Słodko-gorzki

Zapyta ktoś czy Indonezja przez 3 miesiące pobytu tutaj nam się nie znudziła? Co sądzimy o jej mieszkańcach, co do których opinie są tak skrajne, jak w rzadko którym kraju?

Łyżka dziegciu

Zatem dziś po dziesiątkach peanów ku indonezyjskiej czci, jakie zdążyliśmy napłodzić przez ostatnie 90 dni, danie słodko-gorzkie. Bo trzeba przyznać, że to smak, który w Indonezji spotyka się nad wyraz często.

W Indonezji można spotkać niesamowicie ciepłych i gościnnych ludzi. To fakt. Ale faktem jest również, że w porównaniu do większości krajów Azji Południowo-Wschodniej, w żaden sposób nie można mówić o „indonezyjskiej gościnności”.

Na Filipinach trzeba zapierać się nogami i rękoma, żeby wywinąć się od dziesiątków zaproszeń do domów na niezliczone fiesty, chrzciny, urodziny, śluby albo stypy. Wieczorami na plaży pali się ogniska i wystarczy, że przechodzisz w pobliżu, a już wyciągają w Twoim kierunku butelkę rumu, nęcą pieczoną rybą i po raz kolejny możesz zapomnieć, że wreszcie będziesz miał jakiś wieczór dla siebie.

W Malezji można przejechać calutki kraj stopem, włącznie z bezkresnym Borneo, odwiedzając niemal wszystkich kierowców w ich domach i będąc kilkanaście razy zapraszanym na obiad, niejednokrotnie do wykwintnych restauracji.

W Tajlandii bywa podobnie. Co więcej, Tajowie są tak nadopiekuńczy, że czasem bywa to aż onieśmielające. Dbając o buddyjską karmę, chęć niesienia pomocy i szerzenia dobra, gotowi są nadłożyć kilkadziesiąt kilometrów, żeby zawieźć Cię w odpowiednie miejsce, abyś tylko przypadkiem nie musiał długo czekać. Pokażą też okoliczne atrakcje, przedstawią rodzinie i znajomym.

W Birmie ludzie zamknięci w kraju bez dostępu do informacji ze świata nie tylko wiedzą mnóstwo o prawie każdym kraju, ale są naprawdę ciekawi, skąd jesteś, co u ciebie słychać i jak ci się żyje. I z prawdziwą pasją słuchają wszelkich relacji ze świata i wrażeń z ich rodzinnego kraju.

W Nepalu można dostać zapalenia pęcherza od ilości wypitych herbatek ze sklepikarzami, handlarzami i zwykłymi ludźmi.

Tymczasem w Indonezji, trzeba to niestety powiedzieć, w znacznej większości wszyscy chcą sobie tylko zrobić z Tobą zdjęcie. Jak z małpą. I nawet nie to jest takie smutne. Bo w Indiach też wszyscy chcą sobie zrobić zdjęcie z „białym”. Nawet jeszcze bardziej niż tutaj. Rzecz w tym, że w Indonezji interesuje ich tylko fota z misiem i do widzenia. A zdjęcie z białą kobietą najchętniej z ręką na jej ramieniu. Albo jeszcze gdzie indziej, jeśli tylko pozwoli. I na koniec jeszcze jakieś niedwuznaczne pokrzykiwania, śmieszki, itp.

"Przepraszam czy mogę sobie zrobić zdjęcie z Panem? Ja i koleżanka, niedźwiedź, Zakopane." Tu akurat w wersji light

"Przepraszam czy mogę sobie zrobić zdjęcie z Panem? Ja i koleżanka, niedźwiedź, Zakopane." Tu akurat w wersji light

Oczywiście są wyjątki i można świetnie trafić. Nas też Indonezja kilkakrotnie zaskoczyła gościnnością. Na Celebesie, w Jogjakarcie, na Borneo. Dużo dobrego słyszeliśmy też o Alorze, Sumbie i Tana Toraja. My w Toraja nie mieliśmy jakiegoś szczególnego szczęścia pod tym względem, ale wiadomo, że zawsze można różnie trafić.

I do tego duma. Duma narodowa.

Zarówno w Birmie, jak w i Nepalu, a przede wszystkim w Wietnamie czy na Filipinach ludzie mają głowy podniesione wysoko. Naprawdę rzadko można spotkać kogoś żebrającego czy wyciągającego rękę po pieniądze za zdjęcie.

Tymczasem Indonezyjczycy, obok Chińczyków, są chyba najbardziej merkantylnie nastawionym narodem w całej Azji. W 9 przypadkach na 10 będą prosić o pieniądze za zdjęcie. Dzieci, gdy zobaczą białego, już od maleńkości biegną za nim z okrzykiem o cukierka albo dolara. Dziś, gdy w małej, zabitej dechami wsi na Bali pytałem o drogę, matka od razu instruowała pięcioletnie dziecko, żeby poprosiło o sznurkową bransoletkę, którą mam na ręku. W tym rzecz.

W żadnym innym kraju nie słyszy się słów „Hello! Money?” tak często, jak tu.

