Prawdy ogólne – Indie

Po odwiedzeniu kilku krajów arabskich w naszej naiwności pozwoliliśmy sobie sądzić, że w kwestii ruchu ulicznego niewiele jest już w stanie nas zadziwić. Jednak, jak się rychło okazało, Indie nie poddają się zwyczajowym klasyfikacjom. Abstrahując już od krów, które ni stąd ni zowąd lubią sobie przycupnąć na środku jezdni, ruch uliczny przynosi wiele niespodzianek. Światła występują jedynie w wersji dla zmotoryzowanych, a piesi nie widząc, jaka wyświetla się akurat sygnalizacja, mogą (a raczej muszą) przechodzić przez ulicę ruchem jednostajnie przyspieszonym, a najlepiej przerywanym.

Ryksza towarowa

Koko dżambo i do przodu

Kierowcy z kolei, na arabską modłę, zajmują każdy dostępny fragment jezdni, tworząc niezwykle ciekawe wzory geometryczne. W nawet najmniejsze wolne miejsca wpasowują się natomiast kierowcy ryksz, motoryksz oraz ryksz towarowych, skutecznie wykorzystyjąc przestrzeń jezdną do maksimum. W zaistniałej sytuacji niewiele pozostaje miejsca dla pieszych, a już z pewnością nigdy nikomu nie uda się przekroczenie jezdni w linii prostej bez przyspieszania bądź zatrzymywania.

Przykładowy ruch uliczny w New Delhi przedstawia poniższy filmik:

Gimnastyka drogowa z pewnością bardzo dobrze wpływa na kondycję pieszych i do spółki z wszechobecną jogą zapewnia Hindusom niebywałą wręcz elastyczność. Nasz dzisiejszy kierowca motorykszy na przykład, skądinąd Sikh, umilał sobie czas, trzymając jedną nogę tak zgiętą w kolanie, że wylądowała na desce rozdzielczej za kierownicą. Standardem są również właściciele ryksz rowerowych, łapiący w wolnych chwilach drzemki w pozycji embrionalnej, szczelnie wpasowani w siedzenie.

Lingwistyczne piekło

10 rupii - w 16 głównych alfabetachInteresująco zapowiadają się także kwestie językowe. W Indiach mówi się w kilkuset językach, z których aż 25 uznanych jest za oficjalne. Samych alfabetów jest kilkanaście, z czego większość z twarzy podobna zupełnie do nikogo. Przykładowo, nominały na wszystkich banknotach drukowane są w 15 różnych alfabetach.

Dziś mieliśmy już przyjemność zamienić kilka słów w hindi, urdu i po sikhijsku. Niestety tak gęsta sieć językowa sprawia, że raczej nie uda nam się nauczyć zwrotów grzecznościowych, liczebników czy podstawowych rzeczowniów, jak to zazwyczaj mieliśmy w zwyczaju. A szkoda, bo to wybitnie przydatna umiejętność podczas nawiązywania kontaktów.

5000 lat tradycji

Mimo że Polacy, obok Włochów, mogą uchodzić za cwaniaków Europy, to na arenie międzykontynentalnej nie opuściliśmy jeszcze mentalnej piaskownicy. Jak przystało na pierwszy kontakt z kulturą liczącą ponad 5 000 lat, daliśmy się kilka razy widowiskowo oszukać.

Najpierw na pierwszym śniadaniu, za które koleś z niewzruszoną miną zgarnął 350 rupii (27 zł), czyli przynajmniej trzy razy więcej niż normalnie. Podczas kolacji ulegliśmy z kolei słodkiemu czarowi przygodnej dziewczyny, która naciągnęła Paulę na hennę, której niemalże nie widać i dzięki temu wygląda jak siniak, znajdujący się obok. Ale to jeszcze nic.

Nagroda za najlepszy kant dnia bezapelacyjnie trafia do młodego chłopca, który z pokerową wręcz twarzą kazał nam zapłacić po 200 rupii (15 zł) od łebka za wejście do meczetu Jama Masjid.  A my, jak cielęta zapłaciliśmy. Zmylił nas wydrukowanymi biletami, które wyglądały zupełnie profesjonalnie. Już po wejściu wyczytaliśmy, żeby uważać na naciągaczy, bo wejście jest darmowe, a płaci się jedynie za aparat.

Akcja zupełnie w stylu fachowców, którzy podobno przed niektórymi światyniami każą sobie oddawać aparaty i kamery na przechowanie pod pretekstem zakazu robienia zdjęć. Nie trzeba chyba dodawać, że po chwili znikają jako sen jaki złoty.

The real Top Model

Mamy również za sobą naszą pierwszą sesję zdjęciową. A w zasadzie 4 sesje. Myślałem, że takie rzeczy będą spotykać nas dopiero na prowincji, a okazuje się, że wystarczy zboczyć z turystycznego szlaku choćby w stolicy. Ludzie proszą o zrobienie sobie zdjęć z nami na skrzyżowaniach, w parkach czy przy mniej znanych meczetach.

Prawdziwy Top Model

Generalnie szok kulturowy jest nawet większy niż się spodziewaliśmy. Zapowiada się wybitnie interesujący wyjazd.

————————————–

Pierwsze zdjęcia z Indii możecie zobaczyć  w galerii.

Delhi, Indie

.

Advertisements

Posted on 6 października 2010, in Indie and tagged , , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

  1. He, he – witamy w Delhi, będzie się Wam tutaj podobało 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s