Monthly Archives: Czerwiec 2011

Z orbity w mikrokosmos

Dziś krótka piłka. Niewiele słów, dużo treści i obrazu. Nieopodal magicznego Derawanu znajduje się kolejny cud natury, który może przyprawić o zawrót głowy. To miejsce to Kakaban – jezioro meduz.

Jezioro to, żywcem wyjęte z National Geographic, zajmuje niemal całą wysepkę oceaniczną, gdzie w skutek niebywałego odcięcia od świata i braku drapieżników, meduzy utraciły parzydełka i beztrosko hasają po słonych wodach jeziora. Można się z nimi bawić, podpatrywać i do woli podziwiać dostojne ruchy. Widok niesamowity przywodzący na myśl satelity orbitujące w kosmicznej próżni.

Zresztą niech przemówią obrazy.

.

.

I pomyśleć tylko, że nasza wycieczka na Kakaban była tylko w połowie udana. Tuż obok znajduje się inna Tajemnicza Wyspa, rodem z Juliusa Verne’a. To Sangalaki, gdzie niemal co drugi dzień ławice kilkumetrowych mant olbrzymich przypływają na płytkie wody jak do myjni, dać się czyścić miejscowym rybom.

My na nieszczęście trafiliśmy na ten Co Drugi Dzień, ale choć po mantach nie było śladu, snorklowanie wokół kolejnej Wyspy Żółwiej i Jezioro Meduz były wystarczającą nagrodą.

A więcej zdjęć z jeziora meduz możecie obejrzeć tutaj.

.

Kakaban, Borneo, Indonezja

.

—————————————————-

Równik po raz pierwszy

Borneo, szczególnie indonezyjskie, zauroczyło nas nieprzeciętnie. W mdłej, zindustrializowanej i zbytnio cywilizowanej Malezji kontynentalnej nierzadko nachodziły nas myśli o powrocie do kraju. Borneo trafiło jednak w czuły punkt, bez pardonu wdzierając się do czołówki naszych ulubionych miejsc i na trwałe moszcząc sobie miejsce gdzieś pomiędzy Nepalem a Filipinami.

Oprócz orangutanów, żółwi, rekinów, małp długonosych, niezapomnianych przejazdów stopem czy pierwszego podczas tej podróży przekraczania równika, najsilniej wryło nam się w pamięć przedzieranie przez indonezyjską część wyspy – Kalimantan. Przejazd z Berau do Samarindy to historia na pół książki, a nie wpis. Autobus, którym mieliśmy jechać 18 godzin, stał się naszym domem na 3 dni i 2 noce.

Równikowe deszcze rozmoczyły leśne dukty udające drogi, tworząc metrowe rowy i koleiny, w których kolejno utykaliśmy. Wyciąganie autobusu za linę w środku nocy, gotowanie jajek w ognisku pod ciężarówkami czy dwie noce spędzone w rowie mocno zżyły nas z okoliczną ludnością i indonezyjskimi tirowcami, z którymi związał nas los.

Jednym słowem – Borneo, o jakim marzyliśmy.

A niektórzy naiwni wierzą, że Indonezyjczycy z Borneo są niezbyt mili...

A niektórzy naiwni wierzą, że Indonezyjczycy z Borneo są niezbyt mili...

Zatem mimo przejściowych rozważań o powrocie, ku rozpaczy rodziny, jedynie spod uśmiechniętego wąsa okazjonalnie śledzącej nasze poczynania, kontynuujemy eskapadę. Co więcej, przygody takie jak rzeczony przejazd autobusem i nocowanie w borneańskich rowach natchnęły nas kolejną genialną myślą.

Jedziemy na Papuę – etnicznie jedno z najbardziej różnorodnych miejsc na Ziemi, same w sobie będące mikrokosmosem. To tu w części nowo-gwinejskiej mówi się w ponad 800 językach. Z kolei w części indonezyjskiej niektóre doliny górskie zostały odkryte przez białych ludzi dopiero w latach 40-tych i 50-tych, a ich mieszkańcy posługiwali się wówczas narzędziami z epoki kamienia łupanego. Tam nas potrzeba.

.

Reklamy

W żółwim tempie

Rajska plaża, setki żółwi gniazdujących na wyspie i żerujących w okolicznych wodach, ulica rodem z Dzikiego Zachodu oraz jedna jedyna wioska rybacka, w której życie płynie niemal jak przed wiekami. A wszystko to na wyspie, którą można obejść dookoła w niecałą godzinę.

Kilka drobnych skaleczen, zastrzyk adrenaliny na 8 metrach i oto jest - pierwszy osobiście zerwany kokos

Kilka drobnych skaleczen, zastrzyk adrenaliny na 8 metrach i oto jest - pierwszy osobiście zerwany kokos

Derawan przyćmił niemal wszystko do tej pory. Nie powiem, oczekiwania wobec Indonezji mieliśmy spore. Ale to co dostaliśmy już w ramach pierwszego uderzenia na Borneo, okazało się niemal nokautujące.

Morski wypas

Okolice Derawanu to żółwiowa stolica Koralowego Trójkąta. Tu oraz na pobliskiej Wyspie Sangalaki znajdują się jedne z największych i skupiska gniazdowania żółwi zielonych. A warto wiedzieć, że te morskie olbrzymy, osiągające nawet 2 metry długości, zawsze bezbłędnie wracają na plażę, na której przyszły na świat. I czynią to, mimo że w ciągu całego nierzadko ponad stuletniego życia przemierzają dziesiątki tysięcy kilometrów od Azji po Ameryki.

