Scenariusz nienapisanych wpisów – Filipiny

W dzisiejszym odcinku nie piszemy o Filipinach, czyli (prawie) wszystko, co jeszcze chcielibyśmy Wam o nich opowiedzieć, ale się nie zmieściło.

W rytmie tańca i różańca

Filipińczycy to najweselsi i najbardziej rozśpiewani ludzie, jakich do tej pory spotkaliśmy. Wpływy hiszpańskich kolonizatorów widać na każdym kroku, a wyspiarski charakter kraju sprawił, że na obrzeżach Azji mamy małą Amerykę Łacińską. Wszystko jest tu na jutro, rum leje się jak deszcze zenitalne, ludzi zajmuje jedynie kwestia, jaką rybę włożyć dzisiaj do garnka i gdzie można dobrze potańczyć.

no problem, bracie

Bo właśnie taniec i śpiew wyróżnia Filipińczyków. Śpiewają wszyscy. W samolocie kobieta kilka rzędów dalej próbuje przekrzyczeć swojego iPoda, kierowca jeepneya wtóruje radiowym przebojom, a zwykli przechodnie podśpiewują reggae. Sprawa karaoke, które w całej Azji Południowo-Wschodniej bije rekordy popularności, tu jest doprowadzona niemal do karykatury. Przed co drugim barem głośniki wystawione są na zewnątrz, aby śpiewające talenty zwabiły jeszcze więcej amatorów zabawy. O dziwo dobry śpiew słyszy się baaaaaaaardzo rzadko, ale nikomu to nie przeszkadza. Nie o to chodzi w końcu chodzi, aby ładnie śpiewać, ale bawić się.

A w niedzielę wszyscy razem na mszę. Niemal jak w Polsce, choć tutaj wszyscy w klapkach. I odmiennie niż nad Wisłą, Bóg króluje też w życiu codziennym. Najczęstsze napisy jakie widzi się na jaskrawo wymalowanych jeepneyach to „Jezus Cię kocha” albo „Bóg Cię zbawi”. Każdy kierowca ma małą Maryję lub innego świętego przy kierownicy, których regularnie pociera przed rozpoczęciem jazdy i co większym zakrętem.

Jeepney - oryginalna mieszanka graffiti, dewocjonaliów i dobrej zabawy

W życiu codziennym hasła typu „Bóg Cię przysłał”, „jeśli Bóg pozwoli” czy „dzięki Bogu” wypowiadane są niezwykle często i co najważniejsze zawsze świadomie i z głębokim przeświadczeniem o ich doniosłości. Niemal jak arabskie „Inszallach”.

Do tego 95% Filipińczyków mówi po angielsku, który, ze względu na zażyłe stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, jest tu niemal drugim językiem narodowym. Ogólnie rzecz biorąc, niezwykle barwny i przyjemny kraj do podróżowania. A jego mieszkańcy z dumą mówią, że kochają swój kraj, bo tu wszystko wolno.

Gdzie diabeł mówi dzień dobry

Filipiny to łańcuch ponad 7000 wysp pochodzenia wulkanicznego. Na archipelagu znajduje się około 400 wulkanów, z których 26 jest czynnych, a większość z nich bardzo groźnych. Swoją drogą wulkan uważany za nieaktywny również może się nagle przebudzić, jak to miało miejsce w przypadku Pinatubo w 1991 roku.

Wulkan Pinatubo nieopodal Manili jest monitorowany 24 godziny na dobę, bo jego wybuch w 1991 r. był drugą najpotężniejszą erupcją w XX wieku. Mimo ewakuacji 60 000 osób, w wyniku wybuchu zginęło ponad 800 osób, głównie w wyniku zawalenia się dachów pod ciężarem popiołów wulkanicznych w promieniu kilkuset kilometrów od wulkanu.

Najwyższy na Filipinach, niezwykle widowiskowy Mt. Mayon niedaleko Legazpi ma kształt idealnego wręcz wulkanu o stokach nachylonych pod kątem 45-50 stopni. Ten z kolei pluł lawą chociażby rok temu, co można było bezkarnie obserwować w promieniu kilkunastu czy kilkudziesięciu kilometrów. Szkoda, że nie udało nam się tego zobaczyć.

