Utknięci w dżungli

Po pobycie w gwarnym i w gruncie rzeczy męczącym Varanasi, zechcieliśmy ponownie zacieśnić więzy z naturą i postanowiliśmy wybrać się do Parku Narodowego Bandhavgarh w prowincji Madhya Pradesh. Oddalony zaledwie o 900 km na południe od świętego miasta, czyli o ok. 12 godzin pociągiem i tylko 2 godziny autobusem park wydawał się idealnym celem. Być może na mapie Indii nie oddaliliśmy się zbyt daleko, ale z pewnością przekroczyliśmy kilka kolejnych granic mentalnych.

Kobiety hinduskie z Madhya Pradesh

W Parku Bandhavgarh podobno bardzo łatwo zobaczyć dziko żyjące tygrysy, więc pokusa była nęcąca. Nęcąca tym bardziej, że park ponoć otwiera swoje podwoje od 1 października, zatem liczyliśmy, że wraz z rozpoczęciem sezonu nie będzie jeszcze natłoku turystów.

I jak? Bunkrów nie ma

Rzeczywiście natłoku nie ma. W zasadzie jesteśmy jedynymi turystami w okolicy. Jak się okazuje, sezon zaczyna się 16 i nie ma najmniejszych szans, żeby do parku dostać się wcześniej. Do małego miasteczka Tala, które słynie głównie z tego, że znajduje się w nim brama wjazdowa do parku narodowego, przyjechaliśmy w środę. Do soboty czas płynął więc nam na medytacjach, rozmowach z Hindusami (w większości na migi) i okazjonalnych wypadach krajoznawczych w teren.

Wszystkie okoliczne wioski znamy już od podszewki, obok tygrysów jesteśmy główną atrakcją co najmniej na dwa powiaty i nie ma chyba już nikogo, kto by nie wiedział, że przyjechaliśmy.

Standardowa sesja z sąsiadami w wiosce

W czwartek w nocy dojechał jeden Szwed, równie zorientowany jak my, więc w miasteczku znowu zapanowało wielkie poruszenie. W piątek pojawiła się dwójka Brytyjczyków, zatem powoli zbiera się pokaźna ekipa. Ci ostatni swoją drogą też mieli interesującą podróż, bo najpierw spędzili 15 godzin na peronie, czekając na spóźniony pociąg, a później utknęli na 2 dni w mieście Jabalpur, które słynie głównie z tego, że z niczego nie jest znane. Niedługo po przyjeździe poinformowaliśmy ich, że ze względu na święto Durga Puja bilety niemal na wszystkie pociągi na najbliższe 5 dni są całkowicie wyprzedane. Ich mina – bezcenna.

Nie ma tego złego

Choć w zasadzie dobrze jest. Siedzimy sobie na obrzeżu dżungli, tylko delikatnie podgryzani przez komary. Mieszkamy w klimatycznym hoteliku, gdzie mrówki nie są większe niż karaluchy, a karaluchów prawie nie ma. Woda tylko czasem jest żelazista. Prąd zazwyczaj jest wieczorami i czasem również po południu. Zdaje się, że oszczędzają go na sezon, który zaczyna się już jutro. Zapewne ruszy z hukiem.

Dżungla i ja

W międzyczasie urządzamy sobie długie spacery do okolicznych wiosek, gdzie ludzie przyglądają nam się z niekłamaną ciekawością, a co więksi poligloci niejednokrotnie zarzucą jakimś zasłyszanym angielskim zwrotem, na przykład „hello”.

Kobiety z lokalnych wiosek

Hindusi – Niehindusi

Ludność też jest tu zupełnie inna niż w prowincji Uttar Pradesh. Dogadać można się równie łatwo po polsku jak po angielsku. Na dworcu w pobliskiej Umarii mimo 20-minutowych starań nie udało mi się na przykład ustalić częstotliwości kursowania autobusów.

Pasterz przy pracyZresztą w „rozmowach” w Hindusami ogólnie trzeba być bardzo czujnym. Najgorsze u nich jest to, że chcą być bardzo pomocni. Niestety często sprowadza się do tego, że nie przyznają się, że czegoś nie wiedzą i na wszystkie pytania odpowiadają jak nasz premier –  „Yes, yes, yes”. Dlategoteż nigdy pod żadnym pozorem nie wolno zadawać im pytań zamkniętych (nawet na migi) i zawsze po otrzymaniu informacji należy przeformułować pytanie tak, aby wymusić udzielenie innej odpowiedzi, najlepiej przeczącej.