Delektując się urokami nurkowania i snorklowania w towarzystwie żółwi w okolicy Sipadanu w Malezji, nie mogliśmy wyjść z podziwu dla tych zwierząt. Majestatyczne, ogromne, a jednocześnie niesłychanie zwinne i potrafiące w pół sekundy momentalnie przyspieszyć i zniknąć nam z oczu.

Na Derawanie przyrodnicze pasje mogliśmy zaspokajać bez końca. Tutaj najwięcej żółwi ściąga nie na rafy, ale na płyciutkie, półtora i dwumetrowe wody, gdzie wypasają się na podmorskich łąkach. Początkowo nieśmiałe, czasem płochliwe, nie dają podejść do siebie zbyt blisko.

Ale my w wodzie siedzieliśmy tyle czasu, że niektóre z żółwi niemal udało nam się oswoić. Bez trudu rozróżnialiśmy je już po wzorach pancerza i zachowaniu. Był szybki Guzik, któremu kawałek pancerza odprysnął najprawdopodobniej podczas uderzenia przez łódź. Była nieśmiała Szrama o charakterystycznym niesymetrycznym wzorze.

I była też Nasza. Żółwica może o niezbyt wyszukanym imieniu ale o wielkim sercu. Tymczasowe imię przylgnęło do niej na dobre po kilku dniach, gdy już w ogóle nie zwracała na nas uwagi. Razem pływaliśmy, nurkowaliśmy, szorowaliśmy brzuchem dno. Zabawy z Naszą to z pewnością największy wypas podczas tej podróży.

Oko w oko

Oko w oko

A trzeba przyznać, że lądując na wyspie, nie byliśmy wniebowzięci. Brak rajskich domków przy plaży i w ogóle, jak się wówczas wydawało, brak jakiejkolwiek plaży, a jedynie pomosty wychodzące w morze. Gdzie przypłyną tu jakiekolwiek żółwie, zadawaliśmy sobie pytanie, patrząc na liczne łodzie rybackie i śmieci na dnie niewielkiej przystani.

Już pierwszego dnia wszystkie te wrażenia rozpłynęły się jak ryż kokosowy w ustach. Szybko wyszło na jaw, że żółwie dziesiątkami lawirują między pomostami i łodziami jak najlepsi nawigatorzy, a całe pół wyspy zajmuje jedna wielka niezagospodarowana plaża, skądinąd przeznaczona głównie dla żółwi, które w nocy składają na niej jaja.

Przy odrobinie szczescia noca mozna trafic na wykluwajace sie zolwiki i eskortowac je w drodze do morza

Przy odrobinie szczęścia nocą można trafić na wykluwające się żółwiki i eskortować je w drodze do morza

Klimat równikowy, typ morski, podtyp serdeczny

Choć może wydać się to zaskakujące, to nie żółwie są główną atrakcją Derawanu.

Puszczanie latawców - ulubione zajęcie dzieci i dorosłych

Puszczanie latawców - ulubione zajęcie dzieci i dorosłych

Życie w iście wyspiarskim stylu kwitnie tu w najlepsze i wyziera z każdego kąta. W wiosce o jednej ulicy wszyscy mieszkańcy bez trudu rozpoznają nielicznych turystów, których na wyspie przebywa zazwyczaj koło 8.

W dzień łowienie ryb, po południu obowiązkowa siatkówka, a dla dzieciaków latawce.

W sobotę jeszcze lepiej. Około 16 wioska zamiera. Wszystkie 3 restauracyjki zamknięte, grille wygaszone, kioski zamknięte. W domu rybak też musi poczekać na kolację do wieczora. Gospodynie mają przerwę.

Wszystkie jak jeden mąż gromadzą się na boisku i rozpoczyna się cotygodniowa sesja siatkówki damskiej. Tu nie ma przeproś. Ściny bez pardonu, wymiany po 5-8 przebić i wszystkie zagrania na 3. Włosy stają dęba, gdy obserwuje się miejscową ligę, gdzie kobiety w wieku od 15 do 55 lat, w większości w piżamach i wszystkie na boso, z poświęceniem godnym większej sprawy walczą o każdy punkt.

Siatkarska kadra czeka

Siatkarska kadra czeka

A gdy już mamy przesyt wyspiarskiego życia (o ile to możliwe) i pływania z żółwiami, zawsze można wyskoczyć na pobliskie wyspy – Kakaban i Sangalaki, o których nie śnili nawet w National Geographic. Ale o tym w następnym odcinku..

.

A jak żółwikowi patrzy z oczu na żywo? Zobacz sam.

.

.

I tradycyjnie więcej zdjęć spod ręki wagabundowego operatora.

.

Pulau Derawan, Borneo, Indonezja

.

—————————————————-

A gdy Ty, drogi Blogoczytaczu, cieszysz swe oczy niniejszym tekstem, w nowym oknie poszukując już biletów do Balikpapan na indonezyjskim Borneo, my już od jakiegoś czasu siedzimy zaszyci na Archipelagu Togean u wybrzeży Celebesu. Bez Internetu, bez prądu.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że miejsce to zapowiada się równie uroczo. Bo choć nie będzie tam żółwi (aż tyle), to rdzennymi mieszkańcami są Bajo – morscy cyganie. Zatem z kamerą wśród zwierząt przenosimy się pośród ludzi.

Pozostajemy w kontakcie.

.

Ludzie lasu

Trzy procent. Tyle różni nasze DNA od kodu genetycznego jednego z naszych najbliższych krewnych. Dayakowie – rdzenni mieszkańcy tych terenów od zawsze traktowali go jako naszego dalekiego kuzyna i darzyli szacunkiem. Nazwali go Orang-Utan, czyli Człowiek lasu.

I na co się tak przyglądacie?

I na co się tak przyglądacie?