W Indonezji faktycznie trudno wyjść poza relacje turysta-klient. W 90% przypadków, w szczególności w Indonezji Południowej, od Jawy do Floresu, dla rozmówcy jesteśmy głównie zwitkiem banknotów, który zawsze można uszczuplić.

Dodatkowo nakłada się na to jeszcze wyjątkowo denerwująca cecha, czyli chęć zdarcia z każdego tyle, ile tylko możliwe. Strategia spijania śmietanki. I to nie tylko w stosunku do turystów. Gdy Jawajczyk przyjeżdża na Sumbawę i nie zna lokalnej ceny autobusu, konduktor ze stoickim spokojem zedrze z niego jak z turysty podwójną albo i potrójną stawkę. No może niezupełnie jak z turysty, bo Jawajczyk nie da sobie wmówić, że jakiś bilet kosztuje 40 zł.

Beczka miodu

Więc jak to, ktoś zapyta, jakim cudem wytrzymaliście w tym strasznym kraju trzy miesiące??

Otóż Indonezja jest przepiękna. I różnorodna. To tu są jedne z najbardziej imponujących i księżycowych krajobrazów, jakie dotychczas spotkaliśmy. Dzika natura i zwierzęta, których próżno szukać gdzie indziej. Wulkany, stepy, dżungla.

No i morze. Plaże, przy których ani Tajlandia ani tym bardziej Malezja nie mają szans. A pod wodą największe akwarium na świecie. Nie bez kozery, dziesiątki osób, które wynurkowały świat, jak długi i szeroki, uważa, że to tu są najlepsze nurkowiska na świecie.

Podwodny włóczęga w otoczeniu tysięcy półmetrowych karanksów w okolicy Tulamben, u północnych wybrzeży Bali

Podwodny włóczęga w otoczeniu tysięcy półmetrowych karanksów w okolicy Tulamben, u północnych wybrzeży Bali

Kulturowo całkowity galimatias. Wszystkie możliwe religie, setki języków, a na co drugiej wyspie zupełnie inne rysy twarzy, od typowo azjatyckich po melanezyjskie na wschodnich rubieżach kraju i Papui. Przy tym, w miejscach, gdzie dociera niewielu turystów, np. na Celebesie, ludzie zdradzają szczerą ciekawość i chęć pomocy.

Kto raz odwiedzi Indonezję, z pewnością będzie musiał tu wrócić. Wylatując z tego kraju, gdy spotykasz kogoś na lotnisku, rozmowa dotyczy głównie tego, ile razy byłeś w Indonezji i gdzie udało Ci się dotrzeć.

ILE RAZY. Nie czy Ci się podobało, gdzie teraz lecisz i co planujesz później, ale ILE RAZY tu byłeś i gdzie zamierzasz przyjechać następnym razem. Będziesz raczej wracał do ulubionych miejsc czy szukał nowych perełek? Tropił rzadko odwiedzane miejsca, niezdobyte jeszcze przez masową turystykę, o których słyszałeś od innych zapaleńców czy pielęgnował swój własny raj odkryty gdzieś na końcu świata?

Bo to jest właśnie dylemat, przed którym stoimy i my.

.

Reklamy

Posted on 21 sierpnia 2011, in Birma, Chiny, Filipiny, Indie, Indonezja, Laos, Malezja, Nepal, Wietnam and tagged , . Bookmark the permalink. 2 Komentarze.

  1. My widzimy Indonezję jedynie z perspektywy Sumatry bo jedynie tam jak narazie dotarliśmy i mamy takie same odczucia. Kraj do, którego na pewno wrócimy jeszcze nie jeden raz ale niestety nie ze względu na ludzi a niesamowitą naturę, i tą podwodną i tą nad.
    Napisaliście jednak, że nie ma kraju gdzie tyle razu człowiek słyszy ” hello money”. Owszem jest. Sri Lanka. Przez miesiąc podróży spotkaliśmy dosłownie dwie gościnne bezinteresowne osoby. reszta po prostu jawnie chciała dymać nas na kasę na każdym kroku.

    • Ha! Indonezyjczycy są jak Shrek. A w zasadzie jak cebula. Zależy na jaką warstwę się trafi. My z pewnością będziemy tam wracać także ze względu na ludzi. Zawsze warto też ufać zasadzie, że im mniej o danym miejscu napisał Lonely Planet, tym większa szansa spotkać miłego człowieka. No i koniecznie musimy podszkolić indonezyjski, bo to wyjątkowo pomaga przełamać lody i wyjść poza schemat „bule”.

      A co Sri Lanki to też różne opinie już słyszeliśmy. Ostatnio dwóch naszych znajomych, z którymi podróżowaliśmy po Filipinach, trafiło do jakiejś świetnej wioski, w której za 100 czy 200 dolarów wypożyczyli motorykszę od właściciela. Przez ponad 2 tygodnie objechali nią pół kraju na własną rękę, poznając mnóstwo wspaniałych ludzi (choć i bez akcentów słodko-gorzkich się nie obyło, bo i grożenie bronią w barach było i próby wyłudzeń, itp.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s