Monthly Archives: Lipiec 2012

Latinoamérica

Jestem tym, co zostawili Oni, jestem tym, co Ci zabrali,

Miasteczkiem ukrytym wśród szczytów,

Moja cera jest ze skóry, więc zniesie każdy klimat,

Jestem fabryką dymu,

Ręką robotnika zapewniającą byt,

Zimnym frontem w środku lata,

Miłością w Czasach Zarazy, bracie!

Jestem słońcem, które się rodzi

I dniem, który umiera najpiękniejszymi zachodami słońca

Jestem żywym rozwojem

Dyskursem politycznym pełnym pustosłowia

Najpiękniejszymi twarzami, jakie znam,

Jestem fotografią Zaginionego,

Krwią w twoich żyłach,

Jestem kawałkiem ziemi wartym swej ceny,

Koszykiem z fasolą

Jestem Maradoną strzelającym Anglii dwa gole,

Jestem tym, który podtrzymuje flagę,

Moje Andy są kręgosłupem tej planety,

Jestem tym, czego nauczył mnie mój ojciec:

TEN KTO NIE KOCHA SWOJEJ OJCZYZNY, NIE KOCHA SWOJEJ MATKI.

Jestem Ameryką Łacińską

Ludem pozbawionym nóg, który jednak chodzi!

****

Nigdy nie kupisz wiatru

Nigdy nie kupisz słońca

Nigdy nie kupisz deszczu

Nigdy nie kupisz ciepła

Nigdy nie kupisz chmur

Nigdy nie kupisz kolorów

Nigdy nie kupisz szczęścia

Nigdy nie kupisz mojego bólu

****

Mam jeziora, mam rzeki i szczerzę zęby w szerokim uśmiechu,

Mam śnieg, który makijażem zdobi me góry,

Mam słońce, które mnie suszy i deszcz, w którym się kąpię,

Pustynię odurzoną pejotlem,

I napojem z pulque, by śpiewać z kojotami

Wszystko, czego potrzebuję!

Mam płuca oddychające czystym błękitem

I wysokość, która dusi,

Jestem dziąsłami w ustach żującymi kokę,

Jesienią wraz z jej więdnącymi liśćmi,

Wersami pisanymi pod rozgwieżdżonym niebem,

Winnicą pełną winogrom

Plantacją trzciny w kubańskim słońcu,

Jestem Morzem Karaibskim czuwającym nad domostwami,

Odprawiającymi rytuały święconą wodą,

Wiatrem, który przeczesuje moje włosy,

Jestem wszystkimi świętymi, którzy wiszą na mej szyi,

Rdzeń mojej walki nie jest sztuczny,

Bo prawo do mojej ziemi jest naturalne,

****

Chodźmy! Maszerując, wyrysujmy drogę!

Pracuję ciężko, ale z dumą,

Tu się dzieli wszystkim. Co moje, to Twoje,

Ten lud nie utonie w zetknięciu z potężną falą,

A co zostanie zniszczone, ja odbuduję,

Nie odwrócę wzroku, gdy na Ciebie patrzę, abyś zapamiętał jak się nazywam

Operacja Kondor zaatakowała moje gniazdo,

Wybaczyłem, ale nigdy nie zapomnę,

Chodźmy! Tu tętni walka!

Chodźmy! Śpiewam, bo słuchacie!

Chodźmy! Tutaj jesteśmy!

Niech żyje Ameryka!!!

Nigdy nie kupisz MOJEGO ŻYCIA

***

Chłopakom z Ulicy Trzynastej w Puerto Rico w jednej piosence udało się dotknąć jeśli nie całej, to przynajmniej połowy współczesnej Ameryki Łacińskiej i jej problemów. Co więcej sami będąc niekwestionowaną gwiazdą, rozpoznawalną na całym kontynencie od Santiago po Bogotę, do współpracy zaprosili trzy divy z trzech różnych krajów. Totó la Momposina z Kolumbii, Susana Baca z Peru oraz Maria Rita z Brazylii wyśpiewują współczesne kredo, które wielu leży na sercu.

A zestawienie wykonawców jest nie przymierzając takie, jakby chłopaki z Paktofoniki albo Kalibra nagrali szlagier z Alicją Majewską, Marylą Rodowicz i Edytą Geppert na raz. Tylko że z trzech różnych krajów. Eklektyzm w najlepszym wydaniu.

Zapraszamy do słuchania.

.

.

Reklamy

Wystarczająco dobre słowo

Santa Teresa, Święta Dolina Inków, Peru

– Szefie, a dużo turystów przyjeżdża teraz do Was do wioski?

– Wystarczająco. Nie mamy na co narzekać.

————————

Potosi, najwyżej położone miasto świata, Boliwia

– Cynk. Ołów. Srebro. Dawniej złoto. Niezła kolecja. Dużo tego wydobywacie?

– Oj, sporo, sporo. Wystarczająco.

————————

Coronel Oviedo, Paragwaj

– A ciepłą wodę macie wieczorem?

– Ciepłą, ciepłą. Wystarczająco.

————————

Cusco, Peru

– A wie Pani może czy autobusy do Ollantaytambo do Świętej Doliny często jeżdżą?

– Jasne, że wiem! Wystarczająco często. Wystarczy pójść, poczekać i za jakiś czas przyjedzie.

————————

No tak, w takim razie już wszystko jasne i wszystkiego się dowiedziałem.

„Bastante” – najbardziej użyteczne słowo w całej Ameryce.

.

