Treking w Himalajach

Wróciliśmy. Przebyliśmy niemal 100 km, pokonując łącznie 5000 metrów w górę i 5500 m w dół. Najwyższy punkt, jaki osiągnęliśmy to przełęcz Laurebina na wysokości ponad 4600 m. Przemierzyliśmy szlak Gosainkund oraz Helambu w Parku Narodowym Langtang, które zapewniły nam niezapomniane widoki, obolałe stopy oraz wgląd w życie codzienne plemion Sherpów i Tamang.

od lewej: Manaslu (8156 m), 4 szczyty Ganesh Himal (7422 m)

Wybraliśmy ten treking z kilku powodów. Po pierwsze jest on znacznie mniej uczęszczany niż niezwykle oblegana Annapurna, wokół której w październiku i listopadzie maszeruje ponad 10 000 osób miesięcznie. Ponadto szlak ten wiedzie wzdłuż wielu jezior górskich, które są doskonałym urozmaiceniem wysokogórskiego krajobrazu.

Co więcej, ze względu na znacznie mniejszą liczbę odwiedzających, w niektórych miejscach na trasie życie codzienne mieszkańców płynie jeszcze niemal niezmienionym przez turystów rytmem. Dzięki temu wielokrotnie mieliśmy okazję obserwować rytuały i styl życia, które nie zmieniły się w ogóle od dziesięcioleci, a może i setek lat.

W rytmie natury

Życie na trekingu toczy się prostym i przewidywalnym rytmem. Nie trzeba Outlooka, aby zaplanować kolejne dni, które pod względem agendy niewiele różnią się od siebie.

wschód słońca nad świątynią w górach

Treker wstaje wcześnie, najlepiej tuż przed wschodem słońca, ok. 6 rano. Mimo wszechogarniającego chłodu nasze oczy cieszy wówczas doskonały widok przepięknych gór, niejednokrotnie odległych o ponad 100 km. Panoramą warto nacieszyć się do syta, bo w listopadzie z każdą minutą chmur niebywale szybko przybywa i ok. 10-11 niewiele już zobaczymy.

Langtang (7246 m)

Najlepszy czas na treking w Himalajach to październik, ale listopad teoretycznie też jest całkiem niezły. Teoretycznie, bo pod tym względem nam akurat średnio dopisało szczęście i, dość wyjątkowo jak na tę porę roku, przez 4 dni chodziliśmy w chmurach.

Po sytym śniadaniu ruszaliśmy w drogę, która najczęściej wiła się w górę i w dół, rzadko wiodąc prostą ścieżką. Trzeba przyznać, że wachlarz krajobrazu jest niesamowity i rozciąga się od tropikalnych gajów i tarasów ryżowych po liczne siedmio- i ośmiotysięczniki. Czasem idzie się leśną ścieżką, będąc bacznie obserwowanym przez liczne rezusy i makaki, w górach drogę przebiegają płochliwe świstaki, a w dżungli czasem można zobaczyć lamparta. My lampartów nie widzieliśmy, ale za to bezbłędnie rozpoznawaliśmy ich zapach, gdy musiały być w pobliżu, czego nauczyliśmy się dwa tygodnie wcześniej w Parku Narodowym Bardia.

szlak w dżungli

Podczas niedługiego w zasadzie, 7-8 dniowego trekingu Gosainkund – Helambu maszeruje się przez niezwykle malownicze lasy rododendronowe obrośnięte mchem po korony drzew, niczym żywcem wyjęte z Alicji w Krainie Czarów. Ostatni odcinek, już poniżej 2000 m, wiedzie z kolei przez dżunglę i proste osady rolnicze, osadzone na stokach gór. Podczas całego trekingu spotykaliśmy samych przesympatycznych ludzi, których dobroduszność jest zadziwiająca nawet w porównaniu z niezwykle uczynnymi przeciętnymi Nepalczykami.

zachód słońca w Himalajach

Nasz marsz kończyliśmy zazwyczaj ok. 15-16:30. Po drodze nie ma żadnego problemu z wyżywieniem czy gorącą herbatą, bo mniej więcej co 2-4 godziny zawsze znajduje się jakaś osada, gdzie znajdziemy miejsce do spania i jedzenia. W okolicach 18 robi się już zupełnie ciemno i naprawdę trudno położyć się spać później niż o 19-20. Ostatnie godziny zawsze spędzaliśmy przy centralnym piecu, wspólnie grzejąc się i dyskutując z nielicznymi turystami, a czasem wyłącznie domownikami.