Gdy obserwuje się orangutany w naturalnym środowisku, nie sposób nie odnieść wrażenia, że właśnie obserwujemy praczłowieka. Zwierzęta te chodzą, jedzą, wspinają się i zachowują jak ludzie. Podobnie jak inne naczelne, bardzo szybko się uczą, a w towarzystwie ludzi podpatrują nasze zachowania. W Parku Tanjung Puting w południowym Kalimantanie na przykład lubią udawać, że piorą, młotkiem wbijają gwoździe czy pływają łodzią. Wieczorem palcem myją zęby, a w ciągu dnia podpatrują strażników i udają, że kijem piłują drzewo.

Na wolności żyją wysoko na drzewach i rzadko schodzą na ziemię. W koronach drzew budują 2-3 gniazda dziennie, w których odpoczywają i śpią. Gdy zanosi się na deszcz, szukają rozłożystych liści bananowca, żeby zadaszyć swoje domki. Ogólnie są raczej w typie Złotej Rączki i mają doskonały zmysł mechaniczny. Do wyjmowania owadów używają ponad 50 rodzajów narzędzi, do otwierania i przygotowywania owoców – ponad 20.

Baka - ciekawski psotnik

Baka - ciekawski psotnik

Chrześcijański model rodziny

Ewolucja to potęga. W przypadku orangutanów ewolucyjne podobieństwa do ludzi aż rażą w oczy. Ciąża trwa 9 miesięcy. Podobnie jak ludzie, mają przewód pokarmowy przystosowany głównie do trawienia owoców, roślin i orzechów. Zapuszczają brodę i wąsy. Samica rodzi po jednym dziecku, którym opiekuje się co najmniej 5-6 lat. W pierwszą ciążę zachodzi zazwyczaj w wieku 12-20 lat, a w ciągu całego życia zwykle rodzi dwoje lub troje potomstwa. Jak nic – chrześcijański model rodziny 2+3.

Orangutany trzymane w niewoli jeszcze bardziej upodabniają się do ludzi. Próbują chodzić w pozycji wyprostowanej i nierzadko mają nadwagę. Często znają kilkadziesiąt słów i potrafią budować zdania. Jeden z orangutanów zrobił nawet coś, co do niedawna uchodziło wyłącznie za ludzką umiejętność.

Nauczył się kłamać. Potrafił oszukać swojego opiekuna, mówiąc mu, że wykonał zadania, o które tamten go prosił. Co więcej czasem dla zabawy udawał, że dusi się pestką albo że zrobił sobie krzywdę.

Homo erectus?

Homo erectus?

Semenggoh – oaza w Sarawak

Obserwowanie orangutanów to niemal mistyczne przeżycie. W parku Semenggoh w Malezji żyją one w stanie pół-dzikim. Jest ich tu ponad 20 i niemal wszyscy są indywidualistami.

Będą tu dla mnie jakieś banany?

Będą tu dla mnie jakieś banany?

Jest Nora. Przez pracowników parku nazywana „Hot Mama”, gdyż w ciągu 15 lat urodziła już trójkę maluchów i chyba ma ochotę na kolejne. Zwykle spokojna i milusińska, ale niech tylko ktoś spróbuje podejść bliżej do jej najmłodszego dziecka – Baki… Może huknąć kokosem albo metrową gałęzią. A trzeba wiedzieć, że orangutany są znakomitymi miotaczami.

Jest Ritchie – samiec alfa, przywódca klanu. Ma 29 lat, jest o połowę większy od innych orangutanów i ma własny kodeks, którego wizytujący muszą przestrzegać. Nie lubi jak się do niego czymś celuje – statywem, kijem, a nawet palcem. Nie trawi lampy błyskowej. Nie lubi, gdy ktoś się śmieje, kiedy zrobi coś śmiesznego. I nie zna się na żartach.

Zresztą nikogo nie trzeba specjalnie przekonywać, żeby nie łamał kodeksu Ritchiego. Przeciętne orangutany są 4 razy silniejsze od dorosłych ludzi i bez problemu mogą nam wyrwać rękę. Rozeźlony Ritchie potrafi wyrywać drzewa. Tak ogromna siła pozwala orangutanom, godzinami wisieć na jednej ręce czy nodze, zajadając owoce. Jednocześnie może jednak w okamgnieniu zmienić je w bestie, przy których Spiderman czy Hulk z bohaterów komiksów przeistaczają się w komików.

Ritchie - samiec alfa. Rocznik '82, koleś przy masie, szelmowska bródka i przenikliwe spojrzenie. Czy kogoś Wam to nie przypomina??

Ritchie - samiec alfa. Rocznik '82, koleś przy masie, szelmowska bródka i przenikliwe spojrzenie. Czy kogoś Wam to nie przypomina??

I stała się jasność

Do niedawna w Semenggoh był także Aman. Ciekawski nonkonformista. Gdy podrósł, zaczął nawet kwestionować pozycję Ritchiego, czym kilka razy rozpętali tu takie piekło, że trzęsła się cała dżungla.

Kilka lat temu z ciekawości zapuścil się daleko poza granice parku i ugryzł przewód wysokiego napięcia. Prąd porządnie pokiereszował mu twarz, a w ciągu kolejnych dwóch lat całkowicie stracił wzrok. Z żalu popadł w apatię, przestał jeść i wydawało się, że nie ma dla niego ratunku.

Jego historią zainteresowało się jednak dwóch amerykańskich weterynarzy pracujących w Afryce i postanowili mu pomóc. Przeprowadzili pierwszą operację wzroku u orangutanów i przywrócili mu wzrok. Aby zażegnać narastający konflikt o przywództwo, Aman został przeniesiony do pobliskiego centrum, gdzie orangutany uratowane z niewoli przechodzą wstępną rehabilitację. Tam jest samcem alfa i został rozpłodowcem. Dziś żyje jak pączek w maśle.

