Mam tak samo jak ty

– Przyjechałem studiować tu fotografię. W Peru nawet nie mamy co marzyć o takich możliwościach, a tu studia są darmowe dla wszystkich. Nawet dla obcokrajowców. Jeśli chcesz, Ty też możesz zacząć studiować choćby jutro. Co więcej miejscowe uniwersytety, choć bardzo różnią się poziomem, wciąż uchodzą za najlepsze na kontynencie. A w Guayaquil w Ekwadorze czy w Cancun w Meksyku dyplom z Argentyny, to dyplom z Argentyny. Wraz ze mną na roku studiuje sześciu Kolumbijczyków, trzech Peruwiańczyków, czterech Wenezuelczyków i kto wie ilu innych.

***

– Miałem szczęście, że urodziłem się w bogatej rodzinie. Widziałeś, ile ludzi śpi tu na ulicach? Setki, tysiące. A nas stać na wszystko. Sam wiesz, jak mieszkamy. Wypasione osiedla na kilka tysięcy luksusowych domów, wszystkie razem otoczone szczelnym murem, ochroną i kordonem odcinającym nas od reszty świata. Sam czynsz płacony przez każdego z właścicieli tych ogromnych  willi, który idzie wyłącznie na utrzymanie ochrony i całego tego mini-miasteczka wynosi 4-6 tys. zł miesięcznie. Przecież połowa tego miasta nawet tyle nie zarabia! A w zamkniętych dzielnicach, naszych „barrio cerrado” jest wszystko – szkoły, baseny, ścieżki dla rowerów, siłownie co kilka przecznic, supermarkety i kina. W zasadzie można w ogóle nie opuszczać swojego strzeżonego osiedla i całe życie przeżyć pod kloszem.

***

– Kilogramik pomidoreczków? Tak, jasne, że jestem z Boliwii. Masz rację. Boliwijczycy prowadzą przynajmniej połowę sklepów w tym mieście. A już z pewnością warzywniaków. Chińczycy opanowali wielobranżówkę i supermarkety. Tym argentyńskim nierobom po prostu nie chce się pracować! Od tej Kirchner dostają kasę za darmo i często nic nie muszą robić. Oczywiście, że mi się tu podoba. Gdzie indziej mogę sprzedawać banany po 3 peso za sztukę? W Boliwii za tę cenę dostaniesz 10 najlepszych bananów na świecie. Słusznie nie możesz się doczekać. Czy kogoś pozdrowić? Nie bardzo. Pochodzę z Cochabamby, ale straciłam już kontakt z rodziną. Wszyscy, na których mi zależy mieszkają tutaj. Już od 16 lat. Na pewno nie chcesz jeszcze jednej marcheweczki?

***

– Jasne, że jest tu niebezpiecznie. Mnie obrabowali tu już dwa razy. Moją żonę trzy. Pięć lat temu napadli na mnie właśnie przed tym bankiem. Fachowa robota, jestem przekonany, że to byli policjanci po cywilnemu. Wyszedłem głównymi drzwiami i nie uszedłem 20 metrów do samochodu, gdy drogę zajechał mi motocyklista z pasażerem. Jeden zeskoczył z motoru, przystawił mi pistolet i kazał oddać wszystko, co mam. Zabrali portfel, złotego Rolexa za kilka tysięcy dolarów, trochę elektroniki. A była godzina 13 w biały dzień, bodajże wtorek. Ktoś musiał dać im cynk. Ale i tak, nie zabrali tego, po co poszedłem do banku. Tego dnia wypłaciłem właśnie 10 tys. dolarów w gotówce na inwestycję firmową. Nie wiedzieć czemu przed wyjściem z banku, włożyłem całą gotówkę do tylnych kieszeni spodni. A oni zabrali portfel i walizkę, ale spodnie zostawili w spokoju. Trochę się wtedy zestresowałem.

"To nie Chrystus ani Budda, to nie Allah ni Mahomet, bez wątpienia z argentyńskim ludem Boski Diego"

„To nie Chrystus ani Budda, to nie Allah ni Mahomet, bez wątpienia z argentyńskim ludem Boski Diego” – Maradona wciąż rządzi na Boce.

