Z pamiętnika podróżnika – Birma – Autostopowa niespodzianka

Dziś prezentujemy kolejnych kilka kartek z pamiętnika, z których dowiecie się między innymi po czym w Azji można poznać, że jest niedziela czy Francuzi naprawdę powinni protestować oraz jak pić herbatę przez zamknięty termos. No i oczywiście dlaczego autostop w Birmie rządzi.

20.02 – Nyaungshwe

Wyprawa łodzią dookoła jeziora. O rejonie Inle koniecznie osobny artykuł, bo szkoda tutaj miejsca.

W jednej z bardziej autentycznych wiosek - Kyauk Daing, gdzie nadal tętni prawdziwe życie Inle, wkręciliśmy się w garncarstwo...

W jednej z bardziej autentycznych wiosek - Kyauk Daing, gdzie nadal tętni prawdziwe życie Inle, wkręciliśmy się w garncarstwo...

Zżyliśmy się też ostatnio z naszymi Francuzami, jadącymi dookoła świata. Która to już taka para, którą spotykamy gdzieś na końcu świata… Dziesiąta? Piętnasta?

Dziś przy kolacji po raz kolejny wyszły na jaw kwestie socjalizmu we Francji i roszczeniowej postawy obywateli (to już trzecia para Francuzów, z którą na kilka dni splotły się nasze losy). Dla przykładu za 35-godzinny pracy we Francji pensja minimalna wynosi 1000 euro na rękę, zasiłek dla bezrobotnych można otrzymywać nawet przez 2 lata, zaczynając od 75% ostatniej pensji, a bezrobotni bez prawa do zasiłku mogą otrzymać minimum socjalne wynoszące 400 euro. Przy polskiej mentalności takie udogodnienia, pogrążyłyby kraj w bankructwie w pół roku. Tymczasem Francuzi ciągle protestują.

Przy śniadaniu z dwadzieścia minut próbowaliśmy ustalić, jaki dzisiaj dzień. Ostatecznie polegliśmy, a później zupełnie o tym zapomnieliśmy. Że jest niedziela, wydało się dopiero wieczorem, bo we wszystkich barach jak zwykle grała liga angielska.

22.02 – Nyaungshwe

Leniwy dzień w oczekiwaniu na wieczorny autobus okazał się pełen pozytywnych niespodzianek. W ciągu dnia dla zabicia czasu wybraliśmy się na 10-kilometrowy spacer za miasto, podczas którego maszerując przez kilka ciekawych wiosek trafiliśmy m.in. do domowej fabryki chrupków ryżowych. Zaciekawieni widokiem podwórza, które w całości pokryte było suszącymi się dziwnymi płachtami, wtargnęliśmy do środka. Jak zwykle przemili Birmańczycy przywitali nas ciepło, wyjaśnili, co tylko byli w stanie, a na pożegnanie obdarowali nas jeszcze dwoma pakami czipsów. Naród ten jest słodki do bólu.

Młodzi mnisi kontemplujący obecność białych twarzy w ich nieodwiedzanym na ogół klasztorze

Młodzi mnisi kontemplujący obecność białych twarzy w ich nieodwiedzanym na ogół klasztorze

Zaliczyliśmy też odkrycie roku. Po ponad dwóch tygodniach pobytu i picia zielonej chińskiej herbaty 2-3 razy dziennie, odkryliśmy, że ratanowy korek, który zamyka każdy termos, jest tak zbudowany, że przecieka przez niego herbata, a liście zostają wewnątrz. Dzięki temu herbatę można lać przez „zamknięty” termos i nie trzeba za każdym razem go otwierać, jak mieliśmy to w zwyczaju.

23.02 – Hsipaw

Wbrew temu, czego naczytaliśmy się w relacjach z Birmy, autobus z Inle do Mandalay okazał się wyśmienity. Podobnie zresztą jak ten wcześniejszy z Yangonu do Inle. Zdaje się, że to nie my mieliśmy szczęście, a w ostatnich dwóch latach Birma wykonała jakiś skok cywilizacyjno-transportowy, bo wszystkie nocne wyglądają teraz całkiem nieźle. Oczywiście nadal ogłusza birmańskie karaoke, a silniki co jakiś czas muszą być chłodzone wiadrami wody, ale to już zupełnie inna historia.

