Mania nawracania

Jak to się dzieje, że w wiosce, w której mieszka kilkaset osób, są trzy kościoły? Jak wygląda chrześcijańska rywalizacja o rząd pogańskich dusz w Azji i na Pacyfiku? Co naprawdę skłania ludzi do porzucania tradycyjnych wierzeń na rzecz chrześcijańskiego bądź muzułmańskiego Boga?

Wieś Kamarora – północny Celebes, Indonezja. 200 osób. Kościół metodystyczny, katolicki i luterański. Baptystyczny w budowie.

Wyspa Ureparapara – Archipelag Banksa, Vanuatu. 300 osób. I trzy kościoły – jehowici, anglikanie i zielonoświątkowcy. Anglikanie w nowo zakładanych ogrodach zabronili zakopywać w ziemi tzw. kamieni żywnościowych, które według tradycyjnych wierzeń zapewniają obfitość plonów przez dziesięciolecia. Część mieszkańców nadal po kryjomu zakopuje kamienie, ale nie przyzna się do tego nawet wodzowi wioski.

Region Langsi i Batutumonga – Tana Toraja, Indonezja. Więcej kościołów niż wiosek, choć rzadko która liczy więcej niż 30-40 osób.

Oprócz kalejdoskopu chrześcijańskich kościołów miejsca te łączy jeszcze jedna rzecz. Trzydzieści, czterdzieści albo pięćdziesiąt lat temu wszystkie one miały własne tradycyjne wierzenia. Najczęściej animistyczne. Ich mieszkańcy wierzyli w potęgę lasu, majestat morza, moc wulkanu.

"Gereja" to po indonezyjsku kościół

"Gereja" to po indonezyjsku kościół

W Zatoce Marau na Wyspach Salomona misjonarze stwierdzili, że tradycyjne miejsca kultu, gdzie przez stulecia w podmorskiej grocie chowano zasłużonych wodzów wioski, nie mogą być dłużej czczone, więc wszystkie są dziś Tabu.

Gdy nałożyć na siebie współczesną mapę wyznaniową Indonezji z tą sprzed 100 lat, okaże się, że wszystkie animistyczne religie zostały wymazane przez chrześcijańskich misjonarzy.

Misja

Sumatra – jedyna chrześcijańska społeczność na tej ponad 40-milionowej wyspie to 100 000 Bataków w regionie Jeziora Toba. Borneo – Dayakowie, jeszcze przed kilkudziesięcioma laty kanibale. Celebes – lud Tana Toraja, który przez wieki chował przodków w grotach wykutych w skale. Papuasi na Nowej Gwinei, którzy pierwszy kontakt z białym człowiekiem często mieli dopiero w ostatnim półwieczu. I Flores – kultura Bajawa i inne animistyczne religie od Labuanbajo aż po Moni.

Żeby zapełnić katolickie, jehowickie, anglikańskie i luterańskie nieba, chrześcijańscy misjonarze pracują bez wytchnienia. Dziś misjonarze na Borneo i Papui mają własne linie lotnicze, w których za kosmiczne pieniądze można nawet wykupić miejsce w samolocie i raz na kilka tygodni lecieć awionetką ramię w ramię z księdzem czy pastorem wprost do serca dżungli, gdzie nadal trwa walka o dusze Dayaków i Papuasów z animistycznym diabłem.

Ciekawie przebiega również nawracanie w Chinach. Żaden z odwiedzonych przez nas narodów nie jest tak merkantylnie nastawiony do życia jak Chińczycy. Tu wszystko obraca się wokół pieniądza. Nawet wiara. Mimo że grunt to oporny, bo kultura wielu tysiącleci, dziś chrześcijańscy misjonarze pomagają zacząć nowe życie Chińczykom, którzy się nawrócą. A że wyznawców mamony jest tu znacznie więcej niż naśladowców Konfucjusza, chrześcijańskie dukaty przyciągają coraz liczniejsze rzesze nowowierców. Neofici odbierają należne im talary, raz na kilka tygodni przyjdą do kościoła, a poza tym nadal robią swoje.

