Długa droga do Nepalu

Na dobry początek zacznę od końca. Wczoraj minęła trzecia doba odkąd opuściliśmy naszą bazę trekingową w hinduskich Himalajach i byliśmy w drodze do Nepalu. Choć z Badrinath, z którego wyruszyliśmy w poniedziałek o świcie, od granicy dzieliło nas jedynie ok. 500 km, to na przebycie tej drogi w tej części Indii potrzeba ok. dwóch i pół dnia.

Fakt ten na pierwszy rzut oka nieco dziwny, przestaje zaskakiwać, gdy wyruszy się w drogę. Ze względu na stan nawierzchni po monsunie, średnia prędkość autobusu w ruchu nie przekracza 30 km/h. Do tego dochodzi niezliczona liczba przystanków, bo autobus upakowany do granic możliwości nie odpuszcza żadnych pasażerów, a w szczególności tych przejeżdżających od 3 do 5 km.

Droga w hinduskich Himalajach po monsunie

Highway to hell

Zresztą z faktu, że autobus rzadko przekracza 40 km/h jesteśmy akurat bardzo zadowoleni, bo górskie drogi w Uttarakhand to zdecydowanie zbyt wąsko wycięte półki skalne, na których nierzadko mieści się jeden tylko pojazd. Na serpentynowych zakrętach kierowcy rezerwują sobie pierwszeństwo przejazdu przez ślepe zakręty, donośnie obwieszczając klaksonem swoją obecność. Wąskie półki skalne, nieudolnie udające drogi, przynajmniej na połowie swojej długości zawieszone są nad kilkusetmetrowymi przepaściami, które może i wyglądają bardzo malowniczo, ale po 10 minutach jazdy tracą cały swój urok.

Widoki z autobusu w Uttarakhand

Dziura w drodze po podmyciu przez rzeke

Obok co najmniej dwukrotnie przeładowanych autobusów, na drogach najliczniej występują szalone jeepy zabierające do 12 pasażerów i pełniące funkcję minibusów. Podczas podróży nie pomaga nam świadomość, że kierowcy jednych i drugich jeżdżą tymi drogami codziennie i znają je na wylot. Tylko wczoraj widzieliśmy 4 auta, które spadły w przepaść i albo wisiały na odległym drzewie, albo właśnie były wciągane przez wysięgniki. Co prawda 3 z nich to osobówki, a czwarta to ciężarówka, ale fakt pozostaje faktem.

Poniżej przedstawiamy filmik z przejażdżki z Rishikesh do Joshimath, która zajmuje 11 godzin i skraca życie co najmniej o 4 lata.

Samochod sciagany z klifu150 km dziennie

Nasza podróż ma raczej charakter krajoznawczy niż transportowy. W poniedziałek w ciągu 8 godzin przebyliśmy 200 km. Tak duży dystans udało nam się pokonać tylko dlatego, że rano z przystanku autobusowego zgarnęli nas zamożni Hindusi, których dzień wcześniej poznaliśmy w górach w drodze do świętego wodospadu. Dzięki nim nie musieliśmy dwukrotnie się przesiadać, przez co przebyliśmy co najmniej 100 km więcej niż udałoby się nam pokonać bez ich pomocy.

We wtorek z kolei przejechaliśmy 150 km jednym autobusem i dwoma jeepami, co zajęło nam 9 godzin. Wczoraj było już z górki i ok. 14 szczęśliwie dotarliśmy do najrzadziej odwiedzanego przejścia granicznego z Nepalem, na którym po drobnych wątpliwościach jednak potrafili przyznać nam wizę. Obecnie przed nami rozpościera się cała zachodnia połać kraju, która cywilizacją nie grzeszy.

Rodziców i dziadków uprasza się o niemartwienie się

Plan był taki, że podczas gdy my powoli będziemy wgryzać się w nepalską rzeczywistość, na naszej stronie co kilka dni publikowałyby się zaległe artykuły, które od dawna chodziły nam po głowie i już czekają w laptopie. Na początek miała być relacja z trekingu w Himalajach, a następnie jeszcze kilka drobnostek o samych Indiach.

Nasz glowny srodek transportu przez ostatnie 3 dni

Plan jednak wziął w łeb nie tylko z racji braku Internetu, o którym niewielu tu słyszało, ale przede wszystkim z racji braku prądu. W związku z tym relacje zaczną się pojawiać, gdy tylko dotrzemy do Pokhary, czyli ok. poniedziałku. Do tego czasu zamierzamy osiąść z dzikimi słoniami, nosorożcami i tygrysami w przepięknym Parku Narodowym Bardia.

Tymczasem do na razie.

.

Reklamy

Posted on 28 października 2010, in Indie, Nepal and tagged , , . Bookmark the permalink. 4 Komentarze.

  1. Cudna ta Wasz wyprawa !!

    A człowiek tu wbity w garnitur traci zdrowie i psuje humor sobie i innym… Tragedia..

  2. Himalajskie serpentyny 🙂 Podczas jednej podróży nasz kierowca zdołał 1) zasnąć za kierownicą, 2) utknąć w rzece. I w jednym i w drugi przypadku uratowali go pasażerowie. Niezła jazda. Raczej dla ludzi o mocnych nerwach 😉

    • Nasi hinduscy kierowcy to byli raczej niespełnieni kierowcy Formuły 1, którzy wyprzedzali wszystko co się rusza i skrócili naszą oczekiwaną długość życia co najmniej o kilka lat, co i rusz zawieszając autobus nad przepastnymi klifami 🙂

  3. Pozdrowionka dla Was Kochani z cudownej mieniacej się kolorami jesieni Warszawy:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s