Proza życia

Abstrahując od piękna krajobrazu i bogactwa kulturowego nepalskich Himalajów, treking w tak wysokich górach wiąże się również z pewnym charakterystycznym klimatem podróżowania. Warto być go świadomym, gdy chcemy wybrać się na kilku- lub kilkunastodniowy marsz.

trekerzy w akcji

Temperatura w połowie listopada na wysokości 3500 – 4500 m może wynosić w słońcu nawet ok. 10-15 st. Jednak gdy tylko słońce skryje się w chmurach na kilka sekund, temperatura szybko spada do ok. 0-7 st. Z kolei po zmroku powietrze ochładza się o kolejne 10 stopni. Wydawać by się mogło, że -10, -5 stopni w nocy to nic wielkiego. W końcu w Polsce taka temperatura zdarza się choćby teraz.

Na trekingu w Himalajach trzeba jednak wziąć poprawkę na standard nepalskich schronisk i „hoteli”. Zawsze są to budynki nieogrzewane, najczęściej z kamienia, od wewnątrz wyścielone deskami od podłogi aż po sufit. Bywają również całe wykonane z drewna, lecz o ścianach niegrubszych niż w naszych swojskich, mazowieckich stodołach. W budynku najczęściej króluje jedna wspólna izba jadalna z centralnie ustawionym blaszanym piecem, w którym jednak ze względu na bardzo ograniczone zasoby drewna pali się najpóźniej do 8 wieczorem.

czasem słońce, czasem deszcz

W pokojach w nocy nierzadko świszcze wiatr, przesuwając nie tylko firanki, ale również drobne przedmioty na parapecie. Temperatura w pokoju jest najczęściej ledwie o kilka stopni wyższa niż na zewnątrz i jeśli nie chcemy, by wiatr potargał nam w nocy grzywkę, warto rozważyć spanie w czapce.

Oprócz walorów termicznych spanie w ubraniach ma również inne przymioty praktyczne. Ciepłe pledy i koce owinięte w poszarzałe prześcieradła bywają siedliskiem pcheł lub innej maści organizmów, które nie dały się wymrozić, wylegując się długie tygodnie na poddaszu.

Z morsem za pan brat

W budynkach wody nie ma nie tylko ciepłej, ale w 90% przypadków także zimnej. Najczęściej dostęp do bieżącej wody to po prostu gumowy wąż podłączony bezpośrednio do nieodległego górskiego źródełka, z którego non-stop bucha lodowaty strumień. Tak ustawiona konstrukcja mieści się zazwyczaj nieopodal budynku i pełni rolę łazienki, zmywalni i punktu poboru wody do toalety.

jezioro Sudhya na szlaku

Trzeba przyznać, że mycie się w takich warunkach ma ogromny urok i działa bardzo rozgrzewająco, ale rano trzeba bardzo uważać, żeby nie odmrozić sobie dziąseł. Przy noclegach powyżej 3200 m zdarza się, że rano strumień wody w ogóle nie bucha, bo wąż zamarzł lub popękał ze zlodowacenia. Nie przeszkadza to bynajmniej Sherpom, którzy niemal na okrągło chodzą na boso lub w chińskich klapkach, ale dla Europejczyków ma to dodatkowy smaczek.

mały Sherpa

Generalnie nie wolno się jednak zrażać i warto delektować się smakiem codzienności. Nie dość, że łatwiej wówczas znieść warunki bytowe, które dla Sherpów czy górali z plemienia Tamang są chlebem powszednim, to pozwala to również w pełni docenić majestat wysokich gór.