A u nas tylko godzina

Na Fidżi poznaliśmy Józefa. Józef, podobnie jak setki Janów, Marii i Jakubów nosi tradycyjne imię, jakie spotkamy wszędzie na Vanuatu, Wyspach Salomona czy Floresie, a które wbiło się w te tereny wraz z krzyżem chrystusowym. Józef jest katolikiem. Od niedawna. Wiarę zmienił w zeszłym roku. Jeszcze kilka miesięcy temu był protestantem. Na pytanie co skłoniło go do tak ważnej życiowo decyzji, nie potrafi jasno odpowiedzieć. Gdy poznajemy się nieco lepiej, wyznaje jednak:

– Lubię katolickiego misjonarza. No i msza trwa tylko godzinę, a u protestantów przynajmniej półtorej. Teraz mam więcej czasu dla siebie.

No i to jest argument. Wreszcie zaczynamy do czegoś dochodzić.

Względnie młody Kościół Melanezji utworzony na Vanuatu to jedyne wyznanie próbujące łączyć tradycyjne wierzenia z nauką chrześcijańską. Tu akurat biskup wycina hołubce na uroczystościach wyświęcania księdza na wyspie Vanua Lava.

Względnie młody Kościół Melanezji utworzony na Vanuatu to jedyne wyznanie próbujące łączyć tradycyjne wierzenia z nauką chrześcijańską. Tu akurat biskup wycina hołubce na uroczystościach wyświęcania księdza na wyspie Vanua Lava.

By żyło się lepiej – w imię Boga

Przed kilkoma miesiącami na Floresie w Indonezji odwiedziliśmy polskiego misjonarza. Ksiądz Stanisław przyjechał tu ponad 40 lat temu i był jednym z pierwszych misjonarzy w tym kraju. Na animistycznym albo jako kto woli pogańskim zachodnim Floresie, było wówczas tylko kilka tysięcy chrześcijan. Dziś na niemal dwumilionowej wyspie stanowią oni ponad 90% i są najliczniejszą katolicką grupą w tym 250-milionowym kraju.

Pader Stanis, jak nazywają go okoliczni mieszkańcy, ma dziś ponad 80 lat, ale nadal tryska energią. Podczas swojej długiej misjonarskiej kariery zbudował na Floresie już 25 kościołów i niezliczoną ilość kaplic. To niewątpliwie ciepły i uroczy człowiek, który zawsze chętnie ugości przybyszów z Polski.

Nie zmienia to jednak faktu, że podczas naszej rozmowy i od czasu do czasu dyskretnie przemycanych trudnych kwestii, nie był w stanie odpowiedzieć na żaden z kontrowersyjnych tematów…

Skopię Ci dupę w imię Pana, czyli Kochaj bliźniego jak siebie samego w wydaniu katolickim na Floresie

Skopię Ci dupę w imię Pana, czyli Kochaj bliźniego jak siebie samego w wydaniu katolickim na Floresie

Czy tradycyjne animistyczne wierzenia środkowego Floresu opierające się na siłach natury są tak niewiele warte w porównaniu z majestatem chrześcijańskiego Boga, że trzeba je zniszczyć?

Jaką realną korzyść otrzymują mieszkańcy nawracanych terenów z pracy misjonarzy, którzy budują kościoły, a nawet sale zgromadzeń dla lokalnej społeczności, z których mogą jednak korzystać wyłącznie Ci mieszkańcy, którzy nawrócą się na katolicyzm?

Czy misyjne szkoły podstawowe (powtarzam – PODSTAWOWE), muszą pobierać takie same, a zazwyczaj nawet wyższe opłaty za naukę niż indonezyjskie szkoły prywatne i państwowe?

