Monthly Archives: Wrzesień 2011

Wyprawa do wnetrza Ziemi

Odkrywajac Vanuatu, James Cook przemierzal archipelag z pnocy na poludnie. Gdy zbadal juz wiekszosc wysp i wlasnie zakonczyl nanosic na mapy Eromango, wzrok zalogi przykul ogromny pozar, kty scielil sie daleko na poludniu. Luna ognia, kta dostrzezono w nocy ze wschodnich rubiezy Eromango byla widoczna z odleglosci ponad 50 mil morskich, czyli ok. 90 km.

Jak sie wkrce mialo okazac, ogromna poswiata wcale nie byla wynikiem wielkiego pozaru lasu ani wojny domowej, co poczatkowo podejrzewal Cook. W miare posuwania sie na poludnie, stalo sie jasne, ze ekspedycja jest swiadkiem jednej z wiekszych erupcji wulkanu Yasur na wyspie Tana.

Az po dzis dzien wulkan ten jest w nieprzerwanym stanie erupcji, co kilka minut wyrzucajac z siebie piuropusze lawy na wysokosc kilkudziesieciu, a czasem i kilkuset metr. Ku uciesze oczu turyst i portfeli miejscowych juz od kilkudziesieciu lat erupcja przebiega jednak w spos przewidywalny. Ba, jest ona nawet na tyle bezpieczna, ze mozna wdrapac sie na krawedz wulkanu i zajrzec do gotujacych sie poklad magmy.

Trzeba przyznac, ze erupcje co kilkanascie minut wstrzasajace powietrzem i ziemia, bez problemu pozwalaja odczuc niszczycielska sile matki Ziemi. Wglad w kipiace trzewia naszej planety naprawde daje szanse poczuc sie jak bohaterowie Juliusza Verne’a wyruszajacy do wnetrza Ziemi.

Najwieksze wrazenie wulkan Yasur robi po zmroku, gdy co kilkanascie minut czern nocy przerywa grzmot Hefajstosa, a wyrzucane w powietrze fontanny wrzacej lawy przykrywaja czapka nawet najbardziej spektakularne sylwestrowe fajerwerki Hanny Gronkiewicz-Waltz i Micheala Bloomberga raziem wzietych.

Na Tanie spedzilismy niemal tydzien, kotwiczac w Port Resolution, zaledwie kilka kilometrow od podnoza wulkanu. Przez wiekszosc czasu poludniowo-wschodnie wiatry pasatowe pozwolily nam cieszyc sie okolica w sposob niezaklocony. Jednak gdy tylko wiatr zmienil kierunek na zachodni w ciagu jednej nocy przykryla nas warstwa popiolow wulkanicznych, znacznie przyspieszajac siwienie naszego kapitana. Ostre jak igly, bogate w zelazo i inne metale ciezkie z wnetrza ziemi, drobinki magmy wbijaly sie w dlonie, kaleczyly stopy i kluly w oczy.

Nasz kapitan, co najmniej rownie mocno ceniacy nasze zdrowie, co nieskazitelna biel pokladu, szybko zarzadzil odwrot w strone Eromango i Efate. Ale o tym co za dziwa spotkaly nas na glownej wyspie archipelagu, nieslusznie lekce sobie wazonej przez wiekszosc smiertelnikow pozbawionych wlasnego jachtu, juz w nastepnym odcinku.

Reklamy

Tanna znaczy ziemia

Gdy ekspedycja Jamesa Cooka dotarla do poludniowych rubiezy Nowych Hebrydow, Johann Forster – Niemiec i pokladowy botanik okretu na migi prowal porozumiec sie z lokalnymi mieszkancami. Chcac dowiedziec sie, jak nazywa sie wyspa, kta wlasnie odkryto, wskazal na ziemie. Ci, rozumujac, ze pyta o grunt, natychmiast odpowiedzili „Tanna”.

Nie deliberujac zbyt dlugo, blyskotliwy jak germanski kamasz Forster przyswoil sobie nazwe, ktorej nic nie bylo juz w stanie wybic mu z glowy. W rzeczywistosci wyspa nazywala sie Ipari, ale dzis nikt juz o tym nie pamieta.

