Smaki świata – Indie

Wbrew pozorom hinduska kuchnia nie należy do głównych atrakcji tego kraju. Choć sama w sobie zjadliwa, nam nie podchodzi bardziej niż musi i przyznam, że nie spotkaliśmy jeszcze nikogo, kto byłby nią zachwycony.

Z pewnością nie jest to kwestia wyłącznie doboru przypraw, które nadają jej pewien niepowtarzalny charakter. Niemniej jednak w większości przypadków sprawiają one, że mnóstwo potraw smakuje podobnie, a czasami wręcz identycznie. Do tego kuchnia hinduska jest potwornie ostra, czego jednak się spodziewaliśmy.

Pomidorowe curry, czosnkowy chleb naan i bananowe lassi

Curry, masala, curry, kolendra i curry

W smaku dominuje przede wszystkim curry, które występuje tu co najmniej w kilkunastu odmianach. W potrawach płynnych często pływają również świeże liście kolendry, co nadaje im powabu świeżości, ale niestety nie jest w stanie przydusić dominujących i w gruncie rzeczy przytłaczających woni indyjskiej kuchni.

Hindusi jedzą rękoma, co bardzo nam się spodobało i szybko podchwyciliśmy ten zwyczaj. Do posiłku nigdy nie dostaliśmy noża i może dwukrotnie widelec. Nie są one zresztą potrzebne, bo do zestawu zawsze dołączona jest łyżeczka do herbaty, która spełnia obie te funkcje, jeśli coś nie daje się zjeść palcami.

od lewej: ciapati, ryż, warzywa curry, dhal i paneer z groszkiem

W większości przypadków posiłek podawany jest na metalowych tacach nieco większych od naszych dużych talerzy, na których obowiązkowo znajdują się pszenne suche, cieniutkie placki – nazywane ciapati lub roti, często także ryż oraz zazwyczaj zestaw dwóch lub trzech małych miseczek wielkości małej filiżanki, w których znajduje się omasta. Standardowo jedną z nich jest „dhal”, czyli gęstawa zupka z soczewicy, a druga stanowi najczęściej nieodgadnioną mieszankę warzyw zasmażanych z przyprawami curry. Ciapati można zastąpić pszennymi wariacjami plackowymi, jak na przykład chleb naan, czyli coś w rodzaju pysznego naleśnika, często nadziewanego czosnkiem lub innymi smakołykami. Te suche chlebki czosnkowe to chyba najlepsze, co udało nam się tutaj zjeść.

Cena takiego posiłku (najczęściej wraz z napojem) rzadko przekracza 80 rupii (5,5 zł). Mimo że na pierwszy rzut oka porcje te wydawać się mogą nieduże, to przez ponad 2 tygodnie pobytu tutaj raptem dwukrotnie zdarzyło nam się zjeść 3 posiłki w ciągu dnia. Zazwyczaj kończy się na późnym śniadaniu i obiadokolacji w okolicach 18. Ogromny upał, a także miejscami spora wilgotność sprawiają, że przede wszystkim chce się tu pić, a nie jeść. Ciekaw jestem, jak taka dieta na dłuższą metę odbije się na naszej wadze, bo w tym względzie oczekiwania naszej dwójki są zgoła odmienne.

Jedz i nie patrz

Do tej pory nie przechodziliśmy również żadnych większych ekscesów żołądkowych, mimo że często sięgamy po miejscowe słonawe szejki owocowe, tzw. lassi. Brak anomalii gastrycznych wydawać się może również o tyle dziwny, że warunki sanitarno-higieniczne są tu po prostu koszmarne. Mimo, że jeździliśmy już nieco po przykurzonych krajach, to to, co dzieje się w Indiach, po prostu przechodzi wszelkie pojęcie.

Kuchnia przeciętnej ulicznej restauracji

Standardem jest, że wszystkie naczynia przed podaniem posiłku „przepłukiwane” są wodą, co sprowadza się do tego, że przy garkuchni stoi najczęściej wiadro z wodą, w której pomocnik kucharza kilkakrotnie moczy naczynie, a następnie przeciera je szarą szmatą, którą zawsze nosi na ramieniu i która często służy również do przecierania stołów. Zdaje się, że ma to miejsce niezależnie od standardu restauracji, a w lepszych miejscach mycie przesunięte jest po prostu na zaplecze.

