Z pamiętnika podróżnika – Płyń morski cyganie!

Tego jeszcze nie było. Mało brakowało, a już więcej byście o nas nie usłyszeli.

Na Togeany przyjechaliśmy tylko na chwilę. Na Kadidiri – „głównej” wyspie Archipelagu planowaliśmy zabawić najwyżej 2-3 dni, a następnie udać się na mniej znane, często niezamieszkałe wysepki i ich fascynujące rafy. Niestety nic z tego nie wyszło.

Na Kadidiri zbyt mocno zżyliśmy się z miejscowymi Bajo – indonezyjskimi morskimi cyganami i utknęliśmy tu na 2 tygodnie. Jedynie resztkami woli, trzynastego dnia o świcie udało nam się wyrwać z rajskiego kręgu, nim utknęliśmy w nim na zawsze.

Będzie to powieść, a w zasadzie bajka w odcinkach. Było tak:

Czwartek – dzień 3

Brak bieżącej wody, prąd z generatora jedynie kilka godzin wieczorem, woda do mycia przynoszona co rano ze studni i bambusowy domek wyposażony jedynie w łóżko i moskitierę.

Warunki bytowo-sanitarne dla niewprawnego oka mogą wydać się co najmniej dyskusyjne, a jednak mamy coraz bardziej nieodparte wrażenie, że Togeany to najlepsze miejsce, jakie dotychczas odwiedziliśmy.

"Życie to plaża", jak mawiają Anglosasi (czy coś takiego...)

"Życie to plaża", jak mawiają Anglosasi (czy coś takiego...)

Tu każdy dzień wygląda niemal identycznie. Po śniadaniu wyjazd na jedną z fantastycznych raf o bajkowych kolorach. Niby-zabawa i snorklowanie, a tymczasem nasi gospodarze – Bajo – nurkują z kuszą zrobioną ręcznie z kawałka drewna, dętki i metalowego pręta i polują na nasz obiad. Dziś po raz pierwszy spróbowałem swoich sił i ja. Na razie rezultaty mizerne, ale wiem, że kuszy długo nie wypuszczę.

Potem sjesta. Hamak, książka, względnie szachy. No i biżu.

No to wygląda na to, że dziś na kolację karanks błękitnopłetwy, a jutro przez cały dzień srebrnopłetwy...

No to wygląda na to, że dziś na kolację karanks błękitnopłetwy, a jutro przez cały dzień srebrnopłetwy...

Z Kadidiri nikt nie wyjeżdża z pustymi rękami. Każdy gość na odchodne otrzymuje (przynajmniej jeden) ręcznie zrobiony, niepowtarzalny, czasem własnoręcznie zaprojektowany naszyjnik lub bransoletkę. Może być to delfin, liść, kieł, muszelka zatopiona w kokosie albo co się komu wymarzy. Nasi Bajo wypełniają wolne chwile, przygotowując małe cudeńka i chętnie dzielą się swoją wiedzą. Mało co ich tak cieszy, jak podpatrywanie gości szlifujących Swoje Skarby. Jeśli chodzi o nas, to piły i szlifierki już dawno poszły w ruch.

Wieczorem wyprawa po kolację. Połów z łodzi – tym razem w nadziei na dużego zwierza. Czasem trafi się ponad metrowa barakuda, innym razem 5-kilowy karanks, ale czasem tylko blocie. Czas wędkarzom umilają baraszkujące w pobliżu delfiny.

Sobota – dzień 5

To co Bajo robią w wodzie z kuszą jest fascynujące. Aka schodzi na 10-12 metrów i traktuje morskie dno jak afrykańską sawannę. Najczęściej chwyta jakiś kamień, który służy mu jako balast i powolutku zakrada się do ryb i homarów, czając się za koralowcami. Spokojnie i dostojnie odbija się od dna niczym astronauta na księżycu i powoli zbliża się do celu. W jednej dłoni dzierżąc kamień, w drugiej kuszę, wstrzymuje oddech na 1 lub półtorej minuty i z mozołem przedziera się przez morską toń.

Podwodny myśliwy

Podwodny myśliwy

A przy tym jego jedynym ekwipunkiem są okulary wyciosane scyzorykiem w palmy kokosowej i kawałka szkiełka po szybie. Żadnej maski na nos, płetw ani rurki.

Imponujące i magiczne. Mógłbym z nim pływać całymi dniami.

Wtorek – dzień 8

Jakby zwykłych atrakcji na Togeanach było mało, są jeszcze ludzie. I tym razem to nie Bajo.

Miejsca do których jedzie się przynajmniej 3 dni w jedną stronę, zawsze przyciągają najbardziej wykręconych typów. Tak było na Derawanie na Borneo, podobnie w Port Barton na Filipinach, tak jest i tutaj.