Zycie w barterze

Na wyspe dotarlismy w piatek o swicie, a do zakurzonej osady na drugim krancu wyspy, hucznie nazywanej miastem, wybralismy sie dopiero w poniedzialek, aby zglosic swoje przybycie niczego nieswiadomym sluzbom imigracyjnym. Przez 4 dni cieszylismy sie jednak wszystkimi urokami wyspy, zyjac w barterze. Jak dawni zeglarze.

Juz w kilka minut po zakotwiczeniu, nie mogliamy wyjsc z podziwu, gdy dostrzeglismy dlubanke z dwoma wioslarzami zmierzajacymi w nasza strone. Vanuatu to pierwsze miejsce podczas tej podrozy, gdzie mieszkancy na co dzien posluguja sie czolnami recznie wydlubywanymi z pnia drzewa. W tym kraju jestesmy juz ponad 3 tygodnie, a miejscowe czolna na kolejnych wyspach nadal wzbudzaja w nas zachwyt.
Wioslarze, ktorzy przybyli nam na powitanie, ofiarowali nam kokosy. Wiedzac, ze dysponujemy panelami slonecznymi, poprosili o doladowanie komorek. Fakt, ze na wyspie, na ktorej poza jedna osada nie ma pradu, wcale nie przeszkadza, zeby podobnie jak wszedzie na Pacyfiku dzialala siec komorkowa. Trzeba przyznac, ze Vanuatanczycy (Vanuatanie? Vanuasi??) o typowo melanezyjskich rysach, dziarsko prezacy gole torsy w wydlubanym czolnie i dzierzacy w dloniach kokosy i komorki to bajeczny widok.

Drugiego dnia w pobliskiej wiosce naprawilismy stara gitare w zamian otrzymujac kilka kilogram taro, yam, papai, a takze kilku innych warzyw i owocow, ktore po raz pierwszy widzielismy na oczy.
W niedziele zostalismy zaproszeni na kave, czyli popoludniowy lekko odurzajacy napitek z przezutego korzenia.

Gdy ktoregos dnia do naszej lodzi podlynal mezczyzna z lukiem, ktorym polowal na ryby, myslalem, ze z wrazenia spadne z pokladu. Ten jegomosc nie mial do nas zadnego interesu i podplynal jedynie zagaic o pogodzie i stanie ducha. Na pozegnanie podarowal nam jeszcze kisc bananow tak wielka, ze jedlismy ja przez tydzien.

Najbardziej zaluje, ze nie dokonalem transakcji stulecia i nie kupilem od niego tego pieknego poltorametrowego luku za jakas koszulke. To dopiero bylaby piekna ozdoba kolecji lokalnych broni, ktora powoli zostaje ukuta podczas tej podrozy.

Obyczaje w stylu kastom

Niejakim rozczarowaniem okazaly sie natomiast slynne tradycyjne wioski „kastom”, kte sa skansenem dla turyst. W kilku wioskach za jedyne 10 dolarow od osoby miejscowi gotowi sa przebrac sie w spodniczki z trawy i rurki na penisa, a nastepnie odtanczyc tradycyjny taniec ludowy. Jest co prawda wioska Yakel, ktorej mieszkancy faktycznie zyja i ubieraja sie jak przed wiekami. Miejsce to z wierzchu faktycznie wyglada autentycznie, ale trudno oprzec sie wrazeniu zywego zoo, gdy wszyscy licznie przybywajacy turysci placa po 20 dolarow za wejscie, a ekipy telewizyjne po 1000.

Trudno zreszta sie dziwic Vanuatanczykom, ze chca sobie dorobic do barterowego zycia. Litr benzyny w tym kraju kosztuje 7 zl, kilogram sera 120, a lokalne male piwo w sklepie 8 zl. Paczka papierosow to koszt ok. 35 zl (w Indonezji niecale 2 zl), a surowe jajka w sklepikach na mniejszych wyspach kosztuja po 2 zl za sztuke.

Kraj ludzi szczesliwych

Tym bardziej dziwic moze, jak niezwykle otwarci i przyjazni sa to ludzie.

My do wioski Yakel sie nie wybralismy, za to dosc dobrze poznalismy poludniowo-wschodnie wybrzeze wyspy. Okolice Port Resolution to zyzne ziemie wulkaniczne i bogate lowiska, wiec codziennie rano odprowadzalismy wzrokiem rybakow w czolnach i rodziny wyruszajace do sadow warzywnych.