***

– Miasto? Znam trochę. Południowe znam dobrze. Wschodnie jako tako. Centrum to wiadomo, tam nocami przychodziłem zbierać karton. Północnej części nie znam prawie w ogóle, a zachodnią troszeczkę. Mówisz, że byłeś na Merkado Central? Zepsuła się ciężarówka, którą jechaliście stopem? Niezłe doświadczenie, co? Mieszkałem tam przez 7 miesięcy. Uwielbiam to miejsce. Co dzień wyrzuca się tam tony żywności na śmieci, tylko dlatego, że kilka pomidorów na wierzchu jakiejś skrzynki jest popsutych. Hurtownicy nie pierdolą się z takimi niedoróbkami. Jasne, że zbieraliśmy tę żywność. Zresztą później często odsprzedawaliśmy ją Boliwijskim handlarzom. Ale Merkado Central to długa historia. Ja lubię Bocę. Tam też mieszkałem kiedyś pół roku. Mówisz, że lubicie San Telmo? Ha! Dzielnica artystów, awangardy, bohemy! Chodziliśmy tam co noc. Można tam zebrać najlepszy karton w mieście. No i cała ta śmietanka, która chciałaby być artystami, nie patrzy na nas z góry tak bardzo jak te nabzdyczone dupki w Palermo i na Recolecie.

***

– Na razie sprzątam i gotuję. Wraz z częścią rodziny mieszkamy tu na przedmieściach już od 8 lat. Ale jeszcze tylko rok, dwa i wracamy. Mamy plan. Chcemy uzbierać 100 tys. dolarów, a potem zawijamy się stąd i wybudujemy hotel w Świętej Dolinie. Już niewiele nam brakuje. Pochodzimy z Cuzco – to Święta Dolina Inków. No jasne, że słyszałeś. Musicie koniecznie tam jechać! To magiczne miejsce na ziemi. I odwiedźcie mojego ojca w Ollataytambo. On Was ugości i pomoże. Zakochacie się w tym miejscu.

***

– To wspaniałe miejsce. Zobacz, jak tu pięknie. A mieszkamy niecałą godzinkę od centrum. W sobotę nasza córka chodzi do klubu trenować hokej na trawie. Nie wiedziałeś, że Argentyna to potęga w żeńskim hokeju na trawie? Piłka nożna, polo i hokej to jest nasz narodowy triumwirat. No ale gdzie indziej byłoby nam tak dobrze? Owszem, bywa niebezpiecznie, ale da się z tym żyć. A jakie możliwości to miasto daje naszym dzieciom! To miasto nigdy nie śpi. Kluby czynne całą dobę, dziesiątki teatrów, balet, tango na każdym rogu. No i zawsze jesteśmy blisko siebie. Rodziny się rozpadają i schodzą, ale tutaj wszyscy jesteśmy zawsze razem. Co dzień jemy wspólną kolację, a w każdy weekend spotykamy się na asado z pozostałą częścią rodziny.

***

– Nie lubię tego miasta. I to nie dlatego, że parę tygodni temu napadli na mnie na Boce. Zresztą to ciekawa historia. Mieszkam tu już prawie rok, a nigdy nie byłem w tej dzielnicy. Ponoć jedna z najładniejszych w mieście. Za dnia nie miałem czasu, więc poszedłem o 19. Siedziałem sobie spokojnie nad rzeką przy samym Caminito, a więc w ścisłym centrum i pisałem pamiętnik. Nagle widzę kątem oka, że jakieś kilkadziesiąt metrów ode mnie wzdłuż promenady idzie dwóch motocyklistów. Musieli dopiero podjechać, bo nieśli kaski w ręku. Nawet wydało mi się trochę dziwne, ale nic to, myślę sobie. Chwila moment i nie wiedzieć kiedy z kasków wyciągnęli spluwy jak z Mission Impossible. W ciągu dwóch sekund miałem dwa pistolety przystawione do obu skroni. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak zimna może być stal w ciepły letni wieczór. Nie miałem wiele. Jakiś stary aparat, portfel, dokumenty. Największy chuj, że wraz z plecakiem zabrali mój pamiętnik. Ale to nie dlatego nie lubię tego miasta. Nie lubiłem go już wcześniej. Ono dusi ludzkość i naturę. Niestety muszę tu mieszkać jeszcze przez jakiś czas. Kto wie, może to ma być jakaś miejska lekcja życia dla mnie.

