Z pamiętnika podróżnika – Kambodża

Ze względów socjalnych i logistycznych tym razem w Kambodży zabawiliśmy jedynie tydzień. Tym razem, ponieważ jasne jest, że po Tajlandii i Birmie wrócimy tu na dłużej, żeby spróbować zrozumieć ten arcyciekawy kraj. A póki co urywki z końca Wietnamu, środka Kambodży i początku Tajlandii.

rynek w Chau Doc15.01 – Can Tho, Chau Doc

Na śniadanie szczur. Trzeba przyznać, że bardzo dobry, choć nie aż tak jak wczorajszy wąż. Mięso lekkie i delikatne, ale raczej nie zagości w moim menu na dłużej, bo dłubaniny z kośćmi co nie miara. No i podobnie jak w przypadku węża trudno stwierdzić czy danie takie wyborne z powodu mięsa czy po prostu sposobu przyrządzenia. Również na słodko, z imbirem, chili, limonką i dalekowschodnią zieleniną.

Poza tym nic specjalnego. Trzy godziny dojazdu do Chau Doc i aklimatyzacja w nowym miejscu. Organizacja obozu, ryneczki, te sprawy.

18.01 – Phnom Penh

Przygnębiający dzień. Śladem zbrodni Czerwonych Khmerów. Muzeum Toul Sleng i Pola Śmierci. Poruszające.

Podczas 3 lat rządów Czerwonych Khmerów zginęło ok. 2-3 mln osób, czyli 25% ludności Kambodży

Ale za to wieczorem na głównym placu byliśmy świadkami niezwykłych pokazów tanecznych. Na skwerze gromadzą się liczne grupy od kilkunastu do ponad stu osób i z własnym wielkim nagłośnieniem ćwiczą muzyko-aerobik. Ot, takie tańce synchroniczne w środku miasta. Wiele grup jest naprawdę dobrych.

Dziś młoda Kambodża żyje czym innym niż przedłużające się w nieskończoność procesy Czerwonych Khmerów.

19.01 – Phnom Penh, Siem Reap

W autobusie przez 6 godzin melodramatyczne, rzewne i słodkie do bólu karaoke. Azja Południowo-Wschodnia w pełnej krasie. Po trzech godzinach nawet się wciągnęliśmy. No i iPod. Nawet trudno sobie wyobrazić, jaką frajdę sprawia słuchanie polskiej muzyki podczas tak długiej nieobecności w kraju.

mnisi buddyjscy

Za to podczas postojów na prowincji pełen folklor. Karaluchy smażone na głębokim tłuszczu i pająki w typie Tarantuli. Przyznam, że smaku karaluchów prawie nie czuć. Początkowo raczej mają teksturę i chrupkość czipsów niż jakiś określony smak. Dopiero po przeżuciu pojawia się jakaś dziwna, prawdopodobnie chitynowa, nuta smakowa – zgoła nieciekawa. No i później, przez jakieś dwie godziny nieapetycznie odbijają się wysmażone pancerzyki.

Za to pająk znacznie lepszy. Na słodko, też dobrze wysmażony, drobne owłosienie na kończynach prawie niewyczuwalne (ze specjalną dedykacją dla Mikiego filmik ze spożywania:)

Obie potrawy polecane raczej dla poszukiwaczy niecodziennych doznań niż smakoszy. Smak poprawiłem świeżym ananasem.

A cały wieczór przegadaliśmy z koleżanką z liceum, która onegdaj zaginęła w Azji. Dziś uczy tutaj angielskiego, zakochana w azjatyckim tempie życia, gdzie nie musisz mieć, żeby być. Podobnie jak wielu innych, z Cywilizacji Zachodu wygnała ją gonitwa za posiadaniem. A ściągnęły świeże kokosy, hamak i szczery uśmiech dzieci bawiących się patykiem.

