Z pamiętnika podróżnika – Tour de Flores

Dziś ewenement. Autorski pamiętnik w wykonaniu Pauli. Odkąd 3 miesiące temu zmęczyło mnie prowadzenie zapisków naszych codziennych ciekawostek i wrażeń, to jakże ciekawe i wartościowe zajęcie przejęła najlepsza z żon.

W związku z żywymi reakcjami na Fejsie, jakie wywołały nasze zdjęcia z Komodo i nurkowania, poniżej prezentujemy krótki wybór z ostatnich dni. Jednak żeby nie było tak słodko, z naciskiem na dni w drodze, których ostatnio nie brakowało.

No i te manty…

19.07 – Bali, droga do Labuanbajo

Nie najlepszy start na Bali. Męcząco, gorąco i potwornie kantują. Wszyscy są twoimi przyjaciółmi i nie daj boże dowiedzą się, gdzie jedziesz, już biegną, żeby ci „pomóc”, czyt. zedrzeć z ciebie kilkadziesiąt tysięcy.

Ale za to Bali ma najpiękniejsze pamiątki w całej Azji.

Poznaliśmy też dwóch nowych ciekawych podróżników – 52 letnią Brytyjkę, która sprzedała dom w Londynie, żeby założyć biznes w mniejszym mieście, a póki co wyruszyła w podróż na kilka miesięcy do Azji. Kilka lat wcześniej 2 lata podróżowała po Ameryce Południowej, Środkowej i Północnej. Druga to Francuzka – lat 27, inżynier zajmujący się konstruowaniem robotów w kosmosie, podróżuje dookoła świata. Obie mówią, że Kolumbia jest niezwykła.

To samo twierdził Roni na Palawanie i kilka innych osób. Źle nam to wróży.

Stoisko Inglota w Indonezji?

Stoisko Inglota w Indonezji?

21.07 – Labuanbajo

W Labuanbajo wylądowaliśmy około 3:30 w nocy. W samą porę na pierwszego porannego muezina. 48 godzin ciągłej jazdy i szczątkowego snu okazuje się być górną granicą mojej wytrzymałości. Rafał naładowany adrenaliną po rekonesansie wynalazł razem z Francuzką zamiast jednego dnia nurkowania 3-dniowy Liveaboard – pobyt na łodzi z nielimitowanym nurkowaniem w prawie rozsądnej cenie.

22.07 – Labuanbajo

Warany na Rincy (uwaga redaktorska nadętego bufona – czyt. „rinczy”). Miało być jak w Jurrasic Parku z dzikimi smokami pożerającymi bawoły, a skończyło się na leniwych jaszczurach wylegujących się wokół kuchni. Trzeba przyznać, że są dość duże i z oczu patrzy im dzikość, ale najbardziej imponujące są 5-centymetrowe pazury.

Niby tylko jaszczurka, a prawie jak smok

Niby tylko jaszczurka, a prawie jak smok

Snorklowanie zapowiada całkiem przyzwoite nurkowanie.

25.07 – Park Narodowy Komodo – Liveaboard

Fantastyczne nurkowania i rewelacyjny klimat mieszkania na łodzi. Nurkowanie, wylegiwanie się na pokładzie, wieczorem zimne piwko i pogaduchy.

Pierwszy raz nurkowaliśmy po ciemku. Ma się uczucie, że cały świat to tylko Ty i skrawek korala oświetlony latarką. Wszędzie dziesiątki krewetkowych oczu, śpiące ryby, maszerujące nudibranche, nieśmiałe krewetki mantis.

Elvina – Francuzka, z którą przejechaliśmy niemal 1000 km, nie wiedząc z kim mamy do czynienia, zmieniła nasze wyobrażenia o nurkowaniu. Z delikatnie znudzonych,  bo co może być lepsze niż Egipt, przemieniliśmy się w podekscytowanych nieskończonymi możliwościami nurkowania. Tyle jeszcze przed nami – przeróżne rekiny, delfiny, lwy morskie, wieloryby, nurkowanie w chłodnej wodzie z zupełnie nowymi zwierzętami, nurkowanie w kombinezonie suchym.

No i nasz instruktor – Willy i jego hasła przewodnie.

„Coral here is ‘mazin’!”