***

– Mam 68 lat, a wciąż tańczę tango. Tańczyć tango na ulicy to nie wstyd. Mógłbym żyć z pokaźnej renty, ale to miasto nadal żyje tangiem. Może już nie tak jak kiedyś, ale wciąż. Młodzi ludzie garną się, żeby się uczyć. Wybierzcie się kiedyś na „peñę”. Albo na „milongę”. Miejscowe kluby, gdzie śpiewa się i tańczy pękają w szwach niemal każdego dnia. Ale przychodzą nie tylko miejscowi. Przyjeżdżają tysiące obcokrajowców z całego świata, żeby się uczyć. Zgadza się, tak jak Wasza znajoma z Niemiec. Chociaż nikt nie tańczy tanga tak jak prawdziwy „porteño”. Faktycznie mieliście szczęście w tym El Chalten, że poznaliście prawdziwego „porteño”, który wie, jak się tańczy. A kobiety! Chłopcze, żadna kobieta na świecie nie może się równać z prawdziwą „porteñą”. I to nie tylko w tańcu.

***

– Zapraszam na zupkę! Pewnie nigdy byś nie pomyślał, że w centrum Recolety spotkasz dwóch bezdomnych mieszkających w korzeniach drzewa, co? Widzisz, jak tu się gotuje. Nie stresuj się, nic mu nie będzie. To niezwykle twarde drewno, palimy tu ogień od dawna, a płomienie i tak się nie imają korzeni. Mamy to przećwiczone. My nie jesteśmy zwykli „cartoneros”. Jasne, że zbierało się karton w swoich czasach. Ale teraz zarobi się czasem to tu to tam. Źle nam nie jest. To drzewo jest nasze. Prawda, że pyszna zupka? Kurczak pierwszej świeżości, przysięgam. A warzywa sam widzisz. My byle czego nie jemy, przynajmniej nie teraz. W końcu mieszkamy na Recolecie, ha! Zrzucisz się z nami na zioło? Za 70 zł kupujemy 25 gram. Za dużo? W Argentynie mniejszej ilości nie kupisz w żadnym mieście. Kostka 25 gram to absolutne minimum. A, tam to nie idź. Tam jest Villa 31. Nie żadna willa, tylko villa – wymawiaj „wizia treinta i uno”, jesteśmy w Argentynie! Jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc na kontynencie. Opowiadali Ci znajomi? Znają kogoś stamtąd? To dobrze, dobrze jest znać ludzi z wewnątrz. To wszystko prawda. Kiedyś koleś zaczął do mnie strzelać, gdy szedłem torami, które oddzielają villę 31 od Retiro. Wiem, że to samo centrum. Ale to jest właśnie nasze miasto. Wiesz, że właśnie z takiej villi pochodzi Carloz Tevez? A oni się dziwią, że robi czasem jakieś burdy w Manchesterze. Mają szczęście, że jeszcze nikogo nie zastrzelił! Tevez mógłby być bogiem, gdyby chciał. Tak jak Diego. Zresztą pewnie jeszcze będzie, gdy wróci grać do Naszej ligi.

Pokazy uliczne

Pokazy uliczne

***

– Dla artystów możliwości są tu wręcz nieograniczone. Codziennie wieczorem w samym Palermo jest kilkanaście miejsc, gdzie możesz posłuchać muzyki na żywo. No i są też „peñe”, tak jak tutaj. Masz rację, to trochę jak karaoke, ale na zdecydowanie wyższym poziomie. To jest „peña” folklorystyczna, więc śpiewają chacarery i inne oberki, czyli tak jak lubicie, ale są i „peñe” jazzowe, soulowe, rockowe i co tylko chcesz. Nic dziwnego, że wczoraj widzieliście jakiś wypasiony wschodzący zespół reggae z Wenezueli w centrum miasta na ulicy. Mówisz, że dobrzy byli? Na pewno przyjechali tu po swoją życiową szansę. Kto wie, może i im się uda. Uwielbiam to miasto. W Palermo i na Recolecie jest bezpiecznie nawet w środku nocy, a tu możesz iść do włoskiej restauracji nawet o 3 nad ranem. Uczę się śpiewać, tu możecie posłuchać moich piosenek, może Wam się spodobają. Nie mogłabym żyć nigdzie indziej. Chciałabym pomieszkać rok czy dwa w Paryżu bądź Barcelonie, ale później i tak zamierzam tu wrócić. Kocham to miasto.