.

Zobacz, jak żyliśmy zanim zeszliśmy z drzew.

.

.

I obejrzyj więcej zdjęć orangutanów.

Orangutany Borneo, Semeggoh, Malezja

.

————————————————————

Informacje praktyczne

Semenggoh Wildlife Centre to najlepsze miejsce w całej malezyjskiej części Borneo, aby obserwować orangutany. Żyją tu one w stanie pół-dzikim i przychodzą tylko na dokarmienie 2 razy dziennie – o 9 i 15.

Większość turystów przyjeżdża właśnie w tych godzinach i zostaje na jedną sesję. Nas orangutany zauroczyły do tego stopnia, że przyjechaliśmy 2 dni z rzędu, obserwować je 4 razy. I każdy raz był inny. Orangutany przychodzą codziennie, ale często różne.

Niektóre, tak jak Arnorma nazywany „Księciem dzikich orangutanów” pojawiają się raz na kilka tygodni. Aby spotkać Ritchiego też trzeba mieć wiele szczęścia. Nam raz ono dopisało.

orangutan borneo semenggoh malaysia female

Między 10 a 14 w parku nie ma nikogo oprócz pracowników, a ci chętnie służą wszelkimi informacjami. Mimo że tak fantastyczne, Semenggoh nie jest w ogóle nawiedzane przez tłumy. W przeciwieństwie do Centrum Sepilok w Sabah, do którego przyjeżdża ok. 1000 osób dziennie i które nie ma nic z mistycznej atmosfery obserwowania orangutanów w stanie dzikim. Sepilok jest jak turystyczne zoo położone we wschodnim Borneo, gdzie bilet kosztuje 30 zł (bilet do Semenggoh kosztuje 3 zł).

Do Semenggoh odległego od Kuching o 20 km można dojechać autobusem miejskim nr K6 z centrum miasta. Wrócić bez problemu można stopem.

.

Podwodny raj Jacquesa Cousteau

Na lewo kolorowe jak tęcza papugoryby obgryzają korale. Na prawo żółw. Odruchowo wstrzymujesz oddech, gdy powoli, majestatycznie mija Cię rekin. Nie zatrzymujesz się jednak i płyniesz dalej. Po chwili wpadasz w oko cyklonu i otacza Cię ławica półtorametrowych barakud. Wiesz na pewno – jesteś na Sipadanie.

Sipadan to miejsce szczególne. Ta malusieńka wyspa położona jest zaledwie 40 km od wybrzeży Borneo. Nie jest ona jednak częścią szelfu kontynentalnego, a wynurza się bezpośrednio z głębi oceanicznej.

I właśnie to nadaje jej niesamowity charakter. Sipadan jest w zasadzie wierzchołkiem podmorskiego krateru wulkanicznego, a jego ściany opadają bezpośrednio 600 metrów wgłąb morza. Prądy wynoszące plankton z głębin ściągają na tę niezwykłą rafę tysiące oportunistów. Ogromne półtorametrowe żółwie zielone i żarłacze białopłetwe mieszkają tutaj na stałe. Stałymi bywalcami są również rekiny szare, nierzadko pojawiają się rekiny młoty. Od czasu do czasu przypływają też rekiny wielorybie i bliżej nieznane ryby z oceanicznych głębin, jak np. mola-mola.

Na samym cyplu Barracuda Point, gdzie bogactwo ryb jest największe, prąd jest tak silny, że człowiek nie ma szans pod niego płynąć. Gdy chcemy się czemuś przyjrzeć albo po prostu zatrzymać na chwilę, nie wystarczy już trzymać się blisko rafy, a trzeba po prostu zaprzeć się o jakąś skałę.

Ale za to w poszukiwaniu łupu przypływają tu liczące setki osobników ławice ogromnych barakud, a czasem niczym ściana wyrasta przed nami tuńczykopodobnych karanksów.

Miejsce to powszechnie uchodzi za jedno z najlepszych nurkowisk na świecie. Jacques Cousteau twierdził, że jest najlepsze.

W stu procentach potwierdzamy tę tezę. Na Sipadanie trudno zdecydować się, na czym skupić wzrok.

.

Sami też możecie podejrzeć odrobinę Sipadanu. O tutaj:

.

.

A tu macie jeszcze parę zdjęć.

Sipadan – podwodny cud świata, Borneo, Malezja

.

—————————————————

Informacje praktyczne

Nurkowanie na Sipadanie nie jest tanie, szczególnie jeśli chcemy zanurkować wyłącznie tam. Nie jest też jednak kosmicznie drogie, jak mogłoby się wydawać. Jeden dzień nurkowania na Sipadanie (3 nury) kosztuje 500-600 RGT, a cena bardzo korzystnie spada, jeśli zanurkujemy też na innych wyspach. Trzydniowy pakiet 9 nurkowań, z czego 3 na Sipadanie, w najtańszym i bardzo dobrym Sipadan Scuba można dostać już za 1050 ringitów czyli ok. 980 zł.

Najtańszą i chyba najlepszą opcją jest jednak Billabong Scuba. Pakiet 6 nurkowań (3 na Sipadanie) z wyżywieniem i jednym noclegiem na koralowej wyspie Mabul kosztuje 840 ringitów. Za 120 RGT więcej na wyspie można zostać jeszcze jedną noc, otrzymując dodatkowe nurkowanie. My niestety nie mogliśmy skorzystać z tej opcji, bo w Billabong Scuba musielibyśmy czekać tydzień na najbliższe wolne miejsca na Sipadan.