My już dziś z niecierpliwością wyczekujemy, gdy powrócimy do Nepalu, by udać się na treking w rejonie Pokhary. Czy można nie wrócić w takie miejsce?

himalajski szlak

Bilans zysków i strat

Zyski:

– ustanowienie rekordu niemycia się przez tydzień przy 10-godzinnym wysiłku

– zero złamanych kończyn, zwichniętych stawów i naderwanych mięśni

– tradycyjny 50-centymetrowy używany nepalski nóż khukuri wyłuskany bezpośrednio u wioskowego szamana

– uczestnictwo w dorocznej ceremonii poświęcenia zwierząt w intencji pomyślności całej rodziny w wiosce Sherpów poprzez umazanie czoła krwią (więcej na temat dwóch ostatnich zysków w kolejnym wpisie już niebawem)

Straty:

– ustanowienie rekordu liczby przekleństw w tygodniu

– 2-3 kg i 3 cm w pasie na osobę

– 35 zł dziennie na osobę plus 120 zł za pozwolenie na treking oraz wejściówki do dwóch parków narodowych

– zapalenie jednego z czterech kolan uzyskane w ostatnim dniu trekingu (wyleczone już w Hong Kongu)

.

———————————————————————————-

Informacje praktyczne

Treking w Himalajach w Nepalu to sprawa zupełnie bezproblemowa. Szlaki są doskonałe, ponieważ najczęściej są to po prostu lokalne dróżki piesze, którymi Sherpowie i inne plemiona przemieszczają się na co dzień. Dzięki temu w górach niemal nie sposób zgubić drogi, a najdalej po 2 godzinach marszu z pewnością spotkamy jakąś lokalną duszę, choćby cztero- czy sześcioletnią, która upewni nas w kwestii obranego kierunku. Mapy wszystkich rejonów trekingowych bez problemu można dostać w co drugim sklepie w Katmandu lub Pokharze, więc tym naprawdę nie warto się przejmować.

treking w dolinie

Miejsc do spania i jedzenia nie brakuje. Nocleg nigdy nie kosztował nas więcej niż 200 rupii (8 zł) za dwuosobowy pokój i przy tej cenie aż szkoda było się targować. Aczkolwiek bywa, że pokój z ciepłą, czasem lekko zatęchłą kołdrą można dostać za darmo za samą obietnicę stołowania się w hotelu.

Jedzenie jest wyjątkowo drogie jak na warunki nepalskie, czyli przynajmniej dwukrotnie droższe niż na nizinach. Nadal jednak są to śmieszne pieniądze, bo ciepła zupka kosztuje 100-160 rupii (4-7 zł), gorąca herbata ok. 50 rupii, a obiad (spaghetti, ryż z warzywami, momosy czy dal bhat) ok. 200-300 rupii. Aż serce się ściska, że właścicielom gwarantuje to duży zysk, zważywszy, że wszystkie towary zostały przyniesione na te wysokości przez konie lub zazwyczaj przez tragarzy – często przez kogoś z rodziny. Trzeba pamiętać, że marsz tragarza do wiosek położonych na 3500-4000 m trwa ok. 3 dni w jedną stronę.

Wodę podobno można pić bezpośrednio z gór, czego jednak dla bezpieczeństwa nie praktykowaliśmy, stosując tabletki odkażające. Można również kupić wodę w hotelach (również wniesioną przez tragarzy) w cenie 100 – 150 rupii za butelkę. Warto mieć wówczas jednak na uwadze fakt, że świadomość ekologiczna w Nepalu, podobnie jak w Indiach zupełnie nie istnieje i jeśli plastik nie wyląduje na stoku, to zostanie spalony.

Średni dzienny budżet na osobę to ok. 700 – 1000 rupii (30-40 zł). Spokojnie wystarczy to na 2-3 posiłki dziennie, nocleg oraz okazjonalne herbatki.

Na czas trekingu można również wynająć tragarza (ok. 500-800 rupii dziennie), który spokojnie przeniesie 2 duże plecaki, czyli 20-30 kg. My sami targaliśmy nasz dobytek, który ważył odpowiednio 9 i 13 kg. Składały się na niego:

– kurtka przeciwdeszczowa, polar, 2 koszulki, bielizna, czapka polarowa, rękawiczki, kijki trekingowe – wszystko się przydało

– po 200 g orzeszków ziemnych i 3 batony (w większości wróciły z nami do Katmandu)

– po 2 litry wody, podstawowa apteczka

– gps, 2 aparaty, baterie, latarka czołowa (konieczna – prąd w górach nie występuje!!)

A na deser zapraszamy do galerii zdjęć z trekingu. Przyjemnego oglądania.

Treking w Himalajach, Nepal

.

Advertisements

Posted on 14 listopada 2010, in Nepal and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

  1. Serdecznie Was pozdrawiam i życzę powodzenia w wyprawie. Widoki macie nieziemskie. Pozdrawiam, Marek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s