Scenariusz nienapisanych wpisów – Chiny

Nasze włóczykijskie stopy znów wróciły na kontynent i powoli zaprzyjaźniają się z Wietnamem. Niestety niegdysiejsza Wielka Czarna Dziura Internetowa rodem z Chin wciąż daje o sobie znać, co przekłada się na spore zaległości naszej blogosfery z Filipin, a nawet z samych Chin.

A zatem żeby ostatecznie zamknąć kwestię chińską – najważniejsze nienapisane wpisy. W dzisiejszym odcinku nie napiszemy o:

Żądza pieniądza

Chiński taran gna do przodu bez trzymanki. Ponad 10-milionowe miasta rosną jak na drożdżach, a Chińczycy opętani są manią bogacenia się.

Biznesowe centrum Szanghaju

Długie paznokcie - symbol podwyższonego statusuNie wystarcza im jednak samo posiadanie, ale cały czas muszą podkreślać swój status. Zatem taksówkarze, sklepikarze i wszyscy inni przedstawiciele klasy średniej zapuszczają paznokieć na małym palcu, aby każdy wiedział, że już nie należą do klasy robotniczej.

Zamawiając posiłek w restauracji, obowiązkowo trzeba zamówić tyle, żeby ze stołu się wylewało, a na koniec móc zostawić niezjedzone. Niech wiedzą.

Pokazówa dla sąsiadówCiekawą świecką tradycją są również piżamy dzienne. Jeszcze kilkanaście lat temu niewiele osób w Chinach stać było na kilka par odzieży. Wówczas spało się nago lub w gorszej koszuli. Kto miał piżamę, ten był pan. Czasy się zmieniły, ale chińska mentalność nie. Stąd na ulicy w biedniejszej dzielnicy co i rusz przyuważyć można spacerowiczów w piżamie, którzy obnoszą się ze swoim nowobogackim statusem. Ot taka chińska dulszczyzna.

Jeśli pracujesz w biurze, jeździsz co najmniej metrem. Jeśli stać Cię na samochód, natychmiast go kupujesz. Jeśli możesz sobie pozwolić na taksówkę, jeździsz nią codziennie. Obcokrajowiec na rowerze na ulicy Szanghaju wzbudza sensację – nie stać go nawet na metro?

Rocznik 68, 180 cm, dobrze zarabiający pozna panią powyżej 160 cm, rocznik do 75W społeczeństwie, gdzie pracuje się od 8 do 22 czasami trudno znaleźć życiowego partnera. W sukurs przyjdą jednak rodzice i dziadkowie, którzy zaaranżują małżeństwo, dobierając małżonków pod względem zarobków i posiadanych aktywów. W każdy weekend w Szanghaju targ ślubny tętni życiem równie mocno, co ryneczek na prowincji, a uczynni rodzice dbają o przyszłe szczęście swoich zapracowanych pociech. Najważniejsze informacje – rok urodzenia, wzrost, ile zarabia i czy ma mieszkanie.

I mówi pan, że zarabia 6 tysięcy? I ma mieszkanie?

Mania kopiowania

To że Chiny słyną z podróbek, jest ogólnie wiadome. Jednak może nie wszystkim wiadome jest, że rynek podrabiarski w tym kraju jest prawdopodobnie większy niż niejedna gospodarka w Europie. W każdym większym mieście są całe rejony, tzw. „fake market”, gdzie kupić można wszystko od ciuchów i zegarków po iPhone’y i większą elektronikę. Tu na każdym rogu Rolexy, Omegi, Gucci i Sony.

Nierzadkie są również przypadki, gdy kierownik prawdziwej fabryki Nike czy Wranglera zapuści nocą dodatkową serię do opchnięcia na „fake markecie” nad ranem.

Co ciekawe, Chińczycy kopiują nie tylko rzeczy, ale i myśli. Chiński system edukacji seryjnie produkujący bezwolne golemy całkowicie wyjaławia ludzi z inicjatywy i oducza ich podejmowania jakichkolwiek decyzji. Zachodni menedżerowie chwaląc pracowitość, narzekają na brak kreatywności, a turyści z zaciekawieniem obserwują Chińczyków powtarzających ich ruchy.

Jeśli zaczniesz robić zdjęcia w jakimś przypadkowym miejscu, możesz być pewien, że za Tobą ustawi się kolejka Chińczyków, która zrobi to samo. Tak na wszelki wypadek, przecież biały wie, co robi.

