Treking w hinduskich Himalajach

Do prowincji Uttarakhand wybraliśmy się przede wszystkim po to, aby choć liznąć hinduskich Himalajów i w przyszłości mieć porównanie z ich nepalską częścią, w której z pewnością spędzimy sporo czasu. Lizanie Himalajów okazało się dużo trudniejsze niż przypuszczaliśmy i tylko ogromnej determinacji zawdzięczamy, że jednak udało się nam poznać ich smak.

Hinduskie Himalaje w Badrinath

Gorzki smak porażki

Początkowo planowaliśmy kilkudniowy treking w okolicach Przełęczy Kuari Pass. Jednak po przyjeździe do Joshimath okazało się, że nie dość, że jest dużo zimniej niż być powinno o tej porze roku, to jeszcze, żeby wyruszyć w góry potrzebujemy mnóstwa przepustek, a najlepiej to wykupienia trekingu w agencji w cenie 2000 rupii od osoby za dzień.

Po rytualnym obśmianiu zaistniałej sytuacji postanowiliśmy podjechać do najwyżej położonej miejscowości w okolicy i tam pokombinować na miejscu. Miejscowością tą okazało się Badrinath leżące na wysokości 3100 m, ku naszemu zdumieniu będące jednym z najświętszych miejsc w całych Indiach. Do miejscowej świątyni Shivy ciągną setki wiernych. Trzeba dodać, że wiernych o podwyższonym statusie materialnym, bo dotarcie tutaj to nie lada wyczyn. Z Rishikesh, a więc bramy wjazdowej w hinduskie Himalaje do Joshimath jedzie się 11 godzin, a następnie trzeba jeszcze podjechać wynajętym jeepem ostatnie 50 km, co zajmuje ok. 1,5 godziny.

Świątynia natury

My przenajświętszej świątyni Shivy szybko daliśmy święty spokój i udaliśmy się w poszukiwaniu piękna dzikiej przyrody. Okazało się to zupełnie nietrudne, bo Badrinath leży ok. 20 km od granicy z Tybetem i po krótkim trekingu dotarliśmy do wioski Mana – ostatniej miejscowości w tej części Indii.

Dziewczynka w wiosce Mana

Następnie postanowiliśmy udać się w kierunku nieoznaczonej granicy wzdłuż przepięknej doliny. Za cel obraliśmy sobie odległy zaledwie o kilka kilometrów 150-metrowy wodospad, który malowniczo spada z himalajskich skał i również okazał się święty. Droga do niego rzeczywiście była niedługa, ale bardzo zwodnicza i męcząca, bo na odcinku 2-3 km musieliśmy wspiąć się o 700 m na wysokość ponad 3700 m.

Himalaje w Indiach

Zważywszy, że zaledwie dzień wcześniej przyjechaliśmy busem na wysokość 1800 metrów, a następnie podjechaliśmy jeepem na wysokość 3000 m, to trzeba przyznać, że aklimatyzację mieliśmy raczej słabą. Nic dziwnego, że podczas marszu początkowo łapaliśmy zadyszkę i niewielki w zasadzie treking miejscami porządnie nam się dłużył.

Czas umilaliśmy sobie pogaduchami w pewnym Niemcem w średnim wieku, którego poznaliśmy dwa dni wcześniej. Dla Heinricha jest to już 15 wizyta w Indiach, które odwiedza regularnie od 1987 r., spędzając w tym kraju przynajmniej 2-3 miesiące w roku.

Treking

Himalaje obowiązkowo

Trzeba przyznać, że widoki na pobliskie bezimienne pięcio- i sześciotysięczniki z nawiązką rekompensują trudy marszu. O tej porze roku w dzień pogoda jest wręcz idealna do chodzenia po górach. Temperatura sięga ok. 20 st. C, a słońce szybko spala nosy i usta. Gorzej sprawa ma się w nocy, bo temperatura w hotelowych nieogrzewanych pokojach bez ciepłej wody spada do zera i dwie noce, które spędziliśmy w Badrinath mimo naszych śpiworków dały nam się nieco we znaki.

Treking

Niemniej jednak hinduskie Himalaje okazały się jedną z największych atrakcji, jakich zaznaliśmy w tym kraju. Wszystkim wybierającym się do Indii obowiązkowo polecamy spędzenie chociaż tygodnia w tutejszych górach. Wybór jest spory i może to być, tak jak w naszym przypadku, Uttarakhand, ale równie dobrze położone bardziej na zachód Manali lub, jeśli ktoś ma więcej czasu – ponoć także przepiękny Ladakh.

Na zakończenie zapraszamy do galerii z trekingu w Badrinath, gdzie można obejrzeć więcej zdjęć z naszych spacerów po górach.

Treking w Uttarakhand, Indie

.

Karuzela trwa

(02.11.2010)

Tymczasem u nas sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie i zamiast w Pokharze, ostatecznie wylądowaliśmy w Kathmandu. Zamiast do zatłoczonej o tej porze roku Annapurny za kilka dni wyruszamy na porównywalny około 10-dniowy treking w rejonie Langtang. Do tego czasu postaramy się, żeby pod naszą nieobecność ukazywały się chociaż przebitki z naszych dotychczasowych wrażeń z Nepalu.

A dzieje się sporo. Tylko wczoraj odwiedziliśmy rodzinny dom przemiłego Nepalczyka, którego poznaliśmy w Parku Narodowym Bardia, a także spędziliśmy 3 godziny na dachu autobusu, który był zbyt zatłoczony, żebyśmy zmieścili się wewnątrz. Dzień wcześniej ścigaliśmy dzikie nosorożce, pięciokrotnie przekraczając rzeki i strumienie w dżungli.

.

Advertisements

Posted on 25 października 2010, in Indie, Nepal and tagged . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s