4000 Wysp – Laos, Nielaos

Si Phan Don, czyli „4000 Wysp” to wyjątkowo osobliwy twór. Jeszcze kilka lat temu ten zagubiony na końcu świata zakątek Laosu zamieszkany był niemal wyłącznie przez rybaków. Trafiali tu nieliczni backpackerzy, którzy zauroczeni niespiesznym tempem laotańskiego życia szybko i daleko sławili w świat to piękne miejsce.

Mekong w Si Phan Don o dziwo kusi pięknym błękitem. Możliwości samooczyszczania się wody są doprawdy zdumiewające

Mekong w Si Phan Don o dziwo kusi pięknym błękitem. Możliwości samooczyszczania się wody są doprawdy zdumiewające

Tam gdzie jeszcze 5 albo nawet 2 lata temu nie było prądu, dziś nawet Internet jest 24 h na dobę (co prawda za kosmiczne pieniądze – 9 zł za godzinę). Obecnie wszystkie 3 główne wyspy archipelagu są gęsto zabudowane zbitymi z bambusa domkami, a codziennie przybywają setki turystów.

Hamak, książka i BeerLao. I tak dzień za dniem

Hamak, książka i BeerLao. I tak dzień za dniem

Domki na wyspach są niebywale klimatyczne, bo przeważnie mieści się w nich jedynie łóżko i plecak. Oczywiście nikomu to nie przeszkadza, bo po pierwsze kosztują 4-5 dolarów za dobę, a większość czasu i tak spędza się na hamaku dyndającym na werandzie.

Turystyczna oaza spokoju

Tak czy owak choć Si Phan Don nadal oferuje autentyczny urok życia w tempie wolno płynącego Mekongu, to nie jest to już nieodwiedzana oaza na końcu świata. Dziś jest to raczej miejsce wypoczynku tysięcy backpackerów przebijających się przez Azję Południowo-Wschodnią. Niemal wszyscy oni urządzają sobie tutaj relaksujący przystanek podczas niezliczonych 2-, 3-, albo i 6-miesięcznych podróży.

Ma to swoje dobre i złe strony. Jest to świetne miejsce, żeby porozmawiać z ciekawymi podróżnikami z całego świata. Jednak liczba odwiedzających 4000 Wysp szybko rośnie, więc i interesujący podróżnicy czasami giną wśród angielsko-francusko-holenderskich hord zalegających bary i restauracje.

Tubing, czyli wygrzewanie europejskich oponek w słońcu

Tubing, czyli wygrzewanie europejskich oponek w słońcu

Niestety nadmierna obfitość post-hipisowskich turystów owocuje także wyjątkowo niecodziennymi widokami. Na samym Don Det jest chyba z 5 restauracji, zapraszających eko-frajerów na „eko-posiłki” z przydomowych Organicznych Farm. Rzecz niebywała w Azji.

Boże, błogosław Laotańczyków

Mimo że turyści w Si Phan Don są w większości, w wielu wioskach życie biegnie zwyczajnym rybackim torem

Mimo że turyści w Si Phan Don są w większości, w wielu wioskach życie biegnie zwyczajnym rybackim torem

Co ciekawe w całym tym cyrku, urok 4000 Wysp nadal nie zginął i pewnie przetrwa jeszcze długie lata. Wyjątkowa w tym zasługa prawdziwie wyluzowanych Laotańczyków, którzy niewiele robiąc sobie z obecności turystów, żyją swoim niespiesznym życiem. Większość z nich pozbijała parę chat z bambusa i oferuje je po 10-15 zł za dobę, co z nawiązką wystarcza im na ryż, ryby, piwko i miejscową whiskey – Lao Lao.

W restauracji czasem można siedzieć pół godziny albo i dłużej, zanim uda się zwrócić uwagę zamyślonego właściciela i doprosić menu. A potem oczywiście co najmniej drugie tyle w oczekiwaniu aż ryż wyrośnie w polu. Już choćby dlatego miejsce to nadal oferuje bardzo przyjemny odpoczynek od azjatyckiego zgiełku, a miejscowi Laotańczycy są kwintesencją wyspiarskiego życia.

W dalszych zakątkach Don Det albo Don Khon życie toczy się zupełnie normalnie – rybacy szyją i naprawiają sieci, kobiety piorą w rzece, a dzieciaki wyławiają małże.

.

——————————————————–

A na koniec zapraszamy do lektury pamiętnika z Si Phan Don i okolic. Będzie m.in. o delfinach, Clincie Eastwoodzie i przekraczaniu granicy z Laosem, gdzie przytrafiła nam się naprawdę niezwykła rzecz…

13.03 – Ubon Ratchathani (Tajlandia), Pakse (Laos)

Ubon z pewnością nie ujmuje urokiem. Duże, duszne, zindustrializowane miasto, którego jedynym atutem jest pobliskie mało uczęszczane przejście graniczne z Laosem. Mimo braku większych atrakcji, kuchnia, jak to w Tajlandii, wyśmienita. Straganowe Pad Thai jedno ze smaczniejszych do tej pory.