Przedwczoraj wyjechała para Francuzów – Jean i Sabrina w drodze od 8 miesięcy. Połowę tego czasu spędzili na Nowej Zelandii, gdzie mieszkali w campervanie kupionym i sprzedanym za 2 tys. USD. Ich koszty życia były tam jedynie nieco wyższe niż w Azji. Oni na dobre przekonali nas do Wysp na Końcu Świata.

Wraz z nimi opuścił nas Michaił, post-hipisowski Rosjanin, który 4 lata mieszkał w małej wiosce w Indiach. Ostatnio już od wielu tygodni włóczy się po ostępach Indonezji. Na Kadidiri utknął na 2 tygodnie, doskonaląc sztukę połowu z kuszy. On jako pierwszy ostrzegał nas przed klątwą tego miejsca.

Nawet jeden jedyny „normalny” na 3-tygodniowym urlopie też jest nienormalny. Andy – Niemiec, manager sprzedaży, jak zwykle w ukochanej Indonezji, która weszła mu za skórę za czasów kilkumiesięcznych studenckich podróży. Przybył specjalnie na Togeany, choć z nieprzeciętnymi przygodami. Po drodze przez kilka dni mieszkał w rybackiej wiosce w oczekiwaniu na prom, który, jak to w Indonezji, nigdy nie nadszedł. Ostatecznie dotarł tu rybacką łodzią, zielony i z duszą na ramieniu.

Graj, cyganie, graj!

Graj, cyganie, graj!

Dziś dojechała nieprzeciętna dziewczyna z Kanady – Cyndie Bellhumeur. Zgodnie z magią nazwiska wiecznie roześmiana i roztaczająca dobrą aurę graficzka i rysowniczka z Quebecu (nie-Kanadyjka!!).

Podobnie jak i nie-Hiszpan (!!!) z Hiszpanii. Luis (z Katalonii) przez ostatnie 10 miesięcy odwiedził 5 krajów – Indie, Nepal, Filipiny, Wietnam i Indonezję. Chłopak lubi wczuć się w klimat.

Są i Finowie, którzy podróżują po Azji już od 6 miesięcy i za 3 tygodnie wracają do domu. On, jak sam siebie określa, jest malarzem środowiskowym, a ona bada wodę.

W takim towarzystwie nie sposób się nudzić, więc wieczorami gra w mafię, kalambury, poker na kapsle i dyskusje po świt.

Dziś po raz kolejny nie wyjechaliśmy z wyspy. Czy w ogóle znajdziemy w sobie siłę, by ruszyć dalej?

.

———————————————————-

W oczekiwaniu na drugą część togeańskiej bajki, zapraszamy na fotograficzną wyprawę do raju:

.

Wyspy Togian, Celebes, Indonezja

.

Reklamy

Posted on 2 lipca 2011, in Indonezja and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. 4 komentarze.

  1. Po tym wpisie aż wstyd się przyznać jakie człowiek sobie stwarza problemy i jak sobie skutecznie życie komplikuje i uprzykrza…
    brak słów..

    Ale Wy też jeszcze do tego powrócicie – nie myślcie sobie..

    3majcie się Vagabundosy ! 🙂

  2. Hehe, ale Ty Rafał zarosłeś – szacun 😉
    Te muszeleczki z saszimi to weźcie z powrotem do Polski – będzie pamiątka 😀
    Od pewnego czasu chodzi mi po głowie pytanie: czy Wy w ogóle nie chorujecie czy po prostu się nie skarżycie?

    • O muszelkach faktycznie przez chwilę myśleliśmy, ale nie dałem rady podnieść ich nawet pojedynczo, więc szybko obliczyłem, że taka paczka kosztowałaby nas baaaaaaaaaardzo dużo 🙂

      A z chorobami to bywa różnie. Niby nie chorujemy, ale ja w Indiach prawdopodobnie miałem dengę (niezdiagnozowaną), Paula w Nepalu zapalenie kolana, w Birmie zapalenie spojówek i jeszcze parę innych drobnostek od tego czasu. Generalnie nic poważnego i jesteśmy zdrowi jak ryba – żadnych przeziębień, katarów ani nic takiego 🙂 🙂

  3. My byliśmy na Togianach kilka miesięcytemu z tym że na malutkiej Poya Lisa. Było dokładnie tak samo, ciężko było odpływać po dwóch tygodniach. Teraz jesteśmy w Laosie i zastanawiamy się nad kupnem biletu z BKK do indonezji. 🙂 Oczywiście w kierunku Togian Islands.
    pozdrawiamy A&A

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s