Mabul nie jest tani, bo najtańszy nocleg na tej wyspie kosztuje 70 RGT od osoby, czyli jakieś 4 razy drożej niż w Sempornie i normalnie na Borneo. Zaletą Mabulu jest jednak to, że mieszka się bezpośrednio nad przepiękną rafą i można snorklować, a Semporna nie daje takich możliwości.

Generalnie zamierzając nurkować na Sipadanie, warto miejsce zarezerwować wcześniej przez Internet. My nie zrobiliśmy tego, licząc, że na miejscu w Sempornie będzie największy wybór. Po części to prawda, ale i tak we wszystkich biurach rezerwacja odbywa się przez Internet. Korzystając z Sipadan Scuba, też musieliśmy zamówić nasz pakiet bezpośrednio na komputerze w biurze. Większość biur nie miała miejsc na 5 dni wprzód, a oblegany i zdecydowanie przereklamowany Scuba Junkie aż na najbliższy miesiąc.

120 pozwoleń wydawanych dziennie na wyspę dzielone jest między wszystkie biura, które sprzedają je we własnym zakresie w pakietach bądź pojedynczo. Nurkowanie na Sibuan, Mantabuan czy Mabul nie są oczywiście już tak niesamowite jak na Sipadanie, ale to i tak nurkowa górna półka.

Nurkowanie na Sibuan jest zdecydowanie najsłabsze, ale za to wyspa jest najpiękniejsza. Generalnie na 9 nurkowań z żółwiami pływaliśmy aż 7 razy. Wówczas wydawało nam się to niezwykłe. Tak było do czasu, gdy odwiedziliśmy Derawan.

Ale o tym w następnym odcinku…

.

Dyktatura doskonała

Dziś politologiczna ciekawostka.

W Singapurze panuje demokracja. Nominalnie. Faktycznie jednak kraj ten jest w zasadzie systemem autorytarnym. Rządząca partia kontroluje wszystkie media, a wolna prasa i telewizja nie istnieją. Mimo że kraj teoretycznie jest wolny, krytyka władzy szybko kończy się w sprawnie działających sądach, gdzie opozycjoniści kolejno bankrutują po orzeczeniu horrendalnych odszkodowań pod zarzutem zniesławienia.

Sąd Najwyższy w Singapurze - tu kończą nadgorliwi opozycjoniści

Sąd Najwyższy w Singapurze - tu kończą nadgorliwi opozycjoniści

Rządźcie się sami

A zaczęło się skromnie. Po odzyskaniu niepodległości w 1963 r. Singapur przyłączył się do niedawno powstałej Federacji Malezji, obejmującej oprócz Malezji, także autonomiczne prowincje Borneo – Sarawak i Sabah. Jednak już 2 lata później Singapur wyleciał z Federacji z wielkim hukiem, wyrzucony przez ówczesnego premiera Malezji, po wnoszeniu oskarżeń o dyskryminację Chińczyków, którzy w tym kraju stanowią większość.

Od tamtej pory, nieprzerwanie przez ponad 40 lat, zarządzany jest żelazną ręką przez jedną partię – Partię Akcji Ludowej. Pod jej przywództwem Singapur przeszedł niesamowitą metamorfozę i z przeciętnego miasta i zwykłego portu stał się drugim najbardziej rozwiniętym państwem Azji, po Japonii i jednym z największych portów świata.

W Singapurze nawet Chinatown świeci czystością. Niestety również całkowitym brakiem ducha.

W Singapurze nawet Chinatown świeci czystością. Niestety również całkowitym brakiem ducha.

Chińczycy mieszkający w Malezji, która jest znacznie bardziej demokratyczna i zarządzana głównie przez Malajów, po cichu lubią mówić, że gdyby Chińczycy rządzili także Malezją, to byłoby tu jak w Singapurze.

Demokratyczna pułapka

Ale nie ma nic za darmo.

Wyjątkowo skomplikowana ordynacja wyborcza i brak wolnych mediów sprawia, że partiom opozycyjnym jeszcze nigdy nie udało zdobyć żadnego mandatu w liczącym 87 miejsc parlamencie. Kilkakrotnie władza z litości dopraszała jednego lub dwóch opozycjonistów, żeby nie było, że w parlamencie siedzi tylko PAL.

Liderem Partii Akcji Ludowej i premierem Singapuru przez ponad 30 lat był Lee Kuan Yew. Od 2004 r. najdziwniejszą demokracją świata rządzi jego najstarszy syn – Lee Hsien Loong.

Wejdziesz na trawnik i po Tobie

Wejdziesz na trawnik i po Tobie

System wyborczy w Singapurze to twardy orzech. Kilka dni zajęło mi ustalenie, jak to możliwe, że opozycja notorycznie zdobywa 30-40% głosów w wyborach, ale jeszcze nigdy nie zdobyła ani jednego miejsca w parlamencie.

Bardzo skomplikowana singapurska ordynacja wyborcza ewoluowała przez lata. W skrócie można powiedzieć, że w kraju tym obowiązuje ordynacja większościowa działająca niemal jak okręgi jednomandatowe. Kraj podzielony jest na kilkanaście okręgów, w których wybiera się nie jednego, ale całe pakiety posłów – najczęściej szóstkami. Z danego okręgu awansuje więc nie sześciu kandydatów z największą liczbą głosów, ale sześciu kandydatów z jednej partii, która zdobyła najwięcej głosów.

„Wszystko albo nic”, jak mówiono, tworząc ten system. Miało to zapobiec niesterowności państwa. A skończyło się na zapewnieniu 100-procentowej wybieralności jednej partii przez 50 lat.

Wyłom

Zresztą do osobliwej ordynacji dochodzi jeszcze szereg innych wymogów, które musi spełniać wystawiona lista sześciu kandydatów, aby w ogóle zostać zarejestrowana. Między innymi muszą oni odzwierciedlać różnorodność etniczną kraju i wywodzić się z różnych środowisk. Tak surowe wymogi często sprawiały, że w wielu okręgach wyborczych startowała Tylko Jedna Prawidłowa Szóstka. Ale to się zmieniło.

