Kibuc – umierająca utopia

Kibuce, czyli wspólnoty rolnicze to jeden z najbardziej zadziwiających eksperymentów społeczno-gospodarczych drugiej połowy XX wieku. Brak własności prywatnej, darmowa żywność i towary dla mieszkańców, wyłącznie wspólne posiłki, równość płci i ciężka praca bez wynagrodzenia na rzecz wspólnoty – tak jeszcze niedawno wyglądało życie w ramach tych spółdzielczych gospodarstw rolnych.

Kibuc Sde Boker

Eran, student socjologii w Jerozolimie wychował się w kibucu w rejonie Jeziora Galilejskiego. Wspomina, że jeszcze w latach 90. wraz z innymi dziećmi sypiał we wspólnej sypialni. Posiłki spożywał w przestronnych salach wzdłuż ogromnych stołów, jak w żołnierskiej kantynie. Raz w roku, wraz z innymi dziećmi, otrzymywał buty zakupione przez wspólnotę. Eran, podobnie jak większość młodych Izraelczyków jego pokolenia, życie w kibucu wspomina z rozrzewnieniem i nieschodzącym z ust uśmiechem, jednak na studia wybrał się do Jerozolimy i nie widzi dla siebie przyszłości w kibucu. Co kilka tygodni, w Szabas, odwiedza rodziców, którzy nadal żyją we wspólnocie, jednak obecnie jest to dla niego jedyny kontakt z kibucem.

Samo życie w kibucach także uległo znacznym zmianom odkąd Eran dostawał buty za darmo i sypiał we wspólnej komnacie.

Dzisiaj farma, jutro zmywak

Pierwsze kibuce powstały na terenach obecnego Izraela na początku XX wieku. Osadnicy żydowscy przybywający do ówczesnej Palestyny (istniejącej w ramach Imperium Brytyjskiego) napływali w większości z Ukrainy, Polski i Rosji w ramach drugiej już fali imigracji. Aliyah, czyli powrót Żydów do ziemi ojców to jeden z głównych filarów syjonizmu, a słowo to można dziś usłyszeć średnio od co drugiego Izraelczyka, którego jeśli nie rodzice, to z pewnością dziadkowie mieli korzenie w Polsce.

Imigranci przesiąknięci ideą marksizmu przybywający do Palestyny doskonale wpisywali się w etos pracy, który pozwalał im sukcesywnie wydzierać ziemię uprawną bezkresnej pustyni na południu i dzikim bagnom na północy. Kibuce były niewielkimi osadami liczącymi od kilkudziesięciu do kilkuset osób, gdzie nie było specjalizacji pracy, a mieszkańcy początkowo sami organizowali sobie zajęcia. Z biegiem lat wprowadzono system rotacji pracy, w ramach którego mieszkańcy dowiadywali się z tablicy ogłoszeń czy w tym tygodniu przypadnie im praca w pralni, na farmie pomidorów, w fabryce butów czy też w kuchni.

Kibuce znacznie różniły się między sobą poziomem uwspólnotowienia. W niektórych matki zachęcane były do karmienia piersią jakichkolwiek dzieci w wieku niemowlęcym, a małżeństwom odradzano wspólne spożywanie posiłków, aby się nie wywyższać. W innych z kolei wprowadzono częściową własność prywatną (np. posiadanie czajnika do gotowania wody) i zaczęto wypłacać pieniądze za pracę. Nie było to jednak wynagrodzenie, a raczej kieszonkowe, uzależnione nie od wykonywanej pracy, a jedynie od liczby członków rodziny i wieku dzieci.

Abstrahując już od niezliczonych powikłań społecznych, psychologicznych i rodzinnych, jakie powodował ten system, gwoździem do trumny kibuców o tradycyjnej formule stała się sytuacja ekonomiczna.

