Rybaka czar

Po przejechaniu niemal tysiąca kilometrów na jednym skuterku i tygodniu spędzonym w drodze, postanowiliśmy osiąść na 3 dni w Riung – niewielkiej rybackiej mieścinie na północy.

Pora dać odpocząć naszym kościom ogonowym, zanim odleżyny zostaną nam na stałe.

Pokój, bracie!

Pokój, bracie!

Riung – już lubimy to miasteczko. Dziś poznaliśmy przemiłych muzułmanów z południowego Celebesu, którzy przyjechali na Flores za chlebem. Dziwna to migracja wewnątrzindonezyjska, bo Flores jest chyba jeszcze biedniejszy niż Celebes. W każdym bądź razie zostawiwszy dzieci pod opieką dziadków, w okolicznych wioskach suszą kokosy na koprę i wysyłają na eksport. Za tonę suszonej kopry, w zasadzie gotowej do przerobienia na wiórki, dostają 500 tys. rupii, czyli 170 zł. Czysty zysk, można by rzec. Pewnie dla amerykańskiego hurtownika albo lokalnych rządowych oficjeli.

Jedni z nielicznych muzułmanów na tej katolickiej wyspie zaskoczyli nas dzisiaj gościnnością, nie często spotykaną w tym kraju. Sami nie jedząc ani nie pijąc, poczęstowali nas ciasteczkami i herbatą. I za nic na świecie nie chcieli się dać namówić na spróbowanie. Już nawet przemknęło nam przez myśl czy aby te ciasteczka zaraz nas nie złożą… Tymczasem strzeliliśmy niezłe faux pas, bo kilka dni temu zaczął się Ramadan.

Prawie jak wielki zbiornik z farbą, czyli piękny wulkan Kelimutu rządzi

Prawie jak wielki zbiornik z farbą, czyli piękny wulkan Kelimutu rządzi

Poza tym Riung też uroczy. Szczyt sezonu, turystyczne atrakcje na Floresie pękają w szwach, a ceny wszędzie napompowane do horrendalnych 30 zł za noc. Tymczasem w naszym hoteliku w lipcu nie było ani jednego gościa, w czerwcu pięciu, w maju czworo. W grudniu zeszłego roku nawet jedna Polka z Łodzi (pozdrawiamy!). W sierpniu jesteśmy pierwsi – miejmy nadzieję, że dobry omen dla naszej gospodyni, gdzie za uroczy pokoik ze śniadaniem płacimy 17 zł.

W jedynej jadłodajni w mieście mamy już nawet wynegocjowaną stawkę obiadową. Za dwie porcje świeżej ryby z ryżem i warzywami płacimy 25 tys. rupii (8 zł), czyli tylko niewiele więcej niż miejscowi.

a ja sem netoperek, giganticnyj netoperek

a ja sem netoperek, giganticnyj netoperek

Nie możemy się już też doczekać, gdy za dwa dni wrócimy do Labuanbajo i odwiedzimy naszą garkuchnię u baby, u której stołowaliśmy się przez pierwsze 5 dni na wyspie. Każdego kolejnego dnia patrzyła na nas z coraz większym zdziwieniem, nie mogąc się nadziwić, czemu jeszcze nie zniknęliśmy na dobre z miasteczka, w którym, tak jak niemal we wszystkich innych na tej wyspie, nikt nie zatrzymuje się na dłużej niż 2 dni. I co więcej, nie dość, że uparcie wracamy, to nawijamy do niej po indonezyjsku, wypytując o dzieci i życie rodzinne.

A my po jedną z najlepiej przyrządzonych w Indonezji świeżych ryb z domowym sosem chili i omastą orzeszkową przychodziliśmy codziennie, wracając a to z okolicznych wiosek, a to od waranów z Komodo, a to z kilkudniowego najlepszego nurkowania na świecie.

Gdy nasza baba zobaczy nas po kolejnych dwóch tygodniach, chyba padnie z wrażenia. Kto wie, może nawet lód do soku dostaniemy gratis… Chociaż nie, to raczej nie w Indonezji.

Tarasy ryżowe Floresu, obok tych na Bali, są chyba najpiękniejsze w całej Indonezji

Tarasy ryżowe Floresu, obok tych na Bali, są chyba najpiękniejsze w całej Indonezji

No ale zaraz potem, na ostatnie 10 dni w Indonezji udamy się wreszcie na Bali.

Bali. Hasło – wytrych. Wyspa, o której wszyscy mówią i pytają nas przez ostatnie 3 miesiące. Zarówno miejsowi jak i przyjezdni. Miejsce, przez które ledwie przewinęliśmy się w drodze na wschód. Spędziwszy tam 2 noce, Bali już nas zaintrygowało i ku ogromnemu zdziwieniu, nawet przypadło do gustu.

Baliśmy się, że nam się Bali nie spodoba, a tymczasem strach pomyśleć, ale się jeszcze zakochamy w w tej wyspie. I tylko żal, że Ramadan się rozkręca, a my w muzułmańskiej zasadniczo Indonezji z katolickiego Floresu udajemy się na hinduistyczne i hedonistyczne Bali. Ot takie indonezyjskie przypadki.

.

———————————————————-

A co fotograficznie działo się na Floresie? Zobacz sam.

Flores centralny, Indonezja

.

Reklamy

Posted on 13 sierpnia 2011, in Indonezja and tagged , , , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

  1. Indonezja mało gościnna? Hm… ciekawe, jak można mieć różne doświadczenia z tego samego kraju.. Szkoda zatem, że na Alor np. nie dotarliście. Nic, pozdrawiam z Rantepao, jutro jadę przedłużyć wizę, bo jednak mi się na tym Sulawesi podoba 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s