Dobre dusze

Lądujemy. Godzina 13. Temperatura – 14 stopni, zachmurzenie duże, przelotne opady. Nowa Zelandia w środku lata.

Ostatnie 14 miesięcy w tropikach sprawiło, że zupełnie zapomnieliśmy, że temperatura może spadać poniżej 30 stopni, a pogoda przybierać także inne formy poza oblepiającym upałem i dusznym skwarem.

banks peninsula new zealand bay yacht

Oj, pożeglowałoby się i w Nowej Zelandii... pożeglowało

Po raz pierwszy od sierpnia zarzucamy również 20-kilowe plecaki i ruszamy z buta. Tu z pomocą przychodzi jednak nowozelandzka autostopowa dobroduszność i gościnność. Na stopa zabierze Cię postmodernistyczny hipis, biznesmen, imigrant z Pacyfiku, a nawet uczynny policjant, który tłumacząc, że stać tu nie wolno, podrzuci Cię na najbliższy zjazd na autostradzie.

5 godzin, bezlik charakterów i 300 km później siedzimy już wygodnie w ciepłym mieszkanku przygarnięci przez Angelę, która wieczorem nie pozwoliła nam jechać dalej i zaprosiła do siebie. Angela okazała się prawdziwym aniołem, a jako że kolejnego dnia padało, nie wypuściła nas przez następną dobę. Zagadani o podróżach i życiu przez cały dzień nie ruszyliśmy się nawet z fotela, wysączając pewnie z dziesięć herbat z mlekiem.

yellow-eyed penguin new zealand

I nie trzeba jechać aż na Antarktydę

Okazuje się jednak, że nowozelandzkie lato nie takie straszne, deszcze ustały, a i temperatura zaczęła sięgać w porywach do 24 stopni. Tego dnia odżyły wspomnienia z Indii. Niemal 500 km przejechaliśmy z parą Brytyjczyków, którzy na co dzień żyją i pracują w Delhi, a święta spędzą z córką mieszkającą w Wellington.

Ostatnio ich sąsiad w Delhi wybrał się samochodem przez miasto. Wieczorem. Na autostradzie wpadł na słonia bez świateł, na którym ktoś przemierzał okolicę. Hindus zbiegł, a słoń nie dość, że bez świateł, to jeszcze nieubezpieczony. Ot, indyjskie życie codzienne.

Z kolei w fabryce Nestle w Delhi mają nie lada problem z identyfikacją pracowników. Szwajcarzy, a więc szkolenia, BHP, higiena i te sprawy, a tymczasem Hindusi używając jednego identyfikatora, rotacyjnie przysyłają całą wioskę i nigdy nie wiesz, z kim masz akurat do czynienia. Choć wszyscy zarzekają się, że już zostali przeszkoleni…

Podróże, anegdoty, dyskusje i 7 godzin jak z bicza strzelił. Nowa Zelandia to autostopowa ziemia obiecana. Z pewnością największa od czasu Tajlandii. Wystarczyły cztery dni w drodze na południową wyspę by zbudować w sobie niezłe wyobrażenie o niezwykłej uczynności Nowozelandczyków. Po drodze tylko krótkie przystanki, by spojrzeć w Tangariro, jak Frodo przemierzał Śródziemie czy w Kaikourze sprawdzić, jak foce pachnie z pyska i wio do Christchurch.

moeraki boulders new zealand

Ale przynajmniej warto było wstać przed szóstą na wschód słońca

Przemierzając przedmieścia Christchurch w poszukiwaniu samochodu, poruszaliśmy się oczywiście stopem. Jakież było nasze zdziwienie, gdy wsiadając do jednego z aut, usłyszeliśmy „zrób im trochę miejsca z tyłu”. Tak trafiliśmy na Agę i Krzyśka – parę wesołych geodetów, którzy od siedmiu miesięcy przemierzają świat dookoła. Co ciekawe do Nowej Zelandii dotarli bez samolotów, a i całą podróż chcą domknąć drogą wodno-naziemną. Zaiste jak na geodetów przystało.

Usłyszawszy rodzimy język, uczepiliśmy się go jak pijany płotu, bo nic tak dobrze duszy nie robi jak poświergotać po swojemu. Po angielsku można się dogadywać, można pożartować, można i imponderabilia przedyskutować, ale nie ma to jak z Polakami podyskutować. Któż inny w mig zrozumie, że „kobieta mnie bije” i dlaczego McDonalds najlepszym przyjacielem podróżnika z netbookiem.

christchurch christmas

Święta, Święta...

Mając dach nad głową u lokalnego CouchSurfa wielbiącego wielokulturowość, Agę i Krzyśka sprowadziliśmy na święta. Na Polaków zawsze można liczyć, więc na wigilii zjawili się z masą pierogów i domowym barszczykiem.

Święta zaiste w doborowej obsadzie… Czworo Polaków, para Brytyjczyków przemierzająca Nową Zelandię na rowerach, biała reprezentantka Zimbabwe opiekująca się lwiątkami, Brytyjka mieszkająca na stałe u naszego CouchSurfa na podwórku w autobusie i gospodarz we własnej szalonej osobie – jeden jedyny Nowozelandczyk z trzema duracell-energetycznymi córkami.

at jasper christchurch

Zabawy do upadłego z dziewczynkami, niekończące się rozmowy z szalonym CouchSurfem, a może zamieszkasz z Brytyjką w autobusie?

12 osób, 12 potraw z każdego końca świata i pierogi na zaszczytnym miejscu. Nie było co prawda jak w domu, więc pod kołdrą z tęsknoty i łezka się co niektórym w oku zaszkliła, ale było najlepiej jak być mogło.

Ale my tu gadu gadu, a pojazd szybkobieżny, zwany Żukiem, już wystrojony, zaopatrzony i gotowy do drogi. Przemierza nowozelandzkie góry i doliny, podpatruje owce, wspina się na klify i wypatruje pingwinów. Ale o tym, drogie dzieci, w następnym odcinku sagi vagabundą zwanej.

ford econovan van new zealand

No to w drogę, Żuku!

.

Reklamy

Posted on 30 grudnia 2011, in Indie, Nowa Zelandia and tagged , , , . Bookmark the permalink. 2 komentarze.

  1. No to wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2012!! Sledzimy Wasze poczynania i pozdrawiamy:)

  2. Pomyślności w Nowym Roku!!!:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s