Monthly Archives: Marzec 2013

Jaja na mrozie

Lubię zimę. Tęskniliśmy nawet za nią przez te dwa lata w tropikach, a śnieg nie raz się marzył w kambodżańskim pyle i amazońskim skwarze.

Tak, lubię zimę. Najbardziej przez dwa tygodnie. Góra trzy!

Kilka dni temu wychodzę wieczorem z psem na spacer, a tu mróz trzaska tak, że gile zmieniają się w śmiercionośne sople. Pierwszy dzień wiosny już zapomniał kiedy był, kwiecień nadciąga wielkimi wełnianymi onucami, a o tej porze już dawno powinienem chodzić w sandałach.

Tymczasem spotykam sąsiadkę, psom wąsy szronem oblazły i jak nic można sobie tylko ponarzekać. Wtem jednym zgrabnym zdaniem ujęła ona całą naszą frustrację. „Choinka bez śniegu, a jaja na mrozie. W mordę.”

I gdzie logika? Pytam.

Ofiara walki o globalne ocieplenie

Ofiara walki o globalne ocieplenie

Dlatego wielkie dzięki tamtaramom za ich starania na rzecz ocieplenia klimatu i stosunków międzyludzkich. Jak już ofiara dla Pachamamy nie pomoże, to już nie wiem kto. Sam Bóg chyba. Albo Al Gore.

.

Reklamy

Falklandy czy Malwiny – kto ma rację?

W związku z ostatnim referendum na Falklandach w sprawie przynależności do Wielkiej Brytanii bądź Argentyny, w świadomości globalnej ponownie odżył spór o te wyspy. Kto ma rację?

Po pierwsze Falklandy nie istnieją. Przynajmniej w Ameryce Południowej, a w Argentynie w szczególności. Tu są tylko Malwiny. A Malwiny są argentyńskie – „Malvinas son Argentinas”. To wie każde dziecko. Koniec i kropka. Na 40 milionów mieszkańców w Argentynie nie znajdziesz nikogo, kto będzie innego zdania.

Nasza ojczyzna!

Nasza ojczyzna!

Na końcu świata, w Ushuaia, czyli mieście położonym najbliżej rzeczonych wysp, rokrocznie urządzany jest bieg długodystansowy w intencji odzyskania Malwinów (Falklandów?). W zaśnieżonych przejściach granicznych położonych wysoko w Andach, przyjezdnych z Chile witają wielkie bilbordy „Malvinas son Argentinas”, żeby już na wejściu przyzwyczaić nas do ciągłego prania mózgu. W tropikalnej prowincji Corrientes, gdzieś na bagnach Esteros del Ibera, spotkaliśmy niewielką chacinkę, a przy niej ogromny znak – „Odległość stąd do Malwinów – 2700 km”.

Świadomość i duma narodowa, granicząca z obłędem, nie zna statusu społecznego, wieku ni rasy. O tym, że Malwiny muszą wrócić na ojczyzny łono (i wrócą, prędzej czy później! Tak czy inaczej!) przekonywał nas podstarzały patagoński farmer, dwudziestokilkuletni nauczyciel matematyki w Caleta Olivia i plantator yerba mate w Missiones.

Składamy hołd tym, którzy oddali swe życie za ojczyznę

Składamy hołd tym, którzy oddali swe życie za ojczyznę

I to jest prawdziwy powód, dla którego spór o Falklandy nigdy nie ucichnie. Dla pani prezydent, Cristiny Kirchner, Malwiny to dar niebios. Cóż z tego, że inflacja galopuje, a ceny mate wzrastają z dnia na dzień o 100%? Cóż z tego, że nepotyzm kwitnie, a pani prezydent zleca budowę dróg w Patagonii swojej własnej prywatnej firmie? Cóż z tego, że do rodziny Kirchner i zauszników władzy należy pół Calafate, zaplecza lodowca Perito Moreno – jednej z największych atrakcji turystycznych całego kontynentu? Cóż z tego, że majątek pani prezydent wzrósł z 0,5 mln USD do 14 mln USD (wyłącznie dane oficjalne!), odkąd weszła do polityki kilka lat temu?

Lodowiec Perito Moreno, szeroki na 5 kilometrów i wyższy niż 20-piętrowy wieżowiec przyciąga tłumy

Lodowiec Perito Moreno, szeroki na 5 kilometrów i wyższy niż 20-piętrowy wieżowiec przyciąga tłumy

Gdy kryzys przybiera na sile, wystarczy odgrzać kotleta – zorganizować spotkanie z weteranami wojny z 1982 roku, wygłosić płomienne przemówienie transmitowane przez rządowe radio i telewizję i napomnieć Jamesa Camerona, żeby wreszcie oddał Malwiny.

Swoją drogą, tak właśnie zaczęła się wojna o Falklandy. Gdy argentyńska junta wojskowa doprowadziła kraj do bankructwa, postanowiła zjednoczyć kraj wobec wspólnego wroga i zaatakować wyspy. Na własny pohybel, bo przegrana wojna de facto doprowadziła do obalenia dyktatury.

Obecnie kryzys również wisi na włosku. Nasi znajomi w Buenos Aires twierdzą, że będzie to załamanie co najmniej na skalę kryzysu z 2001 roku, gdy kraj zbankrutował. W ostanie święta, już w Polsce, odwiedzić miał nas pewien Argentyńczyk. Do Europy latał co roku od kilkunastu lat. W tym roku zrezygnował, bo rząd de facto „opodatkował wyjazdy”. Kraj za wszelką cenę stara się gromadzić dolary, bo tylko one wkrótce będą miały realną wartość. Wobec tego już teraz za każdego dolara wydanego za granicą argentyńską kartą kredytową, za każdy kupiony bilet lotniczy, za każdą wypłatę z bankomatu za granicą, trzeba zapłacić bodajże 20% podatku.

A rodowitych mieszkańców Falkandów nikt nie pyta, jaka flaga im się bardziej podoba.

A rodowitych mieszkańców Falkandów nikt nie pyta, jaka flaga im się bardziej podoba.

W tym wszystkim wola ok. 1800 mieszkańców Falklandów, głównie farmerów i hodowców owiec, którzy zamieszkują te wyspy od ponad 180 lat i są potomkami brytyjskich kolonizatorów, nie ma znaczenia. A im w federacji z Wielką Brytanią żyje się dobrze. Mają autonomię, stanowią sami o sobie, a Wielka Brytania zapewnia im bezpieczeństwo.

I kto tu chce prawdziwego kolonializmu?

.

P.S. Wpis miałem napisać wczoraj. I dobrze, że nie napisałem, bo dziś sprawa nabiera nowego charakteru. Wkrótce argentyński papież zaapeluje o rozmowy na drodze dyplomacji i dopiero się zacznie. Całe szczęście, że zwierzchnikiem kościoła anglikańskiego jest królowa brytyjska…

.

Zakupy

Czego brakowało nam na świecie?

Czego brakowało nam na świecie?

Z cyklu „Impresje po powrocie”:

Czego brakowało nam w podróży?