Wiele wulkanów jest zbyt groźnych, żeby się na nie wspinać, ale na co poniektóre, jak na przykład wulkan Taal 2 godziny drogi od Manili, można śmiało się wdrapać. Ten wybuchł ostatnio w latach 70-tych i choć na razie nic nie zapowiada większej aktywności, w środku gotuje się jezioro siarkowe i dymią fumarole. Przepiękna sprawa.

Wulkan Taal

Warto dodać, że wulkan położony jest na pokaźnym jeziorze, z którego majestatycznie sie wynurza, w swoim wnętrzu prezentując kolejne jezioro. Co ciekawe samo jezioro zewnętrzne też jest jedną wielką kalderą, czyli pozostałością po wulkanie, który wybuchł w starożytności, pozostawiając po sobie wielką dziurę w ziemi.

a na szczycie czekają świeże kokosy

A wokół wulkanów tętni życie, bo żyzne gleby wulkaniczne zapewniają świetne zbiory i od tysięcy lat przyciągają nowych ryzykantów.

Otwarte więzienie – resocjalizacja przez pracę

Największy tego typu eksperyment na świecie. Położone na uboczu na przestrzeni kilkudziesięciu hektarów otwarte więzienie, w którym znaczna część z ponad 2300 więźniów może poruszać się swobodnie. Co więcej, niektórzy z osadzonych w nagrodę za dobre zachowanie mieszka tu wraz z rodzinami w niewielkich domkach we wspólnej więziennej osadzie.

więźniowie przy pracy

Rytm dnia wyznacza tu praca w polu, do której zobowiązani są wszyscy osadzeni. Nieliczni strażnicy pilnują porządku, ale ekscesy się nie zdarzają, bo po pracy może być i koszykówka, i tenis. Można też wyrabiać drobne gadżety z drewna, które następnie chętnie kupi odwiedzający placówkę nieczęsty turysta. W ten sposób do niewielkiej pensji, która starcza na papierosy, więźniowie mogą dorobić sobie nawet 1000 peso (70 zł), co z nawiązką wystarczy na wystawny więzienny żywot.

na spacerniaku w więzieniu Iwahig

Przyznam, że to nieco dziwne uczucie przechadzać się po wiosce, w której większość mieszkańców ma na t-shircie napis „Osadzony” i odsiaduje wyroki od kilku do kilkudziesięciu lat, w większości za morderstwa, gwałty czy napady.

Nie uciekają, bo i po co. Mają tu dach nad głową, pełną michę, mogą mieszkać wraz z rodziną, a wyspa położona jest na tyle daleko od cywilizacji, że nawet turystom ciężko jest zorganizować stąd ucieczkę.

Podziemna rzeka

Główna atrakcja Palawanu i jedna z najważniejszych na całych Filipinach. Filipińczycy dumni są z niej jeszcze bardziej niż Komitet Noblowski z Baracka Obamy. Najchętniej chcieliby, żeby uznać ją za ósmy cud świata, na potwierdzenie czego zjeżdżają tu jak Polacy na Jasną Górę. Rocznie to miejsce odwiedza ponad 150 tys. Filipińczyków i ok. 40 tys. obcokrajowców.

Trzeba przyznać, że Podziemna Rzeka to atrakcja warta zobaczenia, jeśli jest się już na Palawanie, ale nie powiedziałbym, że to najciekawsza rzecz na wyspie. W rzeczywistości jest to 8-kilometrowa rzeka wijąca się widowiskowo przez jaskinię na odcinku ponad 8 km. Turystyczne łodzie mogą wpłynąć jedynie ok. 3 km wgłąb jaskini, ale widoki i tak są majestatyczne, od kilkunastometrowych stalaktytów i stalagmitów, po stada nietoperzy.

podziemna rzeka

Niemal każda większa formacja skalna ma własną nazwę i jak na Filipińczyków przystało, musi być tu zarówno „Przenajświętsza Panienka” czy „Maryja Zawsze Dziewica”, jak i „Sexy lady” czy „Pocałunek”.

.

P.S. A w dziale ze zdjęciami można obejrzeć ostatnią już galerię z Filipin, tym razem z wyspy Luzon.

Luzon, Filipiny

.

Advertisements

Posted on 15 stycznia 2011, in Filipiny and tagged , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s