Z pamiętnika podróżnika – Tajlandia cz.1

A miał być taki piękny wpis – i aż trzy filmiki. Podwodna pogoń za rekinami, kolejny przedstawiający zabawy z małpami w Lopburi i jeszcze jeden o ogniomistrzach na Koh Tao.

Ale jesteśmy już w Birmie, w której niestety problem z Internetem jest jeszcze większy niż w Chinach. Większość stron poblokowana, a nawet jak uda im się czasem obejść zabezpieczenia w kafejkach, to nie ma co liczyć na You Tube, bo załadowanie niewielkich zdjęć do wpisu zajęło nam ponad 3 godziny. Dlatego póki co będziemy skrupulatniej opisywać to, co widzimy, a wzrokowców zapraszamy do rozwijania wyobraźni.

Na początek urywki z pamiętnika z Tajlandii.

26.01 – Ayutthaya

Kolejny dzień odkrywania starożytnej stolicy Siamu na rowerach. Przyjemnie.

Świątynia Wat Chai Watthanaram w Ayutthayi to jedna z najlepiej zachowanych i najbardziej majestatycznych budowli Królestwa Siamu

Świątynia Wat Chai Watthanaram w Ayutthayi to jedna z najlepiej zachowanych i najbardziej majestatycznych budowli Królestwa Siamu

A także szybka zmiana planów. Przez kolejnych kilka dni mieliśmy nadal poruszać się na północ, a następnie na zachód w okolice Kanchanaburi do Parku Narodowego Erawan. Bezdroża Wietnamu oraz pyły Kambodży, a przypadku Pauli K. sroga polska zima sprawiły jednak, że już pojutrze ruszamy na Koh Tao.

Przed wejściem do świątyni czekają stoiska, na których wierni mogą nabyć ubranka dla Buddów

Przed wejściem do świątyni czekają stoiska, na których wierni mogą nabyć ubranka dla Buddów

Tymczasem wieczorem na werandzie kontynuacja Czarnych Zagadek – zgadywanek (nie)logicznych, które otrzymaliśmy w prezencie od jednego Dobrego Duszka z Polski. Zadanie bardzo wciągające, bo próbujemy odtworzyć historię, zadając pytania, na które prowadzący grę może odpowiadać jedynie „tak” lub „nie”.

Dziś trafiały się naprawdę niezłe zagadki, np. „W pobliżu rafy koralowej na wodzie unosi się martwy mężczyzna i martwy pies. Co się stało?”

Rozwiązanie: „Mężczyzna chciał łowić na rafie z użyciem dynamitu. Kiedy rzucił dynamit, pies go zaaportował i obaj zginęli.”

I pytania typu: „Czyli pies zabił człowieka? Po wyskoczeniu z łodzi? Jakimś przyrządem? I jednocześnie popełnił samobójstwo?” Bezcenne.

Nie to co wczoraj, gdzie żaden szanujący się Dział Prawny prawdopodobnie nie przepuściłby takiej oto historii: „Dawid musiał umrzeć ponieważ stał się mądrzejszy”.

Rozwiązanie: „W Wirginii w USA Dawid został skazany za morderstwo. Początkowo wyrok nie mógł zostać wykonany, bo IQ Dawida wynosiło zaledwie 59. W trakcie wieloletniego pobytu w więzieniu chłopak wiele się uczył. To oraz kontakty z adwokatami sprawiły, że jego IQ wzrosło do 73. Wówczas wyrok wykonano.”

Po rozwiązaniu tej zagadki musiałem odreagować, wypijając półtora piwa duszkiem, aby wejść na podobne obroty, co autorzy. Kolejne historie szły już dużo lepiej.

Jak widać na co dzień zajmujemy się Poważnymi Sprawami, więc na beztroskim Koh Tao powinniśmy odnaleźć się przebojowo.

27.01 – Lopburi

Jednodniowy wypad z Ayutthayi do królestwa małp. W swoim czasie opuszczona świątynia w Lopburi została zasiedlona przez makaki, które dziś nieniepokojone włóczą się po całym mieście.

Mimo wszystko największe wrażenie małpy robią właśnie w świątyni, gdzie są ich setki – chyba nawet więcej niż w Indiach i co ciekawe, te buddyjskie są bardziej uduchowione niż hinduskie. A przynajmniej sprawiają takie wrażenie, bo nie są tak bezczelne i w większości nie wyrywają niczego z rąk przechodniom. Wystarczy również przysiąść na 10-15 minut, a małpy szybko się oswajają i co odważniejsze zaczynają się po nas wspinać.

.

