Monthly Archives: Sierpień 2010

Kosmicznie tanie latanie

Tak jak pisaliśmy ostatnio do Indii lecimy za 1 250 zł. Bilet jest co prawda w jedną stronę, ale w dwie można by polecieć już za 1 700 zł. Zazwyczaj najtaniej wychodzi rosyjski Aeroflot, ale podobna cena zdarza się również w Finnair.

My lecimy ukraińskim Aeroświtem, o którym krążą różne ciekawe historie. Powtarzają się relacje, że wódkę na pokładzie podaje się w szklankach, a na co drugim działającym ekranie wyświetlane są ukraińskie filmy bez napisów.

Pełen folklor. Dla nas bomba. No ale przynajmniej żaden samolot nie rozbił się od 1997 roku. Więc sami się przekonamy i jeśli zdarzy się coś ciekawego, z pewnością o tym napiszemy.

Gdzie kupić tani bilet?

Z mojego doświadczenia wynika, że najlepszą i najtańszą wyszukiwarką biletów na inne kontynenty jest ta na portalu podróżniczym Tomka Michniewicza www.koniecswiata.net. Wyszukiwarka jest bardzo przejrzysta i ma najniższą ze znanych mi prowizji w wysokości 20 zł od biletu (bywa, że jest to nawet taniej niż bezpośrednio na stronie linii lotniczych). Zazwyczaj prowizja w wyszukiwarkach wynosi ok. 80-130 zł i nierzadko jest wkalkulowana w cenę biletu, żeby nie razić użytkownika na pierwszy rzut oka. Łatwo to sprawdzić wyszukując ten sam bilet za pomocą różnych wyszukiwarek, np. skyskanner.pl czy tanie-latanie.net (a raczej drogie-latanie.net – prowizja 130 zł).

Ale to i tak nic w porównaniu z możliwościami, jakie istnieją obecnie w podróżowaniu po Europie, na Bliski Wschód czy do Maroka. Kilka dni temu trafiłem na artykuł Marcina Jędrzejczaka w Rzeczpospolitej, który całkowicie zmienił moje pojęcie o lataniu.

Azuon – lotniczy wymiatacz

Zawsze szukając tanich lotów do Norwegii, Maroka, Grecji czy Turcji marzyłem o narzędziu, które nie kazałoby mi określać niemal żadnych ostrych warunków brzegowych, czyli np. lot do Casablanki od 10 do 20 maja, wylot z Marakeszu od 1 do 10 czerwca, a jedynie powiedziało mi skąd, dokąd i kiedy mogę tanio lecieć. A to ja bym się dostosował. Otóż takie narzędzie istnieje – to Azuon.

Ten program to jest zwyczajny szok. Kosiarka umysłowa i mentalny lodołamacz. Dostępny za darmo w sieci daje nieograniczone wprost możliwości w wyszukiwaniu tras. Można np. wybrać 5 głównych polskich miast, 10 hiszpańskich, 4-miesięczny przedział czasowy i kazać mu poszukać najtańsze połączenia. I to nie wszystko! Możemy wybrać opcję do 3 przesiadek w różnych liniach, dzięki czemu program połączy loty różnych przewoźników, łącząc je w jakichś portach lotniczych, niejednokrotnie znajdujących się w przeciwnym kierunku. Człowiek nigdy nie byłby w stanie tego ogarnąć.

Na Kanary za 300 zł

Po przeczytaniu artykułu w Rzeczpospolitej po raz pierwszy zaczynam żałować, że wyjeżdżamy w podróż dookoła świata. Przepadną nam takie okazje!

Azuon podpowiada, że jeszcze teraz jest mnóstwo możliwości, aby pod koniec września polecieć np. na Wyspy Kanaryjskie za 300-400 zł (ceny z opłatami lotniskowymi) czy na portugalską Maderę za 540 zł. I to w najbardziej atrakcyjny sposób, czyli dolecieć na jedną wyspę, robić co się chce przez 2 czy 3 tygodnie i wrócić z innej. Po prostu rewelacja, np:

28.09.2010 – Warszawa – Bruksela (Wizz Air) – 18 euro –> Bruksela – Fuerteventura (Ryanair) – 20 euro

12.10.2010 – Lanzarote – Bruksela (Ryanair) – 20 euro –> Bruksela – Warszawa (Wizz Air) – 17 euro

albo:

13.10.2010 – Kraków – Bruksela (Ryanair) – 8 euro –> Bruksela – Lanzarote (Ryanair) – 20 euro

