Monthly Archives: Luty 2013

Co to jest pełnia księżyca?

Czym jest pełnia? Ktoś powie, że to faza księżyca i do tego taka, w której słońce oświetla całą półkulę naszego satelity. Ja i pewnie jeszcze parę innych fanów BBC stwierdzi, że to ten długo wyczekiwany choć zawsze niespodziewany moment, gdy Księżyc odwróci się w naszą stronę i wyjawi nam Prawdy Objawione podczas oglądania jednego z najlepszych seriali w historii – the Mighty Boosh. Ale tak naprawdę rzecz nie w tym, czym jest pełnia, tylko kiedy pełnia nastaje…

A pełnia wypada na przykład dzisiaj.

Skąd o tym wiemy? Niby sprawa jest prosta, wystarczy przecież wyjrzeć za okno, prawda? A jednak prawie nikt nie wygląda…

Jeszcze do niedawna, przez prawie dwa lata podróży nigdy nie mieliśmy tego problemu. Kiedy jest pełnia, o której wypadnie dziś zachód słońca, a o której będzie jutro wschód? Odpowiedzi na te pytania były nieodzowną częścią naszej egzystencji przez te wszystkie miesiące. Tak naprawdę to wokół tych fundamentalnych kwestii obracało się nasze życie.

Dlaczego wschód słońca musi być zawsze o świcie? (Bromo, Indonezja)

Dlaczego wschód słońca musi być zawsze o świcie? (Bromo, Indonezja)

Zaczyna się ściemniać – czy mamy dzisiaj gdzie spać… Jaki piękny dziś księżyc, zostańmy jeszcze parę godzin na plaży, może jakieś żółwice przyjdą składać jaja na tej indonezyjskiej plaży… Za chwilę zachód słońca, lepiej zawijajmy się z centrum Limy, bo latynoska metropolia to nie jest miejsce, w którym chcesz się włóczyć po zmroku… Jutro znów mordęga, pobudka o piątej – czy wschody słońca muszą być takie piękne… Zostaw te gary i naczynia! Choć na pokład, cały atol płonie w zachodzącym słońcu…

Pożar u Świętego Piotra (Carretera Austral, Chile)

Pożar u Świętego Piotra (Carretera Austral, Chile)

Znowu o piątej? (Bagan, Birma)

Znowu o piątej? (Bagan, Birma)

I tak dalej i tak dalej.

Bezpośredni kontakt z naturą, to chyba rzecz, której najbardziej brakuje nam w mieście. Choć trzeba przyznać, że w Warszawie i tak nie mamy źle pod tym względem. Jakiś czas temu wybraliśmy się we troje na spacer nad Wisłą. Ja, żona i psiak. Jakież było nasze zdziwienie, maszerując przez chaszcze, gdy natknęliśmy się na ponadpółmetrowe modrzewie ścięte przez bobry. Co więcej wzdłuż plaży bobry rozlokowały nawet półżeremia. I to zaledwie kilkaset metrów od Trasy Toruńskiej! A wdłuż całego terenu nadwiślanego na śniegu i błocie pełno tropów saren i dzików.

Bobry we Warsiawie!

Bobry we Warsiawie!

Sąsiadka mówiła mi niedawno, że dziki i sarny w Lasku Bielańskim tak się rozzuchwaliły, że podchodzą pod zabudowania i lepiej uważać, żeby wataha dzików nie zaczęła szarży w naszą stronę albo nie poturbowała psa.

Pamiętam, że w Perth, stolicy Australii Zachodniej, ze zdziwienia szczękami szorowaliśmy po chodniku, gdy w centrum miasta pojawiły się delfiny. Perth od wielu lat utrzymuje się co prawda w czołówce najlepszych na świecie miast do życia, więc nie ma się co delfinom dziwić, ale trochę nas zatkało.

Perth, Australia - jedno z najlepszych miast do życia. Dla wszystkich.

Perth, Australia – jedno z najlepszych miast do życia. Dla wszystkich.

A tymczasem okazuje się, że i u nas bobry idą po rozum do głowy.

No tak, ale nie zmienia to faktu, że od powrotu do Polski nie widzieliśmy nie tylko ani jednego wschodu słońca i może ze dwa zachody, gdy akurat wynosiłem śmieci. O pełni księżyca nie wspomnę. W Ameryce Południowej Paulina tak sobie zsynchronizowała wewnętrzny zegar biologiczny z Pachamamą, że już tydzień przed pełnią wiedziała, że zbliża jej się okres.