Marina Bay - finansowe centrum Singapuru

Marina Bay - finansowe centrum Singapuru

Podczas naszego pobytu w Singapurze, odbyły się akurat najbardziej przełomowe wybory w historii tego kraju. W 2011 r. opozycja dzięki Internetowi, który jako jedyne medium w Singapurze jest naprawdę wolny, zyskuje coraz silniejszą pozycję i po raz pierwszy udało jej się nawet zdobyć jedną Szóstkę w parlamencie. Nie jest to wiele, ale opozycja świętuje największy sukces w historii, a w mediach, nawet światowych, mówi się już o przełomie i wyrwie w systemie singapurskim.

A przed wyborami gazety i telewizja były po prostu pełne premiera. „Nie demontujmy świetnie działającego systemu”, „Najsprawniejsza demokracja świata” krzyczały nagłówki z każdej strony, sukces gonił sukces, a plany rosły jeszcze ambitniejsze.

Zupełnie jak w niektórych krajach europejskich.

.

———————————————–

P.S. który miał nawet być wpisem

Być może zastanawiacie się, jakim cudem po raz kolejny katujemy Was jakimś zaprzeszłym wpisem z Singapuru, skoro ostatnio niemal przez miesiąc przemierzaliśmy Borneo, a teraz już od jakiegoś czasu badamy Celebes.

Otóż spędziwszy ponad tydzień na fantastycznym Derawanie, całe dnie pławiliśmy się w rozkoszach pływania z żółwiami albo podglądając leniwie płynące rybackie życie Indonezji. Wieczorami natomiast, nie dysponując nawet piwem, mieliśmy sporo czasu. Więc w przerwach między egzystencjalnymi dywagacjami a towarzyszeniem młodym żółwikom w odnajdywaniu drogi do morza, korzystając z okazjonalnych dostaw prądu, zabijaliśmy nudę wspominkami.

I z tych oto wspominków uzbierało się parę wpisów, które w najbliższych dniach będą się ukazywać pod naszą nieobecność.

We wspominkach nie udało nam się jednak sięgnąć myślami Malezji kontynentalnej. Kraj, jak wszystkie inne, ciekawy, więc i pisać można by wiele. Może innym razem.

Dziś tylko to, co w kontynentalnej Malezji najciekawsze – zielone dywany herbacianych wzgórz Cameron Highlands. W postaci obrazkowej.

.

Cameron Highlands, Malezja

.

P.P.S. A jeśli się nie zastanawiacie, dlaczego katujemy was starzyzną, to powinniście częściej zaglądać, gdzie się aktualnie znajdujemy.

.

Pazur lwa

Miasto XXI wieku? Stolica czystości? Imperium zakazów? Kolejna azjatycka metropolia przyszłości? Nic z tych rzeczy. Nam Singapur już zawsze będzie kojarzył się z nauką na najwyższym poziomie.

Co ciekawe, główna w tym zasługa polskich naukowców. Przyszłych i obecnych. Do przyszłych trafiliśmy przez CouchSurfing. Polskich doktorantów biologii z Warszawy, Londynu czy Krakowa do Singapuru przyciągają stypendia i staże, a także, przede wszystkim, niesamowite warunki badawcze. Weronika hoduje i bada komórki macierzyste w laboratoriach, o jakich się w Polsce nie śniło, Andrzej zajmuje się biologią molekularną i tylko granice wyobraźni wyznaczają pole jego eksperymentów. A takich naukowców, nie tylko biologów, ale także fizyków, chemików i inżynierów są tu setki albo i tysiące.

Na dach Marina Bay Sands można dostać się po zapłaceniu 10 dolarów. Przy odrobinie szczęścia można też na krzywy ryj, o czym, zdaje się, już wspominaliśmy

Na dach Marina Bay Sands można dostać się po zapłaceniu 10 dolarów. Przy odrobinie szczęścia można też na krzywy ryj, o czym, zdaje się, już wspominaliśmy

Nauka w służbie pieniądza

Zarządzane przez Chińczyków Miasto Lwa stawia na technologie przyszłości i w ostatnich latach wybudowało nie jedno, a kilka ogromnych kompleksów naukowych. Biopolis, Science Park czy Fusionopolis podkupują wiodących naukowców z całego świata – profesorów Harvardu, Cambridge czy Stanford i tworzą niesamowite miasteczka naukowe na wzór Doliny Krzemowej czy Route 128 w Stanach Zjednoczonych. W każdym z nich znajduje się po kilka specjalistycznych instytutów naukowych, zarządzanych i prowadzonych przez profesorów najbardziej prestiżowych światowych uczelni.

A pieniądze? Jeszcze 2 lata temu pieniądze na badania, eksperymenty czy aparaturę badawczą były całkowicie nieograniczone. Gdy przyszedł kryzys wprowadzono pewne limity, ale i tak miliony dolarów są do dyspozycji naukowców.

Nie jest to jednak altruizm. Nic z tych rzeczy, nie w przypadku Chińczyków. Nauka w imię postępu, owszem, ale dla pieniędzy. Ogromne inwestycje i niemal nieograniczone środki na badania i rozwój mają przynieść wymierne korzyści za 5, 10, najdalej 20 lat. A efekty już są.