Jak zwykle zatem, jakieś 4-6 godzin udało nam się przespać w kilku ratach. A następnie po 12-godzinnej nocnej podróży w Mandalay od razu przesiedliśmy się na 6-godzinną do Kyuakme. Zawiedzeni jednak atmosferą tego miasteczka, jeszcze dziś postanowiliśmy ruszyć dalej.

Pampuch nadziewany orzeszkami i Quench - nasz codzienny birmański nałóg

Pampuch nadziewany orzeszkami i Quench - nasz codzienny birmański nałóg

Jako że nie chciało nam się czekać 2 godzin na kolejny autobus, przetarliśmy sandały i ruszyliśmy za miasto na stopa. Liczyliśmy się z faktem, że koło dwudziestej możemy być zmuszeni do rozbijania biwaku gdzieś w rowie, ale postanowiliśmy zaryzykować.

I to był strzał w dziesiątkę. Wbrew pozorom podróżowanie autostopem po Birmie nie jest chyba takie trudne, bo my wypasioną podwózkę złapaliśmy już po jakiś 10 minutach marszu główną drogą (i godzinie czasu, którą zajęło nam dotarcie do niej przez wioski i pola).

"No, koszulina mi się trochę przetarła na plecach i nawet nie miałem kiedy zacerować..."

"No, koszulina mi się trochę przetarła na plecach i nawet nie miałem kiedy zacerować..."

W każdym bądź razie dwóch handlarzy jadeitu, udających się właśnie służbowo do Chin, opowiedziało nam tyle barwnych historii, że nasz powstający właśnie artykuł o juncie wojskowej w Birmie będzie chyba dużo ciekawszy niż się zapowiadał. Aż szkoda, że jechaliśmy razem tylko godzinę.

25.02 – Hsipaw

Kolejny dzień w krainie bye-bye’ów. Nie wiedzieć czemu w tej części kraju podstawowym zwrotem międzynarodowym, jaki znają wszyscy dzieci i dorośli jest „Bye, bye”, które w ich mniemaniu oznacza „hello”. Tak więc we wszystkich wioskach, sklepikach, knajpkach i mniej turystycznych miejscach dzieci już z daleka witają nas radosnym „Bye, bye”.

My również po 12 dniach mówimy „bye, bye” prowincji Shan, z którą zdążyliśmy się już nieźle zaprzyjaźnić. Pora zobaczyć coś innego w tym arcyprzyjaznym kraju.

Uśmiechy w domu i przy pracy w polu - niemal jak u Konopnickiej. Taka jest właśnie mniejszość Shan

Uśmiechy w domu i przy pracy w polu - niemal jak u Konopnickiej. Taka jest właśnie mniejszość Shan

P.S. Wieczorem Paula zjadła arbuza większego od siebie.

26.02 – Hsipaw – Pyin-U-Lwin

Plan na dzisiaj – przejazd pociągiem 3-ej klasy z Hsipaw do Nawnghkio, a następnie kolejna próba autostopowa do samego Mandalay.

Komu kurczaka, komu mango, komu??!! A może makaronu?

Komu kurczaka, komu mango, komu??!! A może makaronu?

Pociąg wybraliśmy wyłącznie w celach krajoznawczych, bo właśnie na odcinku, którym będziemy przejeżdżać (a konkretnie między Kyuakme a Nawnghkio) pokonuje on wąwóz Gokteik przez jeden z najwyżej zawieszonych mostów kolejowych na świecie.

Podróż okazała się całkiem przyjemna, ale raczej ze względu na możliwość obserwowania birmańskiej codzienności kręcącej się wokół rozkładu pociągu w licznych wioskach po trasie niż przez sam wiadukt Gokteik. Most choć faktycznie bardzo widowiskowy, to zdecydowanie przegrywa w konkurencji z Birmańczykami. Jak zwykle w mijanych wioskach, tym razem przez okno pociągu, zagadywał nas, kto tylko znał kilka słów po angielsku.

A stopa przekładamy na jutro, bo podróż pociągiem tak nam się spodobała, że zamiast do Nawnghkio postanowiliśmy pojechać do samego Pyin-U-Lwin, kolonialnego kurortu górskiego.

Pokonanie 140 km birmańskim pociągiem z Hsipaw do Pyin-U-Lwin zajęło nam równo 7 godzin.