21.01 – Siem Reap

Jeden z najdłuższych dni do tej pory. Angkor pochłonął nas od świtu do zmierzchu i wyjątkowo zauroczył. Najciekawsze świątynie to w naszym mniemaniu – Ta Phrom, gdzie dżungla upomniała się o swoje dziedzictwo i bezwzględnie odbiera sobie należną ziemię oraz Bayon – w pełni pokazująca majestat i potęgę Imperium Khmerów, gdzie 216 kilkumetrowych twarzy Buddy dumnie patrzy na 2 miliony turystów rocznie.

Świątynia Ta Phrom dzięki Tomb Raiderowi nazywana również Świątynią Angeliny Jolie

W jednej ze świątyń zagadnął nas tajski mnich, też tutaj turystycznie i równie jak my urzeczony. Przegadaliśmy szmat czasu, zgłębiając tajniki klasztornego życia, religii i tajskiej codzienności. Doskonały prognostyk przed rozpoczynającą się już jutro tajską przygodą.

Jednak najbardziej poruszającą rozmowę przeżyliśmy wieczorem w restauracji. Okazało się, że obsługujący nas 20-letni kelner pracuje w Siem Reap, żeby zarobić na szkołę i jednocześnie utrzymuje rodzinę na wsi. Wydawać by się mogło, że historia jakich wiele, bo niemal wszędzie w Azji edukacja jest płatna i najczęściej bardzo droga. Rozmowa zaczęła się niewinnie, bo chłopak chciał się po prostu dowiedzieć, ile może kosztować niewielki laptop – taki jak nasz. W tym roku skończy liceum i chciałby uczyć się dalej. Ma jednak nikłe szanse na uzbieranie 50 USD miesięcznie na opłacenie studiów. Jego wymarzonym kierunkiem byłaby informatyka, stąd marzenia o komputerze, którego prawdopodobnie jeszcze długo nie będzie miał. Póki co stara się wysyłać pieniądze rodzinie na wsi.

Problemy dnia codziennego mieszkańców Azji nie są wydumane. Szczere, radosne, lecz mimo wszystko zatroskane oczy tego chłopaka zostaną z nami chyba na zawsze.

Ile wart jest jeden dolar?

23.01 – Bangkok

Dziś Pałac Królewski i ping pong show.

Dzielnica „czerwonych latarni” Patpong stała się jednak czymś na kształt cyrku dla turystów, gdzie po zmroku ściągają setki spragnionych wrażeń obcokrajowców. Tajowie tymczasem golą ich aż miło. Prawdziwe kluby „tajskiego masażu” poprzenosiły się najprawdopodobniej w inne okolice, a na Patpongu naciąganie trwa w najlepsze. Naprawdę ciężko nie paść ofiarą jakiegoś przekrętu. Nam się nie udało.

Chętni zobaczyć ping pong show, czyli partyjkę pingla z waginą ściągają w szemrane rejony, gdzie wprawieni naciągacze zawyżają rachunki i zaciągają naiwnych turyściaków do podstawionych melin wyspecjalizowanych raczej w przekrętach niż w go-go.

A pałac jak to pałac – imponujący. Dziewczyny powalił na kolana – a mnie średnio, bo było gorąco i kazali założyć mi długie spodnie.

(Uwaga redaktorska – sczytanie prototypu pamiętnika przez tym razem czworo damskich oczu, zaowocowało buntem wobec niewystarczającego majestatu pałacu. A zatem:).