Kilka dni temu w największej telewizji informacyjnej Azji Południowo-Wschodniej – Channel News Asia widzieliśmy wywiad z prof. Wiesławem Nowińskim, polskim naukowcem, który właśnie opatentował „Atlas mózgu”. „Brain atlas” to technologia przyszłości, która ma pomóc szybciej i dokładniej diagnozować wylewy, zawały czy krwotoki, pozwalając jednocześnie na kompleksowe skanowanie mózgu. Profesor wraz ze współpracownikami właśnie otwiera firmę w Singapurze, która będzie komercjalizować ten wynalazek. Za kilka, kilkanaście lat będzie pewnie dostępna w większości nowoczesnych szpitali. Zaczynają oczywiście od Stanów.

Obwąchiwanie kory drzewa cynamonowego w parku

Obwąchiwanie kory drzewa cynamonowego w parku

A piasek mamy z Malezji

Pieniądze w Singapurze widać na każdym kroku. Równo przystrzyżone trawniki, najnowsze limuzyny, strzeliste biurowce i masa ekskluzywnych hoteli. Żeby mieszkańcom żyło się lepiej, jedną z wysp u wybrzeża przekształcono nawet na tropikalne centrum rozrywkowe ze sztucznymi plażami włącznie.

Kosztem miliardów dolarów władze od podstaw stworzyły twór, który łączy w sobie tropikalne plaże Malezji, kasyna Makau i amerykańskie centra rozrywki, oczywiście z azjatyckim rozmachem i wyzierającą z każdego otworu dozą kiczu. Sentosa to najpopularniejsze miejsce w Singapurze, oblegane przez Singapurczyków i tysiące turystów z Malezji czy Chin.

Klasyczne zdjęcie z misiem. A co tam.. pcham się i ja...

Klasyczne zdjęcie z misiem. A co tam.. pcham się i ja...

„A tu będzie piękne miasto”

A zaczęło się bardzo skromnie. Niecałe 200 lat temu Singapur stworzyli Brytyjczycy. I jest to jedna z niewielu Idei Fix, która udała się w historii świata. Osada wybudowana na skrawku lądu nad najbardziej ruchliwą cieśniną świata od początku miała stać się jednym z najbardziej ruchliwych portów i kosmopolitycznych miast świata. Brytyjski leseferyzm i położenie na szlaku tranzytowym szybko zrobiły swoje. Przyciągało rzesze kupców z Arabii, Indii, Chin, a przede wszystkim z Europy. Miasto nie ma nawet 200 lat, a już w połowie XIX w. stało się jednym z najważniejszych portów w Azji.

Dziś u wybrzeży Singapuru przepływa połowa wszystkich kontenerowców poruszających się po kuli ziemskiej, a port w Singapurze, niezależnie od przyjętego sposobu liczenia, mieści się wśród 5 największych portów świata, nierzadko będąc w tej grupie liderem. Miasto to jest także czwartym największym centrum finansowym świata, zaraz po Londynie, Nowym Jorku i Tokio.

Sentosa - sztuczne plaże, piasek importowany z Malezji i tylko tankowce prawdziwe

Sentosa - sztuczne plaże, piasek importowany z Malezji i tylko tankowce prawdziwe

Obecnie Singapur największe problemy ma z brakującą przestrzenią. Wyspa jest w zasadzie niewielka i już od dawna brakuje na niej miejsca. Ale gdy ma się pieniądze, na wszystko jest sposób. Przez ostatnie pół wieku Singapur zwiększył się o ponad 1/5, wyrywając morzu ponad 120 km2 lądu. W ciągu najbliższych 20 lat osuszanie gruntów przyniesie kolejne 100 km2.

Gdy obserwuje się portowo-industrialne południowe wybrzeże, prędkość z jaką na ziemiach odzyskanych powstają szklane biurowce aż razi w oczy. Budynki w kształcie żagli, strzeliste wieże i hotele połączone dachem.

Powtarzając za popularnym żartem, Singapurczycy lubią mawiać: „Uwielbiam Singapur. Ciekawe jak będzie wyglądał, gdy skończą go budować.”

Marina Bay Sands - trzy budynki hotelu połączone dachem. Taras widokowy, ogród, basen - te sprawy

Marina Bay Sands - trzy budynki hotelu połączone dachem. Na 57 piętrze taras widokowy, ogród, basen - te sprawy

Kulinarna stolica świata

I jeszcze jedna rzecz. Niespotykane bogactwo etniczne kraju zapewnia niezapomniane doznania kulinarne. W naszym odczuciu jedzenie w Singapurze jest najlepsze w Azji.

Jest oczywiście najlepsza na świecie kuchnia tajska. Co ciekawe tak samo dobra jak Tajlandii, co jeszcze nigdzie na świecie się nie zdarzyło. Jest przepyszna kuchnia koreańska i chińska, bardzo dobra malajska. Jeśli ktoś lubi, to kuchnia hinduska też jest bardzo dobra i oczywiście nieporównywalnie lepsza niż w Indiach. Ale to akurat to standard, bo dobre hinduskie danie można bez problemu dostać w Malezji czy Londynie, ale w Indiach to naprawdę wielka sztuka.

Pomalowane i odrestaurowane kolonialne budynki święcą w wielu miejscach. Wypucowane jak cały Singapur

Pomalowane i odrestaurowane kolonialne budynki święcą w wielu miejscach. Wypucowane jak cały Singapur

Co prawda o koreańskiej kuchni, która zasmakowała nam wyjątkowo, wypowiadamy się tylko z rozpędu. Tak czy inaczej jest już co najmniej jeden powód, żeby pojechać do Korei.

Fakt faktem w Singapurze akurat kuchnia chyba zawsze jest autentyczna i smaczna. Zresztą jaka ma być, skoro przyrządzają ją najprawdziwsi Koreańczycy, Tajowie, Malajowie, a jak kto chce to i Francuzi albo Włosi. I to z najprawdziwszych krajowych składników.