Przejazd wiaduktem Gokteik. Trzeba przyznać, że niezły, ale widywaliśmy lepsze widoki

Przejazd wiaduktem Gokteik. Trzeba przyznać, że niezły, choć widywaliśmy lepsze widoki

27.02 – Pyin-U-Lwin, Mandalay

Miał być przejazd niecałych 100 km stopem, a skończyło się na jednym z najbardziej niesamowitych dni w tym kraju (o ile nie podczas całej podróży) i proszonej kolacji w ekskluzywnej restauracji.

To nie jest ciekawostka ani żart. Tak naprawdę wyglądają współczesne taksówki na ulicach Pyin-U-Lwin. Innych nie ma.

To nie jest ciekawostka ani żart. Tak naprawdę wyglądają współczesne taksówki na ulicach Pyin-U-Lwin. Innych nie ma.

Stop oczywiście bez problemu. Z przygodami, bo okrężną drogą. Z naszym chińskim imigrantem, miejscowym drobnym przedsiębiorcą przez pół dnia kręciliśmy między jego kurzą fermą, lokalną fabryką ciastek, a chińskim domem. Żona w ciąży z bliźniakami, 14 tysięcy niosek na farmie i niekończące się zapotrzebowanie na jajka w fabryce.

Vagabundos i kurczaki

Vagabundos i kurczaki

Na zakończenie dnia Ma Ja Shin, pierwszy tak miły Chińczyk, jakiego kiedykolwiek spotkaliśmy, zaprosił nas do świetnej restauracji, gdzie odżyły wspomnienia wspaniałych chińskich i tajskich smaków. Kurczak w orzechach nerkowca, krewetki w cieście, tajska zupa Tom Yum z owocami morza oraz doskonałe na wpół ścięte marynowane jajka na ostro – chiński specjał, z którym do tej pory się nie zetknęliśmy. Mimo że w Birmie, to niemal jak w Chinach, wszystkie potrawy wspólne, a ich ilość na pokaz nie do przejedzenia.

Rewelacyjnie było choć przez jeden dzień obserwować Birmę oczami Chińczyka mieszkającego tu już od trzech pokoleń, ale wciąż mającego świerze spojrzenie na ten kraj. A to dzięki 15 latom spędzonym na zmywaku w Japonii.

P.S. W Birmie jesteśmy już 20 dni, przed nami jeszcze tydzień, a do tej pory każdy dzień niósł tak niebywałe wydarzenia, że aż strach pomyśleć, co wydarzy się w najbliższych dniach. A przed nami jeszcze całodzienny spływ rozklekotanym parowcem w dół Irrawaddy – jednej z najpotężniejszych rzek Azji, Bagan – starożytna równina usiana tysiącami świątyń i Bóg wie, co jeszcze.

.

P.S. A na deser nowa porcja zdjęć z Birmy. Tym razem głównie okolice Mandalay i Hsipaw.

Mandalay i Hsipaw, Birma

.

Advertisements

Posted on 19 marca 2011, in Birma and tagged , , . Bookmark the permalink. 5 komentarzy.

  1. Prawie same uśmiechnięte buzie w tej Birmie. No to ja też się uśmiechnę 🙂

  2. Arcywpis ! – aż się chce tam natychmiast być tam z Wami !
    I zdjęcia, co jedno to lepsze i z trafniejszym opisem !!

    Brawo, brawo Vagabundos !

    .. a człowiek tu się zmaga ze smętnym żywiołem polskiej codzienności i przesileniem wiosennym..

  3. „…że jest niedziela, wydało się dopiero wieczorem, bo we wszystkich barach jak zwykle grała liga angielska.”

    To była sobota. Liga gra w sobotę :))))

    • @ Leszek:
      To prawda… Główne zatrzęsienie piłkarskie jest zawsze w sobotę.
      Ale trzeba przyznać, że czasem grywają i w niedzielę, bo zdarza nam się widywać mecze i wtedy. Może jakiś puchar??

      Aż dziw bierze, że przy tak wielkim zainteresowaniu piłką nożną, w Azji Południowo-Wschodniej nie ma żadnych sukcesów.

      @ Kuba:
      W Birmie faktycznie ilość uśmiechów może konkurować jedynie z Wietnamem. Ale że turystów dużo mniej, to i chęć rozmowy albo chociaż zaczepienia białych twarzy dużo większa.
      Z naszych twarzy uśmiechy nie schodziły cały miesiąc 🙂

  4. And I thought I was the sensible one. Thanks for setting me strahgit.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s