Przechadzajac sie po wyspie 3-krotnie zostalismy zaproszeni na noc do kogos do domu, codziennie otrzymywalismy przynajmniej dwa zaproszenia na kave, a otrzymane pomidory i papaje mimo naszych nieustajacych wysilkow, nadal zalegaja nam na lodzi.

.

Życie w dobrobycie

Historia pierwsza lotnicza

Po 10 miesiącach w Azji lądujemy wreszcie na nowym kontynencie. Perth wita nas ciepłą zimową pogodą, w której śmiało można hasać na krótki rękaw i w sandałach, więc od razu wpadamy sobie w oko. Gorzej z lotniskiem. Najtańsza opcja dotarcia do miasta to 15 dolarów od osoby za autobus. Niedoczekanie ich, potomków klanu przestępców.

Jeszcze nim udaje nam się ujść 200 metrów od terminala, zatrzymuje się taksówka. Oczami wyobraźni widzę już indonezyjskich taksówkarzy towarzyszących nam w nieskończoność z nadzieją, że jednak weźmiemy ten kurs. Na końcu języka mam już, że dziękuję za fatygę, ale damy sobie radę. Tymczasem zaskakująco pada pytanie czy wszystko w porządku i dokąd to chcemy się wybrać. Ballajura – przedmieście, na które zmierzamy, nie jest nawet po drodze do centrum, więc strzał jest daleki, ale mimo wszystko rzucam nazwę od niechcenia. Nagły uśmiech rozświetla twarz taksówkarza i już pakujemy plecory do bagażnika.

Zima trzyma

Zima trzyma

 

Mknąc darmową taksówką, delektujemy się rozmową w prawdziwym angielskim, po raz pierwszy od dawna o imponderabiliach. Nie dość, że rozmowa znacząco odbiega od utartych schematów, to nasz autostopowy taksówkarz, zagorzały fan muzyki klasycznej, zapoznaje nas z Piotrem Tomaszewskim, jak się okazuje, niesamowitym polskim wirtuozem gitary.

Ani razu nie przekraczamy dozwolonej prędkości, a mimo to szerokimi autostradami kilometry łykamy w okamgnieniu i już po pół godzinie GPS wskazuje nasz nowy dom.

Historia druga surferska

Lądujemy na CouchSurfingu i niemal przez tydzień mieszkamy z przeciętną, a jednak niezwykłą, rodziną z Australii Zachodniej. Wyprowadzamy psa, gotujemy obiady i tego typu sprawy.

Australia czy Ameryka?

Australia czy Ameryka?

 

Ballajura – jedno z przedmieść północnego Perth – wypisz wymaluj Wisteria Lane czy jakakolwiek inna sielanka z amerykańskich seriali. Szerokie ulice, którymi nie chodzi nikt oprócz nas, dzieciaki rzucające rowery na nieogrodzonych trawnikach przed wejściem i basen w co drugim domu.

Naszymi gospodarzami jest rodzina robotnicza. On technik w firmie wydobywczej, ona korepetytorka na pół etatu. I czworo dzieci, z których troje wyleciało już z rodzinnego gniazda. Jeden syn elektryk, drugi górnik, trzeci pracuje na platformie wiertniczej, a córka na farmie owiec.

W domu tyle elektroniki i sprzętu, że rodzice nie mają pojęcia, do czego połowa z nich służy. W kuchni dwudrzwiowa lodówka Jeszcze jedna w spiżarni. Za domem basen.

W garażu  dwa wielkie motory crossowe gotowe do szaleństwa w terenie. Oprócz tego deska surfingowa, czasza i sprzęt do kite-surfingu, narty, grill wielkości stołu do ping-ponga i kilka innych rzeczy niezbędnych do życia w Australii.

Przed domem trzy samochody. Luksusowy sedan do jeżdżenia, sportowa Celica dla odreagowania i pick-up w razie gdyby trzeba było coś przewieźć.

I rozjeżdżony trawnik przed domem. Gdy idą święta, przed posesją stoi do ośmiu aut. Każde z dzieci przyjeżdża swoim, a mąż służbowym.

Ot, przeciętna australijska rodzina robotnicza.

Historia trzecia autostopowa

Perth to najpiękniejsze miasto, jakie do tej pory widzieliśmy. Któregoś dnia wybieramy się na plażę. Sierpień, zima dobiega końca, więc w wodzie zatrzęsienie surferów i pasjonatów na skuterach wodnych.