Wysychająca rzeka pieniędzy

Od początku państwowości w 1948 r. rząd izraelski wspierał kibuce stałą pomocą finansową. Było to po części spowodowane chęcią podtrzymywania mitu pionierów zasiedlających tereny pustynne i przekształcających je w osady produkujące słoneczniki, pomidory czy cytryny. Jednak po przejęciu władzy przez prawicę w 1977 r. nastąpiło stopniowe wygaszanie rzeki pieniędzy zasilającej oazy na pustyni.

Oczywiście odwrót od ideałów utopijnych komun nie był w żadnym wypadku podyktowany wyłącznie czynnikami ideologicznymi. Kryzys końca lat 70., a w szczególności pierwszej połowy lat 80. sprawił, że dotowanie kibuców zdecydowanie spadło w rankingu priorytetów rządu. Inflacja w 1985 r. w Izraelu sięgnęła 400% i kibuce musiały zacząć radzić sobie same.

Sde Boker - widok na Dolinę Zin

Globalizacja zbiera żniwo

Większość wybrała drogę częściowej prywatyzacji i dziś funkcjonują na zasadach podobnych do spółek akcyjnych. Mieszkańcy posiadają udziały w fabrykach, farmach i zakładach, które mogą zbyć, jeśli chcą opuścić osadę.

Brak specjalizacji pracy we wcześniejszym etapie istnienia kibuców, sprawił, że nie istniała kadra zarządzająca, która okazała się niezbędna w czasach globalnej konkurencji. Dziś kibuce niejednokrotnie wynajmują menedżerów do prowadzenia bądź restrukturyzacji zakładów, a są i takie jak Sasa, które wyspecjalizowały się w produkcji broni i doskonale sobie dziś radzą.

Do końca lat 70. kibuce były chlubą Izraela. Odzwierciedlało się to również w niezwykłym prestiżu, jakim cieszyli się (i nadal cieszą) ich mieszkańcy. W kibucach wychowało się 4 przywódców rządu, a pierwszy premier Izraela i jednocześnie ojciec państwowości, Dawid Ben Gurion, urodzony w Płońsku, na emeryturze osiedlił się w kibucu Sde Boker.

Zmierzch kibucników

Właśnie w Sde Boker mieszka dziś Muli, który zawsze chciał osiedlić się na pustyni Negev. Po odbyciu służby wojskowej niemal przez rok pracował na farmie hodując alpaki. Następnie wraz z grupą kilkunastu osób chciał założyć nową osadę na pustyni.

Jednak obecne rządy Izraela nie patrzą już na kibucników tak przychylnie jak kilkadziesiąt lat temu. Mimo tego Muli wraz ze znajomymi znalazł już nawet odpowiedni kawałek terenu pod zasiedlenie. Ostatecznie władze nie zgodziły się na założenie nowej osady, a teren trafił w ręce inwestora, który planuje rozwój turystyki w regionie.

Bynajmniej nie wybiło to Muliemu z głowy chęci zamieszkania na pustyni. Dziś wraz z żoną – Noa, mieszka w Midreshet Sde Boker, osadzie o charakterze społecznym, która liczy ok. 1 100 mieszkańców. Muli jest wychowawcą w miejscowym internacie, a Noa prowadzi grupy wsparcia w niedalekiej Be’er Szewie.

Taras mieszkania Muli w Midreshet Sde Boker

Życie ma tu inny rytm. Wieczorne posiłki często spożywane są wspólnie w gronie 3 lub 4 sąsiadujących ze sobą rodzin na ganku przed domkami.

Sensacją dnia (oprócz naszej obecności, która została w większości skonsumowana w dniu naszego przybycia) było niespodziewane włączenie się zraszaczy, które w tej części osiedla nie działały od kilku tygodni. Tym samym stały się one atrakcją wieczoru, zapewniając dzieciom i okolicznym psom kwadrans solidnej zabawy.

Advertisements

Posted on 1 czerwca 2010, in Izrael and tagged , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s