Imperium smaków

Ale jedzenie mają za to wyśmienite. Po hinduskiej bieda-kuchni, Chiny wprost onieśmielają smakiem. Słodkie, ostre, gorzko-kwaśne, kwaśno-ostre, ostro-słodkie i co tylko chcesz. O ile jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu w Chinach ciężko było o mięso, to dzisiejsza pogoń za statusem nakazuje jeść wszystko z mięsem. Wegetarianie mają tu naprawdę ciężko, bo nawet sałatki mają domieszkę kurczaka. Jak można nie jeść mięsa, skoro Cię stać?

Chińskie przysmaki

Niemniej jednak, prawie wszystko jest pyszne. Kuchnia chińska co prawda nie istnieje, a jedynie kuchnie syczuańska, kantońska, henan i wiele innych. Każda oryginalna i inaczej pyszna. Wołowina po szanghajsku ze szczypiorkiem czosnkowym, krewetki po syczuańsku pół na pół z chilli tak ostrym, że starczyłoby do zapłakania całego szwadronu.

Ryba na gorącym półmisku

No i kantońskie wynalazki – szczur bambusowy w cieście, pszczoły na chrupko, żywe larwy, pies i kot. O Chińczykach mówi się, że zjedzą wszystko co ma cztery nogi. Oprócz stołu. Mieszkańcy Guangzhou, czyli Kantonu zjedliby nawet stół. Choć pewnie przyrządziliby go wyśmienicie.

Niestety Chińczykom, a Kantończykom w szczególności, trzeba przyznać, że dla zwierząt nie mają lekkiej ręki. Aby mięso z psa było soczyste, zwierzęta zatłukują na śmierć bambusowymi kijami. Przysmakiem kuchni kantońskiej jest też małpi mózg. Bierze się małpę, związuje jej ręce i nogi, odcina górną część czaszki i łyżeczką wydłubuje na żywca mózg.

Łapownicy u władzy

O ile w Nepalu mieliśmy okazję z bliska poobserwować, jak potwornie władza uprzykrza ludziom życie, to w Chinach mamy rok 84 do kwadratu. Kafka i Orwell to mentalna piaskownica.

Razu pewnego jeden Kanadyjczyk uczył angielskiego dzieci w szkole. Uczył już pół roku, albo i dłużej, aż tu któregoś dnia zwolnili go bez ceregieli. Nie było by w tym nic dziwnego, bo w Chinach nie znasz dnia ani godziny, ale co ciekawe, ta firma poszła dalej. Przekupiła urzędników w banku i Kanadyjczykowi wyczyściła chińskie konto. Poszedł biedaczek na policję, ale 100 dolarów, które miał w kieszeni, nie starczyło nawet na łapówkę, więc i śledztwa nie było komu wszczynać.

Inny Australijczyk prowadził raz gazetę w Szanghaju. Interes w sumie śliski, bo prasa i w ogóle, ale w zasadzie szło mu nieźle, bo gazeta była po angielsku, głównie o jedzeniu i tylko dla ekspatów. Pisał, co ciekawego na mieście i gdzie się dobrze bawić. Ale rósł w siłę, bo pracujących obcokrajowców, głównie menedżerów, jest w Szanghaju ponad 200 tys. (no bo kto ma wydawać rozkazy tym golemom?), więc przyszedł do niego jeden oficjel, żeby go wziąć do spółki. A Australijczyk, jak ten głupi, poszedł na skargę na policję i jak najwyżej tylko mógł. Urzędnik widać przyszedł z wysoka, bo gazetę zamknięto po 2 dniach, a Australijczyk wrócił wypasać owce do siebie na wsi.

Własność prywatna też traktowana jest po macoszemu i tak na przykład mieszkania w mieście nie kupuje się na całe życie, a jedynie na 70 lat. Nie ma więc mowy o dziedziczeniu, a po 70 latach państwo płaci jedynie niewielką rekompensatę i przejmuje chatę dla siebie.

.

———————————————————-

P.S. Jak tak to czytam, to wydawać by się mogło, że Chiny to zło wcielone. Ale to nieprawda. To bardzo ciekawy kraj. I kuchnia jaka dobra. Tylko psa nie jeść!

P.P.S. Zapraszamy również do obejrzenia galerii z Szanghaju oraz z Zhujiajiao – starożytnego miasta na wodzie w Chinach.

Szanghaj, Chiny
Zhujiajiao, Chiny

P.P.P.S. Żeby wreszcie wydobyć się z przeszłości i móc pisać o teraźniejszości, w najbliższej przyszłości będziemy plątać czasy i pisać na zmianę – coś z Filipin i cosik z Wietnamu.

.

Reklamy

Posted on 3 stycznia 2011, in Chiny and tagged , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s