24.10.2010 – Fuerteventura – Pisa (Ryanair) – 30 euro –> Pisa – Kraków (Ryanair) – 9 euro

Ludzie, doprawdy nie wiem, czemu tego nie rezerwujecie! A, jak się dowiedziałem, oprócz Azuonu są jeszcze inne wypasione udogodnienia, takie jak wyspecjalizowane serwisy tworzone przez fanów tanich lotów, np. mlecznepodroze.pl czy fly4free.pl. A o tym, gdzie i za ile przez ostatnie półtora roku tanio poleciał w świat Marcin Jędrzejczak z Rzeczpospolitej można przeczytać tu. Może się to wydać niewiarygodne, ale odbył w sumie aż 130 lotów (23 podróże) za łączną kwotę 4 940 zł.

Już nie mogę się doczekać, kiedy wrócimy z naszej podróży. Wtedy dopiero zaczniemy latać…

.

Reklamy

A jednak Indie

Tak, tak. Indii miało nie być, a są. Złożyło się na to kilka czynników, z których 2 najważniejsze to potęga reklamy i siła książki. Ale najpierw o czym innym.

Przymierzając się do wyjazdu, kierowaliśmy się dość opacznym rozumowaniem, że jeśli chcemy odwiedzić i choćby liznąć prawdziwych Indii, potrzebujemy przynajmniej miesiąca, który ciężko będzie nam wykroić. Rozumowanie w gruncie rzeczy słuszne, a na pozór niezauważalny błąd tkwił w ostatniej części zdania.

To co się zmieniło, to nasze przekonanie, że jeśli uznamy, iż kilka tygodni czy miesiąc warto spędzić gdzieś dłużej, to tak zrobimy. W miarę zbliżania się wyjazdu, coraz częściej przewija się w naszych głowach myśl, że niczego nie musimy. Zatem zaczniemy od Indii i spędzimy tam tyle czasu, ile uznamy za stosowne. Byleby zdążyć do Nepalu na treking w Himalajach przed zimą.

Potęga reklamy

A wracając do naszych rozważań marketingowych – wspomniana reklama to oczywiście Incredible India, która prześladowała nas w Egipcie i Izraelu na BBC oraz w Internecie. Zauroczeni najlepszą reklamą turystyczną od czasu kiedy Hannibal reklamował Kartaginę na przedpolach Rzymu, coraz intensywniej zaczęliśmy myśleć o tych rejonach. I tak już od kilku miesięcy podśpiewujemy do siebie, jak te cielęta, „Incredible India”. A reklama jest naprawdę spaśna. Kto nie widział, niech szybko włącza (tu wersja pełna – jeszcze spaśniejsza):

Jeśli nasz wyjazd do Indii będzie choć w połowie równie udany, to będziemy zadowoleni. A jak nie, to ich pozwiemy..

Siła książki

Kto nie ma telewizji lub nie trawi ogłupiającej papki marketingowej Wielkiego Babilonu, w Indiach również może się zakochać, przeczytawszy książkę „Shantaram” Gregory’ego Davida Robertsa.

Książka wyjątkowa i bardzo interesująca. Jest to fabularyzowana relacja australijskiego przestępcy, który po ucieczce z więzienia schronił się w Indiach i rozpoczął nowe życie. Abstrahując już od ciekawej fabuły i przeżyć głównego bohatera, opowieść ta ubrana jest w przepiękne realia, które nadają jej niepowtarzalną atmosferę. Życie toczące się w małej indyjskiej wiosce w Maharasztrze, codzienność w slumsach w Bombaju, skomplikowane relacje międzyludzkie w tym wielokulturowym i wieloreligijnym społeczeństwie, poszukiwanie drogi do lepszego życia. To wszystko tam jest. A nawet dużo więcej.

Niestety wadą tej książki jest to, że jest dość gruba. I tak na przykład moja dobra koleżanka już się raczej z nią rozminie, bo czyta tylko książki cienkie, aby nadrobić średnią czytelnictwa w Polsce (1 książka na 2 lata). Jeśli ktoś idzie tym tropem, to niech na naszą odpowiedzialność zaliczy sobie Shantaram jako 2 albo nawet i 3 książki. Będzie mu wybaczone. Naprawdę warto. I przynajmniej będzie miał spokój na kilka lat.

Bilet za 1200 zł

A bilety do Indii kupiliśmy za 1250 zł (słownie: tysiąc dwieście pięćdziesiąt). Fakt, że w jedną stronę, ale w dwie można już mieć za 1700-1900 zł. Ale o tym będzie następnym razem.