Pałac jest niewybrednie majestatyczny. Niemal wszystkie wieżyczki, stupy i świątynie zdobione są szczerym złotem. Ich majestat onieśmiela nawet największych laików, a majestatyczne dekoracje, skądinąd wszystkie z mozołem ręcznie wykonane, powalają swoim majestatem. No i kazały jeszcze dopisać o złocie. Złoto, złoto, złoto. Warto zabrać okulary. Naprawdę.

demony z tajskiej mitologii strzegą pałacu, a jeśli coś ukradniesz, będą Cię prześladować w nocy

Ciekawostka: Szmaragdowy Budda, znajdujący się w głównej świątyni pałacu, wykonany z jednego kawałka jadeitu (nota bene naprawdę ciekawa historia, o której warto więcej poczytać) w ciągu roku przyobdziewany jest w trzy różne ubranka – na lato, zimę i porę deszczową. Jako że obecnie trwa tajska zima i mamy zaledwie 32 st. Celsjusza, Budda obleczony jest szczerozłotym kubraczkiem, żeby nie zmarzł.

24.01 – Bangkok

Relaks. Parki, ambasada Birmy (mówiłem już, że w lutym lecimy na miesiąc do Birmy?), straganowe przysmaki, itp.

Informacja dnia – dziewczyny zakupiły niezłe bransoletki.

Z innej beczki – kubełki tajskiej whiskey z colą (25 zł) to świetny wynalazek. I pomagają pisać pamiętnik.

w ferworze walki z myślami podczas procesu twórczego

Informacja dnia 2 – w Parku Lumphini w jeziorach pływają półtorametrowe legwany, dwucentymetrowe mrówki gryzą do krwi, a Tajowie grają w takraw, czyli siatkonogę – najbardziej widowiskowy sport, jaki udało nam się do tej pory zaobserwować.

bardzo popularny w Tajlandii takraw, czyli siatkonoga (mają tu nawet mistrzostwa)

.

P.S. Zapraszamy do galerii z Angkoru.

Angkor, Kambodża

P.P.S. Udało nam się również wrzucić w eter filmik z delty Mekongu zawierający m.in. relację z farmy pangi na rzece – do obejrzenia w poprzednim wpisie.

.

Reklamy

Posted on 26 stycznia 2011, in Kambodża, Tajlandia, Wietnam and tagged , , , , , , . Bookmark the permalink. 4 Komentarze.

  1. Kolejny doskonały wpis, którego nie udało się nawet popsuć samozwańczym redaktorkom uzupełniającym 😉

    Jestem też im dozgonnie wdzięczny, że przepuściły dedykację dla mnie !! 😉
    Jeszcze bardziej od robali urzekła mnie historia kelnera i zdanie:
    „Podobnie jak wielu innych, z Cywilizacji Zachodu wygnała ją gonitwa za posiadaniem. A ściągnęły świeże kokosy, hamak i szczery uśmiech dzieci bawiących się patykiem”

    Red. Sigiel rulez !!

    Pozdrowienia !!

    M.

    • W sumie to dziwne, bo wydawać by się mogło, że Azja Południowo-Wschodnia to chaos, rwetes i rejwach. Ale codzienność wszystkich jej mieszkańców jest zupełnie inna niż łączne wrażenie, jakie początkowo sprawia cały region.

      A dzieci Azji to historia nie tylko na ciekawy wpis, ale raczej niezłą książkę. Już kilka razy po naszych głowach kołatała się myśl, by za jakiś czas napisać coś na ten temat. Kiedyś się do tego zabierzemy.

      P.S. Uprzejme redaktorki (i współautorki!!) pozdrawiają wszystkich czytających.

  2. hej – filmik o jedzeniu robakow super! Ma dramaturgię jak u Hitchcocka. jak zobaczylam tego olbrzymiego pajaka, to az mna zatrzeslo:) pozdrofka z Wawy

  3. Kamil Dawolna

    Sper artykuł, najlpeszy jaki znalazłem a przygotowuje sie do wyjazdu. Dzięki za rady, choć tych robakków mogliście oszczędzić 🙂
    Mam pytanie, bo zgodnie z tym co przeczytałem na http://www.safetrip.pl/kambodza do Kambodży trzeba zabrać 2 zdjęcia do wizy. Czy to prawda? Wolę zapytać, żeby potem nie było buby na przejściu.
    Dzięki za opdowiedź.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s