Nasz posiłek gotów do drogi, z tyłu po lewej gliniany piec do wypiekania roti

gliniany piec do wypiekania roti/ciapati

Kuchnie, szczególnie te uliczne, w większości przypominają lepianki. Najczęściej składają się z glinianego lub kaflowego pieca, w którym pali się drewnem lub wysuszonymi na słońcu krowimi odchodami, które w miejscach o mniejszej podaży drewna doskonale je zastępują.

Wegetariański raj

Znaczna większość posiłków w Indiach jest wegeteriańska. Podczas całego naszego pobytu tylko dwukrotnie jedliśmy dania z kurczakiem, w których notabene kurczaka było nie więcej niż czosnku czy kolendry.

Jedną z podstawowych idei hinduizmu jest niewyrządzanie krzywdy innym organizmom. Religia ta nakazuje nie tylko wegetarianizm, ale zabrania również pracy przy przygotowywaniu posiłków z wykorzystaniem mięsa.

Święta krowa - jedyna postać w jakiej można spotkać mięso w Indiach

Ku mojemu zdziwieniu warzywa można przyrządzać na niezliczoną ilość sposobów i w wielu postaciach są one zjadliwe. W celu wzbogacenia posiłków do potraw często dodaje się tu również ser „paneer”, czyli miękki, delikatnie chrzęszczący w zębach ser uzyskiwany ze zsiadłego mleka.

restauracja i zewnętrzna kuchniaHerbatka na deser

Po posiłku, a także w wolnych chwilach dominuje herbata podawana na wzór arabski w małych, ok. 100 ml szklaneczkach. Obowiązkowo, bez pytania i bez możliwości negocjacji zawiera ona co najmniej 2 łyżeczki cukru i ok. 1/3 mleka. W Madhya Pradesh, gdzie jakiś czas temu utknęliśmy, na wsiach częstowano nas wersją wzbogaconą o imbir, co trzeba przyznać dodawało jej jeszcze więcej uroku. Polecamy spróbować również w domu.

Ze smutkiem musimy stwierdzić, że z całej hinduskiej kuchni to właśnie nieco zmodyfikowana angielska herbata z mlekiem i suche placki z czosnkiem smakują nam najbardziej. Z ulgą odetchnęliśmy, gdy po przyjeździe do północnych rubieży Indii zaczęło pojawiać się coraz więcej potraw kuchni nepalskiej, tybetańskiej i chińskiej.

.

Reklamy

Posted on 19 października 2010, in Indie and tagged , . Bookmark the permalink. 9 komentarzy.

  1. Nie smakuje Wam w Indiach? Mnie i żonie kuchnia indyjska w wydaniu Delhijskim bardzo odpowiadała, ale przyznaję, że po paru dniach człowiek wprost marzy o plackach ziemniaczanych 🙂 Hitem mojej żony jest masala dosa – próbowaliście? Herbatki faktycznie super – Indie otworzyły mi oczy na mnogość sposobów w jaki można zrobić herbatę. Często w Polsce robimy sobie herbatę z imbirem lub kardamonem (super!). Tradycyjnym sposobem przyrządzania herbaty w Indiach jest masala czaj czyli: czarna mocna herbata, mleko, cukier lub miód, kardamon, pieprz, cynamon, goździki, imbir itp. wszystko zagotowane, żeby przeszło aromatem – mniam, mniam. Ciekawostką jest herbata himalajska w Ladakhu: z masłem i solą – baaardzo specyficzna (właściwie bardziej zupa). Pozdrowienia z Polski