.

Vagabundos wśród swoich

Vagabundos wśród swoich

Tu warto jednak uważać, bo łatwo stracić kontrolę, a wśród małp rodzi się rywalizacja o nowy teren i można niezauważenie stać się areną walki. Przyznam, że czasem niełatwo opanować sytuację, mając jedną małpę na głowie, dwie na plecaku i trzy wspinające się po spodniach. Generalnie mimo że mieszkają w świątyni, to charakteru mnichów raczej nie podzielają – obgryzają plecaki, zdejmują bransoletki i ściągają spodnie.

Przyjeżdżając do Lopburi, osobiście miałem również nadzieję, że uda nam się odnaleźć klasztor, do którego 7 lat temu zostałem zaproszony przez mnichów. Nie mając gdzie spać i bez celu włócząc się wówczas po mieście, zapewne w nadziei niewydania 20 zł na nocleg (miałem wówczas wyjątkowo napięty budżet – przez 5 tygodni wydałem 1300 zł), przypadkiem trafiłem nad rzekę, gdzie szybko przygarnęli mnie mnisi, z którymi przegadałem pół nocy. Dla nich też byłem nie lada atrakcją, z dalekiej Polski – kraju Jerzego Dudka, który po niedawnym transferze do Liverpoolu był tu drugą figurą z Polski po papieżu. O tamtym spotkaniu można by napisać wiele, począwszy od mojej nauki tajskiego, przez dyskusje o wielkich religiach – chrześcijaństwie, piłce nożnej i buddyzmie, na porannej wyprawie po jałmużnę z mnichami kończąc.

Przyznam, że tym razem liczyłem na podobne wrażenia. Niestety klasztoru nie udało się znaleźć. Może jeszcze raz spróbujemy po powrocie z Birmy.

30.01 – Koh Tao

Kolejny dzień na Koh Tao. Ponownie słoneczna plaża, zmrożone szejki i przepyszne dania pachnące kokosem i trawą cytrynową. Wydarzeniem dnia okazał się spacer na drugi koniec plaży w poszukiwaniu jeszcze smaczniejszego Pad Thai i bardziej owocowych szejków.

A wieczorne popijanie kubełków tajskiej whiskey z colą umilają Mistrzowie Świata żonglerki ogniowej. Ogniomistrzowie to częsty widok na plażach Azji Południowo-Wschodniej, od Wietnamu po Filipiny. Jednak to co wyprawiają chłopaki z Koh Tao, przechodzi ludzkie pojęcie. Żonglerka ogniem, łapanie pochodni stopami, salta i akrobacje z płonącymi kijami – a wszystko to w ramach autorskiej choreografii w rytm dzikiej muzyki.

mistrzowie żonglerki ogniowej

Jak się później miało okazać większość ogniomistrzów, za dnia pełniących funkcję kelnerów, to Birmańczycy przyjeżdżający tutaj w poszukiwaniu lepszego życia. W większości w Tajlandii już od 3-8 lat, niektórzy tylko na Koh Tao, inni w odysei po tajskich wyspach i kurortach. Azjatycka globalizacja i podróże za chlebem. Żyjąc w europocentrycznym świecie łatwo zapominamy, że gdzieś na drugim końcu świata trwa prawdziwa walka o byt.

.

.

1.02 – Koh Tao

Trzy dni nicnierobienia to wystarczająco męczące zadanie (szczególnie dla mnie, po dziewczynach nie widać było znudzenia), więc nieróbstwo stacjonarne zamieniamy na objazdowe.

Mimo że morze okazało się potężniejsze od naszych oczekiwań, dzień zakończony pełnym sukcesem. Trzymetrowe fale przelewające się przez naszą łupinę może i uniemożliwiły opłynięcie Koh Tao dookoła, ale nie zniweczyły planu na poznanie co ciekawszych zakątków wyspy. Ostatecznie zatrzymaliśmy się na snorklowanie w trzech niewielkich zatoczkach i wybraliśmy się na niezwykłą wyspę Koh Naan Yuan, składającą się w zasadzie z trzech mniejszych wysepek połączonych plażą i świecącą na co drugiej pocztówce z Tajlandii.

Koh Nang Yuan

Koh Nang Yuan

W zatoce Shark Bay nie mogliśmy nacieszyć się, pływając z rekinami. Nie były to co prawda żadne ludojady, a jedynie żarłacz rafowy czarnopłetwy, ale z profilu wypisz wymaluj spielbergowskie szczęki. No i ponad półtora metra długości. To pierwsze tak duże zwierzę, które spotkaliśmy pod wodą. Fantastyczne uczucie.