A teraz? Teraz dowiaduję, się że dziś jest pełnia, bo zamontowałem sobie widget na google’u, który mi o tym podpowiada. Dramat.

Całe szczęście śnieg już stopniał, więc chyba odkurzę śpiwór i wyciągnę się dzisiaj na balkonie. Pora nawiązać nadwątlony kontakt z naturą.

.

Reklamy

Tacy sami

Był sobie pociąg. Pociąg do podróżowania, pociąg do poznawania świata i pociąg do przekonania się na własne oczy. Ekspres w zasadzie.

I jakiś czas temu ten pociąg ruszył. Ruszył z peronu wrażeń napędzany dobrymi emocjami i pełną parą gna przez świat już od 3 lat. I Ty też możesz wskoczyć do tego pociągu. Bo znacznie lepiej niż w Hogwarcie, nie odjeżdża on z jakiegoś tam peronu 9 i 3/4, ale ze zwykłego Peronu 4.

Ale ja w zasadzie chciałem napisać o czym innym. Nie o maszynistach, ale o pasażerach na gapę. Bo właśnie przy okazji trzecich urodzin Peronu 4 wielu z nas mogło wreszcie spotkać się w realu.

Z Los Wiaheros znaliśmy się tylko mailowo. I tak przekomarzaliśmy się czasami czy mangostynki w Wietnamie są tak samo słodkie jak dwa lata temu, sprzeczaliśmy, gdzie najlepiej wymienić dolary na czarnym rynku w Birmie albo pytaliśmy czy, za przeproszeniem, dupy ich nie bolą od tego ciągłego pedałowania.

Z Tamtaramami chcieliśmy się nawet spotkać kilkakrotnie gdzieś na drugim końcu świata, bo ich blog do szczętu nas zauroczył. Ale te łobuzy najpierw opuściły Amerykę zanim my do niej dotarliśmy, a na centralnej Sumatrze zaszyli się tak głęboko, że nie sposób było przedrzeć się do nich przez Indonezję.

Z Agą i Krzyśkiem poznaliśmy się w Nowej Zelandii, gdy wzięli nas na stopa. Na początku „heloł, heloł”, „łer ju gołin?, hał ju dułin?”, ale jeszcze nim na dobre rozsiedliśmy się w ich samochodzie, kierowca zasuwa nagle do blondyny „Weź no Aga, przesuń te plecaki, zrób im trochę miejsca”. I tak potoczyło się kilka dni, a i Święta Bożego Narodzenia na obczyźnie razem się trafiły. Niejednemu łezka w oku się zakręciła, gdyśmy się rozjeżdżali.

Izy i Kamila nie znaliśmy w ogóle, choć o ich wyczynie już kiedyś słyszeliśmy. Bo i przejechać na motorach z Singapuru do Polski (przez Afrykę, Australię i Amerykę Południową po drodze!) to raczej nie byle co. Przejechać w 4 lata!

Byli oni, a także wiele innych szlachetnych osobistości. Wielbicieli mate, fanów przygody i miłośników niecodziennych doznań.

No i spotkaliśmy się teraz na jednym peronie, a weekend zleciał nie wiadomo gdzie. I taka mnie naszła konstatacja, że nic o sobie nie wiemy, a poczułem się jak w rodzinie. Sam już nie wiem czy to te kilkadziesiąt tekstów na blogach tak nas zbliżyło? Czy po prostu jesteśmy tacy sami? Nawet w Polsce mamy podobne marzenia.

Wypić dobre tanie wino na plantach w takim towarzystwie, to nawet lepiej niż smakować chilijski Merlot w samym Valle de Curicó.

A Kraków jak to Kraków. Europejska stolica kebabów, wódka jak za peerelu i nawet na smoku można zgrilować kiełbaskę.

Po raz pierwszy od kilku miesięcy poczuliśmy się, jak w podróży. Kantor przy kantorze, tak samo jak w Bangkoku, turystyczny hostel w co drugiej bramie, identycznie jak w La Paz, a tłum Anglików, Niemców i Holendrów jak w Laosie.

Znów poczuliśmy, że jesteśmy w domu. Coś z tym trzeba zrobić.

Pociąg odjeżdżający z peronu marzeń - tu akurat w wydaniu birmańskim

Pociąg odjeżdżający z peronu marzeń – tu akurat w wydaniu birmańskim

.