Stan Madhya Pradesh jest jeszcze w dużej mierze zamieszkany przez rdzenną ludność, tzw. plemiona Adiwasi. Pod względem rysów twarzy ludzie ci wyglądają niemal zupełnie jak Hindusi z północy, mają już jednak wyraźnie ciemniejszą karnację. No i żują mniej betelu, więc wielu z nich ma jeszcze białe zęby.

Smaczki

Zadanie na dziś, czyli znalezienie internetu w celu rezerwacji biletów na pociąg, właśnie zostało wykonane. Wykonane po krótkotrwałej wizycie w hotelu dla wycieczek zorganizowanych, w którym na razie nie ma żywej duszy. Zresztą nic dziwnego, skoro nocleg tutaj kosztuje 3000 rupii (200 zł). Jak już mówiliśmy w Indiach nic tyle nie kosztuje i nawet podróż pociągiem w pierwszej klasie kuszetką trwająca 40 godzin kosztowałaby pewnie ze 2000 rupii.

Infrastruktura we wsi

Bo jako internetu nie liczę pobliskiej kafejki internetowej. Nie dość że jest tu tylko jeden komputer, który ma zdjętą obudowę i musi stać na podwyższeniu, żeby lepiej się chłodzić, to jeszcze daje on ok. 70% szans, że nawet jeśli początkowo zechce współpracować, to i tak za chwilę się zawiesi. Dodając do tego nieprzewidziane przerwy w dostawach prądu, tylko szczęściarzom udaje się wysłać maila. Pomijam już fakt, że maksymalna prędkość pisania wynosi ok. 30 znaków na minutę, bo litery wyświetlają się z kilkunastusekundowym opóźnieniem. Najgorzej, gdy się człowiek pomyli i trzeba czekać, żeby coś poprawić. Nasz Szwed na przykład napisał dzisiaj pokaźnego maila do rodziny, w którym szczegółowo opisał swoje przygody, co zajęło mu niemal godzinę, a następnie przepadło jak kamień w wodę. Skończyło się na „Mam się dobrze. Pozdrawiam. M.”

Motocyklem na stopa

Piątek ogólnie był niebywale długim dniem. O świcie okazało się, że żeby móc wydostać się z tego rejonu Madhya Pradesh, jednak trzeba dostać się do najbliższego miasta odległego o 30 km, żeby osobiście wykupić ostatnie wolne bilety przydzielane na 48 godzin przed wyjazdem pociągu. A było to o tyle trudne, że o tej porze nie jeżdżą tędy jeszcze żadne autobusy i przeprawa stopem była jak zwykle najszybszym, najlepszym i najbardziej przygododajnym rozwiązaniem.

Wioskowe życie

I tak o to, po raz pierwszy w życiu, złapałem motocykl na stopa. W drodze powrotnej wszyscy okoliczni wieśniacy, którzy zdążyli się już ze mną zapoznać, nie pozwolili mi dać się odwieźć, dopóki nie obfotografowałem ich do trzeciego pokolenia wstecz i nie wypiłem co najmniej trzech herbat. W ten sposób przez kilka godzin poznałem historię kilku rodów i rozkład mieszkań, które, ze względu na wielożeństwo, również warte byłyby lepszej wzmianki. Miałem również możliwość obserwowania przygotowań do nadchodzącego święta Durga Puja, z których to mam nadzieję zamieścić filmik w tym miejscu, gdy tylko dotrzemy do prawdziwego internetu.

Tymczasem tygrys

Gdy to czytacie, my z naszym Szwedem i Brytyjczykami szukamy już zapewne króla dżungli. I lepiej, żebyśmy go znaleźli, bo jeszcze my jak my, ale Brytyjczycy chyba by się zagotowali, jeśli byśmy mieli oglądać same ptaki.

A już w niedzielę czeka nas 48-godzinna przeprawa na północ w Himalaje, gdzie też pewnie znajdziemy sobie coś ciekawego do roboty 🙂

A w międzyczasie zapraszamy do nowej galerii z naszego nicnierobienia.

Indie Centralne

.

Reklamy

Posted on 16 października 2010, in Indie and tagged , , , , . Bookmark the permalink. 3 Komentarze.

  1. Jakie wrazenia z Varanasi? Mi czasami sni sie to miejsce w koszmarach – mialam chyba zbyt duze wymagania, oczekujac jakiegos spiritual awakening. Powodzenia w Nepalu

    • Nas tez Varanasi przytloczylo na maksa. Szczegolnie teraz przed wielkim swietem Durga Puja jest niesamowicie glosne, tloczne i gwarne. Ale pomoglo nam ono zrozumiec te religie i rzadzace nia rytualy. Artykul o Varanasi w drodze 🙂

  2. Robi się coraz ciekawiej – świetny klimat. Zawsze najbardziej pociągają mnie dziury zabite dechami, które są gwarancją autentyczności. Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s