.

.

A rekiny te na Koh Tao można spotkać codziennie rano i wieczorem, gdy dumnie patrolują płycizny Zatoki Rekinów. Czasami udawało nam się zobaczyć nawet 5 lub więcej rekinów na raz. Z natury nieco nieśmiałe, lekce sobie ważyły nasze mizerne próby podwodnych pościgów. Nieraz gdy udało nam się już zbliżyć na 1,5-2 metry, wystarczyły dwa machnięcia ogonem i do widzenia. Jutro jedziemy tam jeszcze raz. Tym razem na motorach.

Inne zatoki już nie tak intrygujące, chociaż spotkaliśmy m.in. płaszczki, papugoryby i mnóstwo innej drobnicy. A plaże wiadomo – widokówkowo. Szczególnie Koh Naang Yuan.

oko w oko z płaszczką

oko w oko z płaszczką

No a wszystko to w doborowym towarzystwie japońskiej 8-osobowej rodzinki, która w większości bała się wody, a żeby nie przyciemnić sobie skóry (standardowa dalekowschodnia fobia) przed słońcem zasłaniała się ręcznikiem lub kamizelką ratunkową. Do wody weszli nawet nie w połowicznym składzie i tylko na kilka minut. Osobliwi ludzie.

w uroczym towarzystwie chińskiej wycieczki (weselszych min nie udało nam się uchwycić)

w uroczym towarzystwie chińskiej wycieczki (weselszych min nie udało nam się uchwycić)

2.02 – Koh Tao

Niewesoło. Dzień pod znakiem wypadku skuterowego. Na szczęście nic wielkiego, bo tylko poślizg zakończony upadkiem na nibyasfaltowej drodze zasypanej piachem. Ale mimo wszystko Paula trochę się poobijała i dodała kilka nowych gustownych siniaków. Normalnie pewnie szybko przeszlibyśmy nad tym do porządku dziennego, zadowoleni, że w gruncie rzeczy nic poważnego się nie stało. Nie tym razem jednak.

Obecnie wisi nad nami widmo niebotycznej kary z wypożyczalni skuterów. Turystyczna mafia z Koh Tao jak jeden mąż wypożycza motory bez ubezpieczenia, podsuwając do podpisu kartkę z wypisanym cennikiem za każdą uszkodzoną część. Rano wyszliśmy nawet z kilku wypożyczalni, jakby wyczuwając zagrożenie. Niestety zasady wszędzie okazywały się takie same.

Teraz musimy kombinować, jakim cudem wymienić lusterko i przykamuflować obtarcia w kilku miejscach. Te niewielkie w zasadzie uszkodzenia według cennika sumowałyby się do ok. 1000 – 1500 zł. Oczywiście żaden mechanik nie chce z nami gadać, bojaźliwie spoglądając na wszystkich sklepikarzy dookoła. Po odwiedzeniu kilkunastu niewielkich zakładów udało nam się znaleźć jednego, który wyjaśnił, jak działa ten szwindel i gotów jest pomóc. Miejmy nadzieję, że jutro będzie miał lusterko.

A głowy jego żadna myśl nie mąci

A głowy jego żadna myśl nie mąci

Na rozluźnienie dziewczyny idą na kolejny tajski masaż, tym razem z aromatycznymi olejkami. Ja wreszcie będę mógł napisać tekst o Kambodży, który chodzi za mną już od kilku dni.

Poza tym trwają przygotowania do Chińskiego Nowego Roku, a my po przerobieniu otrzymanych z Polski Czarnych Historii oraz wszystkich innych zagadek lateralnych (gdzie wolno odpowiadać „tak” lub „nie” – przyp. autora) znalezionych w Internecie, łoimy w karty. Oczywiście o ile w dzień nie snorklujemy z rekinami, a w nocy nie balujemy na plaży.

.

P.S. Całe szczęście powiodło nam się z galerią. Zapraszamy do Bangkoku, Aytthayi, Parku Narodowego Erawan oraz z Lopburi. A filmiki pojawią się przy pierwszej nadarzającej się okazji.*

Bangkok i Erawan, Tajlandia
Ayutthaya i Lopburi, Tajlandia

—————————————————-

* No i proszę. Z dzikiej Birmy wróciliśmy do centrum backpackerskiego świata – na Khao San Road. Między kolejnymi kubełkami tajskiej whiskey udało nam się wrzucić obiecane filmiki. Obiecujemy, że to nie koniec.

.

Advertisements

Posted on 11 lutego 2011, in Tajlandia and tagged , , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s