Jak smakuje kava

Po 51 dniach spedzonych na Vanuatu, opuszczamy ten niesamowity kraj. Sposrod wielu pasjonujacych kwestii, ktorymi nie zdazylismy sie z Wami podzielic, jedna zajmuje miejsce szczegolne. Ta rzecz to kava. Ten artykul mial powstac juz poltora miesiaca temu po spedzeniu tygodnia na Tanie. To tam po raz pierwszy pilismy kave, a jak mielismy sie wkrotce przekonac,…

Przystanek Alaska – lotnik

Kilkumiesieczne rozmowy z naszym kapitanem przynosza coraz to nowe rewelacje. Niniejszym kontynuujac watek naszego Wilka morskiego z USA, wprowadzamy nowe urozmaicenie na blogu – Przystanek Alaska, w ktorym prezentowac bedziemy ciekawostki z tego niezwyklego kraju. Wyjatkowo znajdziecie tu rzeczy zwiezle, ktore w sam raz potowarzysza Wam przy porannej kawie, a przed pierwsza sesja na fejsie…

Raz, dwa, trzy – Jezus!!

Gitarzysta coraz delikatniej glaszcze struny, klawiszowiec stopniowo wycisza kolejne uderzenia i oszalamiajaca do tej pory melodia gospel powoli staje sie juz tylko tlem. Tlum nadal spiewa jednym glosem, ale taneczna i skoczna dotychczas muzyka nabiera bardziej kolyszacego charakteru. Spiewajaca kobieta za oltarzem ustepuje miejsca mezczyznie w srednim wieku. W zadnej z okolicznych wiosek nie ma…

Wilk z Alaski

Anarchiści, emeryci, wielkie amerykańskie samochody i niszowe studia nagraniowe. Dziś o życiu amerykańskiego budowlańca, czyli opowiemy Wam o naszym kapitanie z Alaski. Rick ma 44 lata. Przez ponad 20 był biznesmenem. A w zasadzie budowlańcem. A w zasadzie TIRowcem. Jako nastolatek pracował na budowach w Anchorage i rodzinnym Kenai na Alasce. Szybko zorientował się, że…

Szczęśliwego Nowego Roku

Rok, nie wyrok, jak zapewne pomyślała Aleksandra Jakubowska, wysłuchawszy werdyktu w sprawie Afery Rywina (której przecież nie było). My też lecimy tym tropem i po roku podróży jesteśmy jeszcze w szczerym polu błękitnego oceanu. Nie dość, że nie udało nam się nawet dotrzeć do linii zmiany daty, to od kilku tygodni wręcz zaczęliśmy się cofać….

Skandal!

Moi drodzy, doszły mnie niepokojące wieści, że w zamieszczanych ostatnio pozbawionych warstwy graficznej wpisach zniknęły nawet tak lubiane przez nas peesy, które choćby w formie linki internetowej pozwoliłyby się wam przekierować, gdzie powinniście się udać. A zatem ostatnio miało być tak: . P.S. Jak byc moze co bystrzejsi czytelnicy bloga zdazyli sie zorientowac, wpisy dodawane…