Seksturystyka w rozkwicie

Tajlandia równa się łatwy i tani seks? Z pewnością. W kraju, do którego w celach turystycznych co roku przyjeżdża ponad 15 mln osób, nie można temu zaprzeczyć. Ale podobnie jak wszystko inne w Azji Południowo-Wschodniej, nawet seksturystyka w Tajlandii nie jest czarno-biała.

Khaosan Road – turystyczne serce Tajlandii zniewala zapachem i kolorytem. Woń świeżych ananasów miesza się tu z krewetkowym Pad Thai, dekorowane kadzidełkami uliczne stoiska zaplatania dreadów ustępują miejsca straganom podrabiania wszelakich dokumentów z całego świata, a salony tatuażu konkurują z „fish massage” – masażem rybnym, gdzie akwariowe rybki obgryzają stopy.

Khaosan Road nigdy nie śpi

Khaosan Road nigdy nie śpi

Me love you long time

Tymczasem przed północą na ulice wylegają panie oferujące zupełnie inne usługi. Jeszcze kilka lat temu okupujące odległe rejony Ratchadaphisek Road i ulicy Huai Khwang, dziś dla wygody klientów przywędrowały do centrum backpackerskiego świata. Chroniąc się przed przylgnięciem łatki domów rozpusty, niemal wszystkie hotele z zakresu cenowego 10-30 zł za noc, już na wejściu swoich gości witają napisem „Hotel dla gości z zagranicy. Osoby narodowości tajskiej prosimy o pozostanie na zewnątrz”.

Osoby narodowości tajskiej radzą sobie jednak doskonale, wynajmując niewielkie pokoje w kilka osób na spółkę lub korzystając z przystosowanych do tego pomieszczeń w setkach barów Agogo w całym Bangkoku i niemal wszystkich innych miastach Tajlandii. Idąc samotnie późnym wieczorem turystyczną ulicą niemal nie sposób nie zostać zaczepionym klasycznym już „Me love you long time” albo „Massage? Bum-bum?”

Życie nocne Khaosan Road

Centra odpoczynku i rekreacji

Prostytucja w Tajlandii kwitnie od czasów wojny w Wietnamie. W 1957 r. w kraju tym pracowało ok. 20 tys. prostytutek. Po zainstalowaniu się amerykańskich baz wojskowych na początku lat 60-tych, liczba ta wzrosła do 400 tys. W 1964 r. Pod presją amerykańskiego rządu, a także aby zmaksymalizować ilość wydawanych w kraju dolarów, rząd tajski stworzył tzw. R&R – „Rest and Recreation centers”, gdzie żołnierze alianccy mogli zregenerować siły. Wraz z żołnierzami powracającymi z misji w eRenRach, na świecie szerzyła się fama dalekiego kraju na wschodzie, gdzie niemal wszystko jest za darmo.

Obecnie fama ta jest już dobrze ugruntowana i nie przeszkadza jej fakt, że ponad pół miliona osób w Tajlandii żyje z HIV/AIDS. Co więcej w obawie przed rosnącą konkurencją w postaci Kambodży, Wietnamu czy Filipin, rząd tajski podejmuje wysiłki, aby seksturyści nie wybierali innych kierunków. Według niezależnych szacunków przemysł rozrywkowy w Tajlandii jest wart ok. 4 mld USD i stanowi 3% gospodarki.

W ankiecie przeprowadzonej przez australijski magazyn wśród młodych osób wyjeżdżających do Tajlandii, 57% respondentów deklarowało, że najprawdopodobniej będzie w tym kraju uprawiać seks z „osobami narodowości tajskiej”, a 14% twierdziło, że to zależy od poznanych na miejscu osób.

Seksrynek wewnętrzny

Jakkolwiek liczba bogatych mieszkańców krajów Zachodu odwiedzających Tajlandię wydaje się duża, prawdziwy rynek usług seksulanych skierowany jest do Tajów. Spośród wszystkich osób korzystających z usług prostytutek zaledwie 5-10% to obcokrajowcy.

Jak się okazuje, w Tajlandii istnieje ogóle przyzwolenie społeczne na kontakty z prostytutkami. Ponad 95% Tajów otwarcie deklaruje, że spało z prostytutką, a znaczna większość w ten sposób odbywa swój pierwszy stosunek. Co więcej, żony zazwyczaj nie mają nic przeciwko takim skokom w bok.

Kilka lat temu jeden z posłów partii rządzącej, Thirachai Sirikhan, stwierdził, że „wizyty u prostytutek nie są w żadnym stopniu naganne, o ile mężczyzna nie przysparza problemów rodzinie”. Spośród 64 mln mieszkańców Tajlandii, 22 mln to mężczyźni w wieku 15-64 lata. Z danych New York Timesa wynika, że każdego dnia 450 tys. z nich korzysta z usług prostytutek.

Jak tylko wrócimy do Tajlandii z Birmy, spróbujemy bliżej przyjrzeć się temu zagadnieniu…

.

P.S. W Birmie cały czas borykamy się z brakiem dostępu do naszego bloga. Póki co, podobnie jak w Chinach, wpisy możemy zamieszczać jedynie mailowo – niesformatowane i bez zdjęć.

.

Reklamy

Posted on 25 lutego 2011, in Tajlandia and tagged . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s