Spędzamy tu kilka uroczych godzin i postanawiamy wracać. Do centrum jakieś 12 km. Kursuje co prawda autobus miejski, ale 3,6 dolara od osoby to mniej więcej tyle ile jeszcze kilka dni wcześniej wydawaliśmy na wystawną kolację dla dwojga w Indonezji. Krótka piłka – będziemy wracać stopem albo piechotą.

Piętnaście minut później jedziemy już z Kate – szaloną Australijką, kursującą jak opętana po mieście i dopinającą ostatnie formalności. Dzieli majątek z chłopakiem, z którym rozstała się po kilku latach, wypowiada wynajem mieszkania, sprzedaje samochód. Zaczyna nowe życie.

I „zmienia karierę”. Postanowiła zostać sprzątaczką.

Pochodzi z Queensland na wschodnim wybrzeżu, gdzie przez kilka lat pracowała jako instruktorka nurkowania na Wielkiej Rafie Koralowej. Mieszkała też w Adelajdzie na dalekim południu, ale teraz przyjechała po konkretne pieniądze do Australii Zachodniej.

Środa, godz. 12:30, ścisłe centrum Perth

Środa, godz. 12:30, ścisłe centrum Perth

 

Australia Zachodnia to górnicze zagłębie kraju. Wydobywa się tu ropę, nikiel, cynk, ołów, węgiel, opale i mnóstwo innych złóż. We wszystkich tych kopalniach można zarobić 2-3 razy więcej niż w naprawdę dobrej pracy w innych częściach kraju.

Kate załapała się na nowo otwieraną platformę wiertniczą jako pomoc sprzątająca. Zarobi 150-180 tys. dolarów rocznie. Na początek oczywiście, a co roku indeksacja. Platforma znajduje się jakieś 300-400 km na północ od Perth, kilkanaście kilometrów od wybrzeża. Dwa razy w miesiącu firmowy helikopter zawiezie ją na weekend do miasta.

Chce popracować tu 2-3 lata. Po dwóch za 300 tys., które wyłoży gotówką, kupi dom na przedmieściach w jakimś uroczym mieście i pomyśli, co dalej. Może wróci do nurkowania. A może znowu zmieni karierę.

.

Do Życia w dobrobycie jak ulał pasowałaby nam historia Ricka – naszego kapitana, kierowcy ciężarówki, pochodzącego z Alaski, z którym już od 3 tygodni przemierzamy Pacyfik. Ale Rick to wynalazek, który zasłużył sobie na cały tekst.

.

A tu możecie rzucić okiem na naszą krótką wizytę w Australii.

.

Perth, Australia
Sydney, Australia

.

Vagabundos na fristajlu

Pozycja – 18 st. 55′ S, 172 st. 10′ E, wiatr SSE – 18 wezlow, predkosc – 5,2 wezla, glebokosc – ok. 2600 m, dzienny dystans – 114 mile morskie

Noc ciemna. Krzyz Poludnia chowa sie za horyzontem. Wiatr wzmaga sie powoli, a lodz rytmicznie wybija sie na falach. Odruchowo sprawdzasz uprzaz, ktora w przypadku wyladowania za burta, przynajmniej teoretycznie ma zatrzymac cie na linach. Po raz niewiadomo juz ktory zastanawiasz sie, dlaczego dopiero teraz zdecydowales sie wybrac lodz jako srodek lokomocji.

Mija kolejna doba odkad opuscilismy Fidzi. Na „fristajlu” lecimy juz 11 dni. Poczatkowo przez tydzien na Fidzi, eksplorujac turystyczne zachodnie wybrzeze, a obecnie juz kilka dni na pelnym morzu w drodze do Vanuatu.

Nasz nowy dom ma tylko 10 metrow dlugosci, ale oferuje niespotykany dla nas komfort. Mamy prawie podwojne lozko, na ktorym spi sie wygodnie, o ile nie plyniemy akurat lewym halsem. Mamy dwupalnikowa kuchnie, gdzie codziennie przyrzadzamy przysmaki, o jakich juz dawno nie snilismy. Polskie nalesniki z dzemem, placki ziemniaczane, salatki, a takze dania z makaronem i, pozal sie boze, rowniez z ryzem (jednak!!!).

Niebo gwiazdziste nade mna

Moim ulubionym elementem na pelnym morzu zdecydowanie sa nocne warty. Od 8 wieczorem do 8 rano na zmiane trzymamy 4 trzygodzinne warty. I kazda z nich oferuje inne zalety, ktore z nawiazka rekompensuja niewielkie, a jak dla mnie juz same w sobie atrakcyjne „wady”.