“It’s definitely very beautiful”

“Slowly, slowly. Enjoy your dive. Enjoy your holiday”

Słyszane kilkanaście razy dziennie, przez 3 dni.

SS Enterprise podchodzi do lądowania, odbiór...

SS Enterprise podchodzi do lądowania, odbiór...

Manty!!!!! Makasar Reef = Manta Point wysadza z butów. Ogromne 5-metrowe manty szybowały koło nas niczym wielkie ptaki. Prąd był tak silny, że trzeba było trzymać się obiema rękoma, żeby nie zostać porwanym.

Powoli zaprzedajemy duszę liveabordom.

nadęty bufon i maczeta z pomponem w pełnej krasie

nadęty bufon i maczeta z pomponem w pełnej krasie

30.07 – Moni

Dotarcie do Moni zajęło nam prawie 9 godzin. Wielokrotnie zdawało nam się, że jeśli dojedziemy to na pewno bez pup. Po drodze trafiliśmy na klimatyczny rynek w jednej z wiosek nieopisanych w Lonely Planet, a więc i ludzie byli przemili, i nie oczekiwali pieniędzy za każdy uśmiech. Rafał po godzinnych negocjacjach od chłopa na rynku kupił wielką maczetę z pomponem (uwaga redaktorska nadętego bufona – czyt. tradycyjny nóż ze  środkowego Floresu, używany w celach sacrum i profanum).

Wszystkie wioski tutaj są już chrześcijańskie i tradycyjne wierzenia zostają już w zasadzie tylko szopką dla turystów. Nawracanie ludzi na wielkie religie czyni z przepięknych kolorowych wierzeń jednolitą chrześcijańską czy muzułmańską papkę.

Droga niesamowicie widowiskowa z polami ryżowymi, przepięknymi górami, majestatycznymi wulkanami i ciekawymi ludźmi. A samo Moni wydaje się być uroczą wioseczką wśród pól ryżowych z masą małych hotelików i restauracji. Cenowo zdecydowanie nie najniższa półka.

Oblicza Floresu

Oblicza Floresu

Po kilku dniach ponownie spotykamy naszego Portugalczyka. Tego samego, który prowadzi notatki na setkach małych karteczek, odkąd przed kilkoma miesiącami „zamókł” mu laptop, gdy jego łódź zatonęła na pełnym morzu w Papui-Nowej Gwinei. Sam ledwo uszedł z życiem, a plecak, wraz z pół toną chrupek, które przewoziła łódź, po kilku godzinach fale wyrzuciły na brzeg. Następnych kilka godzin zajęło mu namawianie członków załogi do zabrania ważącego teraz kilkadziesiąt kilo plecaka.

01.08 – droga do Riung

Potworność!! Wyjechaliśmy o 9 rano, dojechaliśmy na 20 wieczorem. 2 ostatnie godziny jechaliśmy już po ciemku, modląc się, żeby ta męczarnia się już skończyła. Droga na północnym Floresie jest pośladkowym koszmarem, a Indonezyjczycy za grosz się nie znają na odległościach. Pytając 3 różne osoby o odległość do pobliskiego miasta otrzyma się 3 zupełnie różne szacunki – od 3 do 70 „kilo”. Po 2 godzinach trzęsawiska na tych rzekomych 3 km ma się wrażenie, że może mieli na myśli, że można stracić „3 kilo” zanim się dojedzie??

W przeciwieństwie do "drogi krajowej nr 2 na Floresie", gdzie najlepiej jedzie się piaszczystym duktem, tzw. "trans-Flores highway" jest nawet głównie asfaltowy

W przeciwieństwie do "drogi krajowej nr 2 na Floresie", gdzie najlepiej jedzie się piaszczystym duktem, tzw. "trans-Flores highway" jest nawet głównie asfaltowy

Dziwne, że dopiero dziś, ale złapaliśmy wreszcie gumę. Przesiedzieliśmy 2 godziny u wulkanizatora na wsi, delektując się indonezyjską technologią i rozmowami z miejscowymi. Urocze.

.

Na deser jeszcze kilka zdjęć z nurkowania w Parku Narodowym Komodo:

Park Narodowy Komodo, nurkowanie, Indonezja

.

Reklamy

Posted on 4 sierpnia 2011, in Indonezja and tagged , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s