Na tym końcu świata po raz pierwszy podczas podróży spotkaliśmy również naszych czytelników. Dziwne to uczucie, gdy po chwili rozmowy w hotelu i wymianie planów podróżniczych, pada „Aha, Vagabundos! Znamy i czytamy”.

Niby piszemy do tego tajemniczego Internetu z nadzieją, że ktoś to czyta, ale żeby tak niespodziewanie spotykać się z czytelnikami pod granicą laotańską… Zdecydowanie zaskoczenie tygodnia.

A w Laosie – procedura standardowa. Nowy kraj, nowy język, nowe pieniądze. I nowe piwo. Niestety jedno wiemy już na pewno – nie będzie łatwo. BeerLao to z pewnością najlepsze piwo, jakie dotychczas piliśmy w Azji. Delikatne, gładkie, z czeską goryczką, ale 5-procentowe 0,7 l, więc kopie pierwszorzędnie. Zapowiada się interesujący kraj.

A my jutro z samego rana przykryci miesięcznym birmańskim pyłem wybieramy się do oazy spokoju – „4000 Wysp” na Mekongu.

14.03 – Don Det

Hamak, książka i BeerLao. Udany dzień.

15.03 – Don Det

Hamak, książka i BeerLao. Kolejny udany dzień.

16.03 – Don Det

Spacer dookoła wyspy. I od razu niespodzianka – oprócz turystów na „4 000 Wysp” żyją również Laotańczycy.

Chociaż nasi sąsiedzi – Walijczycy i Anglicy pierwsza klasa. Połączyła nas miejscowa fajka pokoju.

A wieczorkiem po raz pierwszy od 4 miesięcy obejrzeliśmy film. Z rozpędu od razu dwa – i oba świetne. „Testosteron” to wiadomo, ale „Scott Pilgrim vs the World” otrzymany od naszego CouchSurfa w Chinach to prawdziwe pozytywne zaskoczenie dnia. „Scott Pilgrim” to chyba jeden z ciekawszych i lepszych filmów o miłości, jakie widzieliśmy od czasu „W pogoni za Amy”.

P.S. Wyjątkowo fajnie w tropikach czyta się prekursorów podboju Himalajów. Nasza kolejna zdobyczna książka powinna toczyć się w Arktyce.

17.03 – Don Det

Wyprawa rowerem na sąsiednią wyspę w poszukiwaniu słodkowodnych delfinów. I o dziwo – zakończona sukcesem. Spotkanie z tymi ciekawymi ssakami nieopodal Don Khon jest niemal gwarantowane. Wystarczy wypłynąć łodzią kilkaset metrów od brzegu i spokojnie czekać. A delfiny bawią się, skaczą i prowadzą zaloty w zasięgu kilkudziesięciu metrów w co głębszych zakolach Mekongu, wydając przy tym zadziwiająco donośne wydechy i sapnięcia. Godzina mija nie wiadomo kiedy (8 USD za całą łódź dla 4-5 osób).

Zabawy miejscowych dzieciaków na Mekongu

Zabawy miejscowych dzieciaków na Mekongu

P.S. Faza filmowa. Dziś obejrzeliśmy „Invictus”. Eastwood po raz kolejny pokazuje, jak dzisiaj powinno robić się rewelacyjne i ważne dla ludzkości filmy. Podobno w tym roku Eastwood też coś popełnił. Po powrocie czeka nas nadrabianie zaległości…

Wodospady na Don Khon ujdą w tłoku, ale do prawdziwych wodogrzmotów pobliskiego Bolavenu się nie umywają

Wodospady na Don Khon ujdą w tłoku, ale do prawdziwych wodogrzmotów pobliskiego Bolavenu się nie umywają

18.03 – Don Det

Hamak, książka i BeerLao.

P.S. Z powodu chwilowego wyczerpania słowa pisanego, przerzuciliśmy się na audiobooki.

19.03 – Don Det

Ctrl+C, Ctrl+V.

P.S. Zmiany na „4000 Wysp” autentycznie następują w okamgnieniu. Przyjeżdżając tutaj tydzień temu, przebijaliśmy się przez tumany kurzu, a ostatni kilometr do Mekongu musieliśmy przejść piechotą. Dziś budowa drogi trwała już w najlepsze. Jeszcze przed tegoroczną porą deszczową busiki po asfalcie dowiozą turystów na samą przystań, a na Don Det przyjedzie jeszcze więcej osób.

.

—————————————————————

A na koniec zapraszamy do galerii z Si Phan Don:

4000 Wysp, Laos

.

Advertisements

Posted on 18 kwietnia 2011, in Laos and tagged , , , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

  1. Beer Lao Dark też jest niczego sobie, ale, co racja, to racja, lepszego piwa w okolicy nie dostaliśmy.
    A swoją drogą spotkanie było niesamowicie zaskakujące 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s