Jesli zaczynasz wieczorem, poczatkowo jestes jeszcze wypoczety, a rano dostaniesz w nagrode wschod slonca. Chociaz nie spisz co prawda ponad pol nocy.

Jestes drugi, to budza cie zanim na dobre zasniesz, ale za to czuwasz kolo polnocy. To wtedy wiatr zrywa sie najczesciej najwiekszy, lodz tnaca fale brzmi najpiekniej, a ty przyjemnie odmierzasz czas, odprowadzajac Krzyz Poludnia i najjasniejsze gwiazdy za horyzont.

Jesli dzis jestes akurat trzeci, wyspisz sie relatywnie najlepiej, a na dodatek przypadnie ci pora od drugiej do piatej. Choc teoretycznie najbardziej niewygodna, to wlasnie ona oferuje najwiekszy komfort duchowy. Jestes nablizej morza, a wszyscy wokol, podobnie jak i caly swiat dookola spia snem najtwardszym. Tylko ty, szum wiatru i twoje mysli przez bite 3 godziny.

Odkad opuscilismy wewnetrzne wody Fidzi chronione przez lazurowe rafy, wiatr skacze od 10 do 25 wezlow, wiec co najmniej raz dziennie wciagamy badz zwijamy jakis zagiel. Przekraczamy predkosc maksymalna, to zwijamy foka. Dmie coraz mocniej – skracamy grota.

A trzeba przyznac, ze zwijanie pelnych zagli o 3 w nocy przy wietrze dmacym ponad 25 wezlow odbiera co najmniej polowe romantycznego uroku zeglowaniu. Lodz na kazdej kolejnej fali wyskakuje 3 metry w gore, a ty mocujesz sie z linami, zapierajac sie nogami, zeby nie wypasc za burte. Gdy lodka pedzi 7 wezlow przy wychyleniu 20-25 stopni na sterburte, zdecydowanie latwiej chodzi sie po scianach.

Cieszymy sie, ze lodz, ktora nam sie trafila, to Westsail z 1975 roku – jeden z pierwszych jachtow, jakie zostaly zaprojektowane i przystosowane do oplyniecia swiata dookola. Zagle wciagane i zwijane recznie, podobnie jak i kotwica. Brak automatycznego autopilota – zwyczajne wioslo steru, wyposazone w wiatroczuly pseudopilot, ktorego trzeba korygowac co kilkanascie minut.

Szkoda jedynie, ze zeglowac uczymy sie po angielsku. Wezly „rolling hitch”, „bowlen” czy spolszczone juz przez nas „motyl” i „owczy”. „Kleet”, „beam-reach”, „staysail”. Czy „winch” to kolowrotek? A „yankee jib” to fok?

Za kilka tygodni, gdy dotrzemy wreszcie do jakiejs ziemi poblogoslawionej przez Globalna Pajeczyne, wszystkiego bedzie trzeba uczyc sie od poczatku.

Tymczasem dzis, po niemal 2 dniach przerwy, znow widzielismy ptaki. Niewatpliwy znak, ze zblizamy sie do jakiegos ladu.

Naszym celem jest Port Resolution na wyspie Tanna. Zatoka i wyspa, ktora w sierpniu 1774 r. na pokladzie okretu „Resolution” odkryl kapitan James Cook.

Wyspa Tanna w archipelagu Vanuatu, przez Cooka nazwanym Nowymi Hebrydami, to jednoczesnie miejsce, do ktorego kilka lat temu Wojtka Cejrowskiego zabral Slawomir Makaruk, by nakrecic kilka odcinkow „Boso przez Swiat”. Jak byc moze niektorzy z Was pamietaja, w kilku wioskach na wyspie po dzis dzien miejscowe kobiety nosza jedynie spodniczki z trawy, a mezczyzni przywdziewaja nambas – charakterystyczne odzienie, zaslaniajace tylko strategiczna czesc genitali.

Tak wiec, jedziemy zobaczyc, o co tak naprawde z ta Tanna chodzi.

Bez odbioru.

.

Wiadomosc wyslana za pomoca systemu poczty radiowej Sail Mail z pokladu statku „Freestyle” przemierzajacego Ocean Spokojny.

.