Na froncie walki o rząd dusz

Walka o rząd dusz trwa tu nadal. Na Floresie, podobnie jak w całej Indonezji, islamizacja postępuje szybko. W Labuanbajo codziennie o piątej rano rozbrzmiewa głos muezina z górującego nad osadą minaretu. Na północnej Sumatrze, w półautonomicznym rygorystycznie islamskim stanie Banda Aceh od dawna obowiązuje prawo koraniczne.

Obecnie w 250-milionowej Indonezji, będącej czwartym najludniejszym krajem świata, muzułmanie stanowią już 88% społeczeństwa. Tradycyjnie islamski rząd kraju w Dżakarcie stara się obecnie wymusić na coraz mniej wielokulturowym społeczeństwie nakaz noszenia burek przez kobiety. Do islamizacji kraju droga jednak jeszcze daleka.

Dzięki wytężonej pracy ojca Stanisława oraz tysięcy innych misjonarzy dziś niemal wszystkie wioski na Floresie są już chrześcijańskie. Tradycyjne wierzenia na centralnym Floresie i w barwnym niegdyś regionie Bajawa są już w zasadzie jedynie zasłoną dymną dla turystów. Za kilkanaście dolarów ktoś nadal chętnie odtańczy tradycyjny taniec za pomyślność plonów, ale nawracanie na wielkie religie na masową skalę uczyniło z lokalnych wierzeń jednolitą chrześcijańską i muzułmańską papkę.

Podziękowania dla pary białasów od najbardziej natchnionej z pastorów po najciekawszej mszy, w jakiej w życiu uczestniczyliśmy - Efate, Vanuatu

Podziękowania dla pary białasów od najbardziej natchnionej z pastorów po najciekawszej mszy, w jakiej w życiu uczestniczyliśmy - Efate, Vanuatu

Oczywiście misjonarze nie czynią zła. Trzeba przyznać, że zdarza się, że czynią bezinteresowne dobro. Budują systemy irygacyjne, szkoły, prowadzą działania zapobiegające szerzeniu się AIDS. Czasem bezpłatnie wyślą jakieś dziecko do misyjnej szkoły. Właśnie w tej chwili metodyści w rejonie Zatoki Mele na Vanuatu prowadzą projekt dostarczenia bieżącej wody do okolicznych wiosek.

Ale czy ofiarą za rozwój cywilizacyjny i duchowy musi być rząd dusz, zakazy zakopywania kamieni żywnościowych, odwiedzania miejsc kultu i de facto niszczenie tradycyjnych wierzeń? To pytanie, które z pewnością zadaje sobie zbyt mała grupa misjonarzy.

.

P.S. A na koniec galeria z Wysp Russella na Salomonach. Wyspy Russella to bastion adwentystów dnia siódmego. Religię traktują oni wyjątkowo poważnie. W sabat przypadający w sobotę nie wykonują oni żadnej pracy. Nie chodzą do ogrodu, a nawet nie przyrządzają jedzenia. Gdy w piątkową noc jakiś mniej ortodoksyjny wierny buchnął nam z łodzi kilka drobiazgów, w sobotę rano udaliśmy się do wodza wioski. Ten jednak do religii podchodził bardzo serio i oświadczył, że w sobotę nie ściga złodziei.

Ale Wyspy Russella i tak okazały się jednym z piękniejszych miejsc.

Wyspy Russella, Wyspy Salomona

.

Reklamy

Posted on 9 grudnia 2011, in Chiny, Fidżi, Indonezja, Vanuatu, Wyspy Salomona and tagged , , , , . Bookmark the permalink. 2 Komentarze.

  1. Fajny i ciekawy wpis. Tak trzymać! Dużo nie skomentuję, bo generalnie zgadzam się praktycznie w 100%

    • Hej moi mili wagabundyści! Jakie to ciekawe, miałem wiele bardzo podobnych przemyśleń dptyczących roli religii „naszej” na wyspach pacyfiku podczas moich jakże skromniejszych podróży po pacyfiku.
      Jestem z Wami duszą i ciałem, trzymam za Was kciuki i czekam na następne fantastyczne sprawozdania…
      Jacek, ten z Lata /Santa Cruz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s