Mleko i łzy

Dawno dawno temu na płaskowyżu Altiplano żyła piękna kobieta. Nazywa się Tunupa i mieszkała nieopodal wielkiej pustyni, największej w całym królestwie. Działo się znacznie wcześniej niż Inkowie dotarli do Boliwii. Ba! Wcześniej nawet niż mieszkańcy Tiwanaku wybudowali swoje świątynie ku czci słońca.

Tunupa zadziwiała pięknością nie tylko okolicznych mieszkańców, ale wszystkich na Altiplano i wielu młodzieńców rywalizowało o jej względy. W oko wpadła ona szczególnie dwóm potężnym wojownikom – Cusco oraz Cosuña. Nie mogąc dojść do ładu ze sobą oraz rozbijając się o niezdecydowanie Tunupy, młodzieńcy po jakimś czasie postanowili rozwiązać konflikt po męsku.

Laguna Colorada

Laguna Colorada

O względy pięknęj kobiety stoczyli walkę tak epicką, że zarówno słońce i księżyc zatrzymały się przez chwilę na nieboskłonie, by podziwiać ich zmagania. Ich pojedynek trwał wiele godzin, niektórzy twierdzą nawet, że kilka dni. Szala zwycięstwa ważyła się do ostatnich chwil, ale ostatecznie to Cusco wyszedł z walki zwycięsko.

Ślub okazał się wydarzeniem na wielką miarę, a Cusco i Tunupa zamieszkali w żyznej oazie na obrzeżach wielkiej pustyni. Wkrótce narodził im się syn, który dla obojga stał się oczkiem w głowie. W pewne czwartkowe popołudnie, gdy Kusku siał akurat fioletową kukurydzę, a Tunupa zajęta była wyrabianiem koziego sera, młody brzdąc zaintrygowany widokiem ciągnącej się po horyzont piaskownicy ruszył na czworaka przed siebie.

Kingsajz

Kingsajz

Gdy po kilku godzinach zrospaczeni rodzice zorientowali się, że ich syn zniknął, natychmiast rozpoczęli poszukiwania. Tunupa i Kusku przez wiele tygodni przemierzali bezkresne równiny, wylewając przy tym morze łez. Mleko karmiącej jeszcze piersią Tunupy także spłynęło szerokim strumieniem na pustynię. Równina okazała się jednak zbyt ogromna, by odnaleźć na niej maleńkie dziecko. Zrospaczeni rodzice usiedli na krańcu pustyni.

Flamingi

Flamingi

Z tęsknoty i frustracji przemienili się w ogromne góry – dwa wulkany po dziś dzień wypatrujące syna zagubionego na pustyni. Z czasem łzy rodziców sprawiły, że cała pustynia stała się słona, a mleko karmiącej Tunupy zabarwiło ją zupełnie na biało. Tak powstał Salar de Uyuni – największa pustynia solna na świecie.

Salar de Uyuni i Tunupa w tle

Salar de Uyuni i Tunupa w tle

———————————————–

Salar de Uyuni i Cordiliera de Lipez – krajobrazowo prawdopodobnie najbardziej niezwykłe miejsce w Ameryce, jakie odwiedziliśmy:

.

Salar de Uyuni, Boliwia

.

P.S. Geologowie i historycy nie są zgodni co do prawdziwości legendy. Część z nich twierdzi także, że młody udał się nie na pustynię Uyuni, a do La Paz, w poszukiwaniu uroków nocnego życia.

.

Na placu

Ławeczka bywa różna. Czasem jest wygodna. Drewniana, z profilowanym oparciem. Ukryta w cieniu platana lub pod wielką palmą. Z obowiązkową plakietką darczyńcy, boliwijskiego biznesmena lub polityka, szukającego poklasku. Ale bywa też niespecjalna, z wyłamaną deską, która ze wszelką cenę będzie próbowała doprowadzić do zwyrodnienia kości ogonowej. Często z lokalnym kolorytem, Pablo kocha Juanitę, a politycy to świnie. A czasami wszystkie ławeczki są zajęte i zostaje zwykły murek.

Reszta jest już podobna. Chłop na rogu sprzedaje sok ze świeżych pomarańczy i greifrutów. Złoty pięćdziesiąt za wielką szklanę z dolewką. Ten zawsze jest naszym faworytem.

Tuż obok jakiś sześcio- czy ośmiolatek opiekuje się się młodszą siostrą. Matka ubija śmietanę do galaretek. Po całym dniu na ulicy śmietana pokrywa się delikatną mgiełką całego dobra, jakie wydobywa się z czterdziestoletnich busików kursujących po mieście. Ale to zdaje się nikomu nie przeszkadzać. Jedzą inni, zjem i ja.

Jest i baba Aymara, która po hiszpańsku mówi gorzej niż ja. W tradycyjnej chuście przerzuconej przez plecy trzyma chyba ziemniaki. Albo niemowlaka, ciężko stwierdzić, póki dzieciak nie zacznie płakać albo baba nie chuknie workiem o ścianę. Ta z kolei na ulicy sprzedaje banany. Lub chirimoyę.

Po przeciwległej stronie kilku pucybutów walczy o klientów. Ich wzrok, jak u Fisza, błądzi nie wyżej niż 30 centymetrów ponad chodnikami. Najmłodszy z nich może mieć 10 lat, najstarszy z 60. Zawód na pokolenia.

Bezrobocie w Boliwii czy Peru teoretycznie wynosi od 8 do 10%. A ilu jest samozatrudnionych? To już nawet nie jest przedsiębiorczość. To chęć przeżycia.

———————————–

A teraz zapraszamy na fotograficzną wycieczkę po Sucre i jego cudach:

.

Sucre, Boliwia

.