Raz, dwa, trzy – Jezus!!

Gitarzysta coraz delikatniej glaszcze struny, klawiszowiec stopniowo wycisza kolejne uderzenia i oszalamiajaca do tej pory melodia gospel powoli staje sie juz tylko tlem. Tlum nadal spiewa jednym glosem, ale taneczna i skoczna dotychczas muzyka nabiera bardziej kolyszacego charakteru.

Spiewajaca kobieta za oltarzem ustepuje miejsca mezczyznie w srednim wieku. W zadnej z okolicznych wiosek nie ma tu ksiedza ani pastora, a mieszkancy sami prowadza msze. Mezczyzna za oltarzem to Joseph, miejscowy niby-mechanik, ktemu dzien wczesniej pod przewodnictwem naszego kapitana pomoglismy naprawic generator.

Joseph wstepuje za oltarz i powoli sie rozgrzewa. „Niech Was Bog blogoslawi” – krzyczy kilkakrotnie. „Amen” – odpowiada mu chor gardel za kazdym razem. Co jakis czas ponawia blogoslawienstwo, a nastepnie serwuje danie glowne.

„RAZ, DWA, TRZY” – krzyczy niespodziewanie w trakcie krotkiej przemowy, ze jestemy rodzina. Tlum nie daje sie jednak zaskoczyc i w okamgnieniu wykrzykuje „JEZUS!!!”, podnoszac jednoczesnie w gore zacisnieta piesc. Krzyk ogluszajacy niczym tropikalny grzmot przeszywa duszne tropikalne powietrze tak, ze ciarki dziarsko hasaja nawet po niewierzacych.

Spiewajacy „tlum” w kosciele to niemal wszyscy mieszkancy wioski, ale wcale nie przytlaczajacy legion, a jakies 25 osob. Kosciol z kolei to cztery filary ustawione w niewielkim kwadracie, podtrzymujace cienki blaszany dach. Wewnatrz 3 rzedy lawek i kilka plastikowych krzesel z przodu, a pomiedzy filarami murek wysoki moze na metr.

Msza na Vanuatu to w dwoch trzecich wspolne spiewy. W przerwach wstaje ktos ze starszyzny i mowi, ze mlodzi powinni sluchac rad rodziny i starszych. Ze maz powinien dbac o zone i dzieci. Potem znowu wspolne spiewy przez kilkanascie minut. Wstaje ktos inny i wyglasza krotkie przemowienie na temat prawidlowych relacji miedzy sasiadami w wiosce. Znowu spiewy.

Krakersy i maliny

Joseph ponownie wstepuje za oltarz i oglasza „Modlmy sie”. I wszyscy sie modla. Glosno. Kazdy o cos innego. 25 osob jednoczesnie mowi albo i krzyczy, co lezy im na sercu. Maria obok nas modli sie za syna, ktory uczy sie w stolicy, sasiad po prawej stronie modli sie o dobry polow w przyszlym tygodniu, ktos dalej prosi o przebaczenie. Kosciol rozbrzmiewa kakofonia modlitw.

Podobnie jak wiekszosc mieszkancow, ten proszacy o przebaczenie rodziny, modli sie w jezyku Bislama („Aj askem forgiwnesia…”), ale zrozumienie modlitwy utrudnia raczej odleglosc od mowcy niz nieznajomosc tego najdziwniejszego jezyka, jaki dotychczas spotkalismy.

Komunie stanowia krakersy sniadaniowe przelamane na kilka czesci oraz dzban soku malinowego, z ktorego kazdy po kolei pociaga saznistego lyka.

Z kolei po mszy najbardziej niesamowita uczta, jakiej bylismy swiadkami. Kazda z rodzin przynosi jedno danie, a wielki stol przypomina polskie bozonarodzdeniowe zastawy. Wspolny obiad na trawie trwa co najmniej godzine, a przez kolejnych kilka wszyscy wyleguja sie w cieniu, kontemlujac wlasne jestestwo.

Abys dzien swiety swiecil

Niedziela to na Vanuatu dzień wyjątkowy. Rano większość mieszkańców spotkamy w drodze do kościoła, a po 10 wylegujacych sie na trawce przed domem lub na glównym skwerku we wsi. Od poniedzialku do soboty cale wioski pracują w przydomowych sadach, uprawiajac taro, yam, papaje czy lowiac ryby, ale w niedziele w niektorych osadach nawet plywanie w rzece czy na rafach jest niemile widziane.

No i uczty. Na 7 niedziel spedzonych na Vanuatu, piec razy zostalismy zaproszeni do wstępnego swietowania, a 3 z tych spotkan zakonczone byly prawdziwymi ucztami i biesiadowaniem calej wioski.
Kilka dni temu na wyspie Vanua Lava bylismy swiadkami wyswiecania nowego ksiedza. Na te okazje przyjechal nawet biskup w rozowej koszuli, który jak sie wkrótce mialo okazac, jest rowniez doskonalym tancerzem.

Dwugodzinna msza, która tym razem, nie wiedziec czy to przez obecnosc biskupa czy tez 8 innych okolicznych ksiezy, nie miala nawet polowy polotu i spontanicznosci typowych dla vanuatanskich wiernych, byla tylko wiernym odklepaniem formulek na nadwislanska modle.

Ale pozniej rozpoczela sie biesiada.

Homo sum humani

W miejscowosci Sola, bedacej stolica Archipelag Banksa i Torresa, mieszka ok. tysiaca os. Z okazji wyswiecania nowego ksiedza, na wspnym pikniku zgromadzila sie co najmniej polowa mieszkanc wyspy. Bylo wspne sniadanie, leniuchowanie w oczekiwaniu na lunch, przemienia biskupa, wodza, starszyzny wioskowej oraz ksiezy, a takze najwieksza uczta, w jakiej uczestniczylismy na Vanuatu.

Kurczaki w przeroznych sosach, rzadko widywane w tym kraju wolowina i swieze warzywa oraz danie glowne – Lovo – prosie pieczone w calosci w lisciach w bananowca w dole ziemnym zasypanym goracymi kamieniami.

A nastepnie czesc artystyczna i biskup w roli didzeja puszczajacy przeboje w rytmie Jammin’ Boba Marleya. Na trawiastym parkiecie pod gigantycznym drzewem banyan na zmiane a to tance, a to szesciesiecioletnie matrony prezentuja kabaret, parodiujac wspolczesne zespoly rockowe. Co jakis czas, gdy tlum przestaje juz pokladac sie ze smiechu i znow wpada w taneczny szal, porwany chwila i biskup wywija holubce.

Tak wlasnie wygladaja niedziele spedzane z niezwyklym ludem Vanuatu.

P.S. Jak zwykle z SailMaila, wizualna posucha. Jesli macie ochote obejrzec kilka zdjec z najlepszej mszy, w jakiej w zyciu uczestniczylismy, zapraszamy do galerii z Efate, ktora z wrodzona sobie zapobiegliwoscia, z mysla o Was, dodalismy za wczasu – https://picasaweb.google.com/vagabundos.pl/EfateVanuatu?authuser=0&feat=directlink

.

Advertisements

Posted on 20 października 2011, in Vanuatu and tagged . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s