Naród singapurski nie istnieje, bo nigdy nie istniał, a kraj ten zamieszkują wyłącznie imigranci. Znaczna większość z Chin i od ponad 150 lat, ale nadal duchowo i kulinarnie są to obywatele własnych krajów.

Azja w pigułce

Miasto Lwa naprawdę potrafi być piękne. Urocze odrestaurowane budynki kolonialne pięknie kontrastują ze szklanymi wieżowcami. W zielonych parkach można obserwować dziko żyjące półtorametrowe warany i Ogrody Przypraw, podglądając jak rośnie cynamon, gałka muszkatołowa, pieprz czy goździki.

Ale według nas największą i najbardziej niesamowitą atrakcją Singapuru jest Muzeum Cywilizacji Azji. Muzeum rodem nie z XXI, ale z XXII wieku, gdzie na niewielkiej w sumie powierzchni naprawdę udało się przedstawić Azję w pigułce. Cztery sekcje – świat arabski, Chiny, Indie, Azja Południowo-Wschodnia i wszystkie równie ciekawe i fascynująco zaprezentowane.

Dobrze że oddychać można

Dobrze że oddychać można

Setki nagrań wideo, multimedialne mapy prowadzące widzów przez tysiąclecia poszczególnych regionów, wirtualni przewodnicy opowiadający o życiu codziennym, historii, obyczajach i kulturze. W Muzeum Cywilizacji Azji można poznawać tajniki arabskiej kaligrafii na dotykowych ekranach, uczyć się śpiewać wersety koranu z muezinami, zrozumieć historie Chin czy odbyć niebywałą wprost podróż w czasie przez królestwa Azji Południowo-Wschodniej.

W muzeum tym spędziliśmy calutki dzień i nie obejrzeliśmy nawet połowy materiałów. Przejeżdżając lub przelatując przez Singapur, do którego prawdopodobnie traficie, wybierając się w dowolnym kierunku w Azji Południowo-Wschodniej, warto zatrzymać się w tym muzeum przynajmniej na jeden dzień.

Ale uwaga! Dla ludzi ciekawych świata – cały dzień z życiorysu.

Choć wcześniej wydawało nam się to niemożliwe, singapurskie Muzeum Cywilizacji Azji jest nawet lepsze niż dwa najbardziej niezwykłe muzea, jakie dotychczas odwiedziliśmy w Azji. Muzeum Narkotyków (Hall of Opium) w Sop Ruak w Tajlandii i Petrosians w Kuala Lumpur.

Kuratorka Muzeum Cywilizacji Azji, położonego w samym centrum miasta, twierdzi, że większość osób trafia tu, chroniąc się przed upałem bądź deszczem. Życzymy Wam deszczu nad Singapurem.

.

Singapur

Zobacz więcej zdjęć z Singapuru.

.

———————————————————-

Informacje praktyczne

Wbrew pogłoskom Singapur nie jest koszmarnie drogi. Na transport nie wydaje się zbyt wiele i zazwyczaj kosztuje on 1-2 dolarów singapurskich za przejazd, czyli taniej niż w Polsce. Nawet dojazd z centrum na lotnisko metrem kosztuje zaledwie 2,5 dolara.

Co ciekawsze atrakcje również są albo tanie albo darmowe. Faktyczny problem stanowią noclegi, bo najtańszy pokój to koszt 150 zł. Z pomocą przychodzi jednak CouchSurfing. W Singapurze działa jedna z najbardziej aktywnych społeczności kanapowych na świecie i przy odrobinie chęci można znaleźć niesamowicie ciekawych ludzi gotowych przyjąć zbłąkanych wędrowców na kilka dni.

Zjeść w popularnych miejscowych lokalach można za 9-18 zł i taka kwota faktycznie może wydać się bulwersująca, bo to przecież przynajmniej 2-3 razy drożej niż normalnie w tej części Azji. Ale za to jakie jedzenie.

.

Jak wygląda jabłoń?

Derawan w pełnej krasie. Plaża, słońce, żółwie leniwie patrolują płycizny przy pomoście. W siatkówkę wygraliśmy 2:1 (do 16 i 18) i w ramach odpoczynku sączymy świeże kokosy. Hadji jak zwykle zdziwiony naszym zdziwieniem i fascynacją kokosami.

Kokoska?

Kokoska?

– A jakie owoce rosną w waszym kraju? – pyta.

– W Polandii? Hmm… jabłka… i truskawki.

– Jabłka? Łaaał.

– I gruszki.

– Gruszki… co Ty mówisz?. A jak wygląda jabłoń?

– Jabłoń? Jabłoń jest piękna. Jest wysoka i dostojna jak spora palma olejowa. Ale dużo bardziej rozłożysta – jak dwa duże drzewa cynamonowe. I ma gałęzie grube jak drzewo banyan.

– Niesamowite. A jabłka? Jak rosną jabłka?

– Jabłka rosną na jabłoni prawie jak mango na drzewach. Tylko że są ich setki – więcej niż rambutanów na rambutanowcu.

– Więcej niż rambutanów? Niemożliwe.

– I jabłka są różne! Mogą smakować jak wino, mogą być słodkie jak miód, a czasem są kwaśne jak kalamansi. Mogą być zielone albo czerwone. A niektóre są żółte zupełnie jak karambola.

– To musi być fantastyczny widok. Chciałbym zobaczyć kiedyś jabłoń…

– To prawda, jabłonie są piękne. Podobnie jak i czereśnie.

– Co to są czereśnie?

.

Żółwie przed śniadaniem, żółwie po obiedzie, a nawet żółwie w nocy. Po prostu Derawan

Żółwie przed śniadaniem, żółwie po obiedzie, a nawet żółwie w nocy. Po prostu Derawan

.