamowitą działkę, którą kupił właśnie pod Fitz Royem.

Przez tydzień zobaczyliśmy Patagonię oczami Argentyńczyka, który chciał się pochwalić swoim krajem. Bo i ma czym.

WIG 20 czy kurs franka?

WIG 20 czy kurs franka?

Gdy się żegnaliśmy, Fernando po raz kolejny zaprosił nas do siebie.

– To że się spotkaliśmy, to magia. Moja żona i dzieci nie mogą się doczekać, żeby Was poznać. Co i rusz dopytują, co to za wynalazki wziąłem na stopa i przygarnąłem na ten niesamowity tydzień. Za miesiąc, dwa, gdy już skończycie z Patagonią i dotrzecie wreszcie do Buenos Aires, musicie do mnie przyjechać.

– No raczej – odparłem rzeczowo. A Paula się rozpłakała.

Zapowiada się boskie Buenos. Los wiedział, co robi.

Los Tres Vagabundos

Los Tres Vagabundos

.

UWAGA! Wchodzisz na własną odpowiedzialność. Zdjęcia z argentyńskiej Patagonii są zabójczo piękne. Kto je raz zobaczy, będzie musiał tu przyjechać.

.

Patagonia, Argentyna

.

Advertisements

Posted on 13 marca 2012, in Argentyna and tagged , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 6 komentarzy.

  1. opadły nam szczęki !!! jesteście najlepsi :))

  2. Mmm, niesamowicie piękna ta Patagonia i niesamowite szczęście Was spotkało:) Zdecydowanie, los wiedział, co robi…Życzymy dalszej szczęśliwej podróży i świetnych wrażeń!

  3. Świetne widoki :]

    Jakie szpiczaste góry 😀

  4. jestem z Wami, Fredka!

  5. Witam,

    mam pytanie gdz8e na Patagonii poza półwyspem Valdes mozna zobaczyć lwy morskie?

    Pozdrawiam
    Marta

    • Lwy morskie można zobaczyć w dziesiątkach miejsc, najlepiej pytać na miejscu w okolicach miejscowościach na wybrzeżu. Miejsca takie nazywają się Loberia, czyli Wilczarnia, bo po hiszpańsku lew morski to lobo del mar, czyli wilk morski. Czasem te Loberie są płatne, a czasem to po prostu dzikie fragmenty wybrzeża, klify i plaże, gdzie zwykły się wylegiwać lwy. Jedno z takich miejsc znajduje się niedaleko miasta San Julian na południu w prowincji Santa Cruz, jakieś 4 km od znanej latarni (Faro) i punktu widokowego nieco na północ od miasta. To dziki, piękny fragment wybrzeża, ciągnący się setkami kilometrów, gdzie z klifów można obserwować lwy morskie wygrzewające się co i rusz na kamieniach na dole. Przypuszczam, że takich miejsc są dziesiątki, bo my do tego zupełnie nieznanego i przez nikogo niepolecanego miejsca trafiliśmy przypadkiem, jadąc 4×4 wzdłuż wybrzeża.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s