  2. Kuchnia indyjska jest Super!
    thali, paneer w roznej formie, masala dosa na sniadanie mniam mniam!!!!

  3. Masala dosa oczywiście próbowaliśmy, ale to danie też nie powaliło nas na kolana. Zresztą je nieczęsto można spotkać, bo, zdaje się, jest to potrawa z południa Indii. Za to herbatki jak najbardziej pycha.
    Magda, jeśli chodzi o kuchnię indyjską, to nam zdecydowanie bliżej do stanowiska Przemka, który z tego co pamiętam, też niespecjalnie był nią zachwycony..
    My, szczególnie na początku, chętnie stołowaliśmy się w ulicznych knajpkach, które zazwyczaj są wyznacznikiem kuchni narodowej. W Indiach to jednak niewypał. Koszmarnie ostre, gdzie niemal wszystko zawsze smakuje tak samo i większość dań jako główny składnik wykorzystuje ziemniaki 🙂

  4. Jeżeli jedliście samo Thali i to pewnie w jakichś typowo turystycznych miejscach to nic dziwnego, że jedzenie w Indiach wam nie smakowało.
    Bo Indyjskie jedzenie jest bardzo zróżnicowane. Łagodne i delikatne idli podawane z kokosowym czatnejem, Bardziej pikantna Masala dosa która was nie zachwyciła również ma wiele wersji. Pakora – mistrzyni ulicznej przekąski, czy to z cebulą, chilli, czy panierem dobra zawsze i wszędzie. Samosy, kaczori podawane z rożnymi sosami.
    Ale i samo thali w zależności od miejsca inaczej zrobione, inny dal inne warzywa, czasem jeszcze do tego z kremowym tłustym ‚curdem’
    W Indiach jedzenie nie jest niewypałem! W Indiach jedzenie jest niesamowicie dobre, przewspaniale aromatyczne i idealnie doprawione.

    • Jedzenie w Indiach poznawaliśmy tak jak wszędzie indziej, czyli na ulicy – tam gdzie jedzą zwykli ludzie. Nie jestem pewien czy chociaż raz jedliśmy w jakimś turystycznym miejscy. Za to zawsze i wszędzie jedzenie było potwornie pikantne, bardzo słone i, mówiąc eufemistycznie, niespecjalnie dobre.
      Kokosowy czatnej do potrawy dostaliśmy raz – w Badrinath w Himalajach i też nas nie zauroczył, co jest o tyle dziwne, że jesteśmy wielbicielami kokosowego smaku, szczególnie w wersji tajskiej. Samosy faktycznie zdarzały się niezłe, ale w 80% były nadziewane ziemniakami.
      Jadąc do Indii spodziewaliśmy się przebogatej kuchni wegetariańskiej, na którą, jak się okazało, w większości składają się rozgotowane ziemniaki z cebulą oraz okazjonalnym kalafiorem czy marchewką.
      Niemniej jednak rozważamy wyjazd do Indii południowych w przyszłości, które, zdaje się, są mniej uciążliwe, a ich kuchnia ponoć znacznie bogatsza. Rozumiemy również, że upodobania kulinarne są bardzo indywidualną sprawą i każdy może mieć swoje zdanie.

  5. No niestety, moim zdaniem żeby w pełni docenić indyjską kuchnię, trzeba udać się do ciut lepszej knajpy – bynajmniej nie pod turystów, a dla indyjskiej klasy średniej.
    Tu jest ogromna różnica między jedzeniem codziennym, a „odświętnym”. Nawet w całkiem bogatych domach (a miałem okazję mieszkać dość długo z jedną b. bogatą rodzinką) w dzień „powszedni” jada się głównie dhal, jakieś warzywka i ew. rybę/kurczaka w curry. Ale jak dostaniesz danie odświętne… palce lizać!

    Teoria, że kuchnię można poznać próbując wyłącznie najtańsze jedzenie z ulicy jest niestety chyba średnio trafiona. Są kraje, gdzie to się sprawdza (np. w Tajlandii faktycznie w ulicznych garkuchniach dostaniemy wszystko, co najlepsze ma ten kraj do zaoferowania), ale w indyjska kuchnia moim zdaniem to znacznie więcej niż ten dal i rozgotowane pyry :).