************

Europejskie w najlepszym tego słowa znaczeniu, latynoskie w swoim roztrzepaniu i artystycznym chaosie, wielkomiejskie jak rzadko które, choć nigdy nie okazało się przytłaczające jak typowa metropolia. Brukowane uliczki San Telmo, sześciopasmowe aleje przecinające centrum, pięknie starzejące się kamienice, ale także betonowe protezy brzydoty, zielone parki Palermo i zwarte szpalery drzew dające miastu oddech na każdym kroku.

Buenos jest piękne. I tak jak nie lubimy miast, tak Buenos Aires jest z pewnością jednym z najciekawszych, jakie poznaliśmy i najładniejszych, jakie widzieliśmy. Ponadto kilku przyjaciół, jakich tutaj spotkaliśmy, sprawiło, że czuliśmy się jak w domu i co więcej żyliśmy jak w rodzinnym kręgu, którego tak bardzo brakuje podczas podróży.

Wyjątkowa atmosfera wciągnęła nas tu niemal na trzy tygodnie, a niezwykły zbieg okoliczności sprawił, że o mało nie zostaliśmy tu na duuużo dłużej.

*****************

Fer, Dolores, Martin, Sebastián, Iñaki, Agus, Zara, Simón y Salvador muchas gracias por su apertura, la hospitalidad y por habernos acogido en su familia. Todo nuestro cariño!

Marcin, wielkie dzięki za wielkie serce, pomoc i polskość w najlepszym wydaniu na drugim końcu świata! Buena onda!

.

Więcej Buenos w obiektywie:

Buenos Aires, Argentyna

.

A na koniec coś w duchu tanga, które przyjechało za nami stopem aż z El Chalten:

.

.

Reklamy

Posted on 16 Maj 2012, in Argentyna and tagged , , , , , , . Bookmark the permalink. 10 Komentarzy.

  1. „Mamy to przećwiczone. My nie jesteśmy zwykli „cartoneros”. Jasne, że zbierało się karton w swoich czasach. Ale teraz zarobi się czasem to tu to tam. Źle nam nie jest. To drzewo jest nasze.”

    Czy tu jest potrzebny komentarz jakiś?

    Kozacki artykuł bardzo, bardzo.

  2. Piękna wyprawa.
    Napiszcie coś o namiocie, jak się sprawdził?
    Maciek

  3. Choć sam zwiedziłem kawał świata, zazdroszczę miejscówki. Chociaż, jak na ironię. okazało śię, że mam tam kilkudziesiećiu nieznanych mi krewnych (Facebook) o mim nazwisku i karnacji metysów. Może kiedyś zrobuimy :zjazd rodzinny” 🙂
    Dobry artykół – pozdrawiam.

    • jesteś głupcem i to wyjątkowym. Żadna nacja nie może oczekiwać – albo tak jak ty to rosibz – domagać się od innych, żeby działały w jej interesie. Rozumujesz jak Hitler, ktf3ry obraził się na Polskę i Polakf3w i uznał ich za podludzi za to, że nie chcieli być jego sprzymierzeńcami.W swoim ograniczeniu niczym się od niego nie rf3żnisz. Przez takich jak ty zawsze dochodzi do największych rzezi i wojen.

      • Sarmad, czy ty potrafisz czytać ze zrozumieniem??? Bo Twój post, oprócz steku niezrozumiałych dla mnie obleg i inwektyw, nijak odnosi się do mojego postu o jekichś dalekich krewnych o innej karnacji skóry niż moja.Skąd w Tobie takie pokłady złości i nietolerancji??? Myślę, sobie, że nie zroumiałeś mojego posta i kładę to na karb niezrozumienia. A generalna zasada jest tak: zanim coś napiszesz, przeczytaj posta ze zrozumieniem i przemyśl. Jeżęli nie potrafisz dobrze czytać w moim języku – nie ryzykuj.
        \Pozdrawiam i życzę miłego dnia

      • PS. I nie popisuj się znajomością historii Polski bo ci to nic a nic nie wychodzi!

  4. super post 🙂
    coś mi się wydaję, że będę częściej tu zaglądać!

    ps. skromnie też mogę zaprosić do siebie..
    http://thetravellover.blogspot.com/

  5. Niesamowity artykuł. Jeszcze nigdy nie czytałem tak prawdziwej relacji z Buenos Aires. Mieszkałem tam kilka lat, a chyba bym go lepiej nie opisał. Ten wpis jest dosłownie kwintesencją tego miejsca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s