  6. Moja przygoda kulinarna z Indiami miała przez głównie miejsce w Bombaju, krótki romans przeżyłam na Goa. Nasze doświadczenia bardzo się różnią i na pewno duży wpływ ma na to fakt, że ja głównie (choć nie zawsze) jadałam w domu rodziny, z którą mieszkałam, lub w knajpach.

    Po pewnym czasie znudziły mi się ciągle te same potrawy (oraz nieustanne łączenie ziemniaków z ryżem i chapati czy roti) serwowane przez kucharza, fakt. To, że „moja” rodzina była Jain też wpływało na używane w domu produkty i znaczną ich ubogość. Jednak obiady na specjalne okazje czy stołowanie się poza domem – nie mogłam przestać jeść!

    Dal makhani, przeróżne curry, chaat, dosa (!!), idli z sambalem, pav bhaji, roomali roti, palak paneer, paneer i chicken rolls, pani i dahi puri, ukochane kulfi falooda z rabdi na deser.. Do tego shrimp curry czy kalamary w sosie czosnkowym na Goa to jedne z najlepszych rzeczy, które kiedykolwiek jadłam.

    Miałam też szczęście być na trzech ceremoniach ślubnych, z czego dwóch bardzo bogatych rodzin i to, co tam się kulinarnie wyprawiało jest nie do opisania 🙂

    • Widzę, że znowu rozgorzała dyskusja na temat kuchni hinduskiej 🙂 Dobrze.

      Jak się coraz częściej przekonujemy po 10 miesiącach podróży i rozmawiania z ludźmi zakochanymi lub nienawidzącymi Indii (swoją drogą to ciekawe, że innych nie ma…), chyba rację ma Antek, twierdząc, że w Indiach nie można stołować się na ulicy.

      Niestety zaczynając naszą przygodę z Indiami, kraj ten traktowaliśmy jak każdy inny azjatycki, gdzie garkuchnie uliczne są wyznacznikiem lokalnej kuchni i prawie zawsze oferują to co najlepsze, a z pewnością to co najbardziej autentyczne (i dotyczy to nie tylko Tajlandii, ale też np. Wietnamu, Birmy, Malezji, Indonezji, Filipin, Kambodży i częściowo także Chin).

      Co więcej dobra i tania kuchnia hinduska dostępna jest na niemal każdej ulicy w Melace czy Kuala Lumpur, o Singapurze nie wspominając, więc wcale nie jest tak, że dobre hinduskie jedzenie musi być z górnej półki. Przejechawszy Malezję i Singapur, można powiedzieć, że wręcz przeciwnie.

      A do Indii, jak już kilkakrotnie wspominaliśmy, część z nas bardzo ciągnie, więc z pewnością będziemy mieli niejedną okazję, by spróbować wywrócić kulinarny północno-hinduski kocioł rozgotowanych ziemniaków z ryżem.

  7. Hmm. My z kolei nie spotkaliśmy się jeszcze z opinią,że hinduska kuchnia jest monotematyczna. Wg. nas to najbardziej zróżnicowana kuchnia Azji. Thali w Gudżaracie a thali w kerali czy tamil nadu to kompletnie inne bajki. Praktycznie każdy stan ma do zaoferowania coś nowego, coś kompletnie innego. Z Antkiem też się nie zgadzamy. Podczas 4 miesięcy w Indiach, do knajpy dla indyjskiej klasy średniej zaszliśmy może cztery razy i za każdym razem był to kompletny niewypał porównywalny nawet do indyjskich knajp w UK czy w Polsce. Wszystkie sosy jakieś takie płaskie, bez wyrazu.
    Jedzenie uliczne natomiast prawie nigdy nas nie zawiodło. Do dziś wspominamy kuchnie na kółkach w Varanasi przy Assi Ghat gdzie jedliśmy najlepsze idli za 5 INR, thali na liściach bananowca w tamil nadu, chai masala na południu indii, niesamowite goobi manchurian czy aloo palaak. Ah aż ślinka cieknie…

    Ps. Znaleźliśmy was dopiero kilka dni temu, świetny blog, jeden z lepszych jakie było nam dane czytać ostatnio.
    Ile jeszcze będziecie w trasie ?

    pozdro.
    http://www.dariaitomek.wordpress.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s